środa, 12 sierpnia 2015

Rozdzial 2 - "Spodniczka"

"- Możemy porozmawiać?
  - Nie mamy o czym - chciałam zamknąć drzwi, ale przewidział to i szybko wszedł do środka - Wynocha!
  - Daj mi chociaż pięć minut - miałam zamiar zaprzeczyć, ale zaczął mówić dalej - a potem możesz mnie wyrzucić.
  - Pięć minut. I ani sekundy więcej"


- Kochanie...
- Nie mów do mnie kochanie!!!
- Przepraszam, byłem... - zawahał się i spojrzał na mnie - jestem idiotą.
- To to ja wiem - mruknęłam krzyżując ręce na piersi
- Kocham cię...
- Szkoda, że ja ciebie już nie.
- Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim wylądowałeś w łóżku z tą zdzirą
- Kochanie, wiem że źle zrobiłem. Ale wybacz mi proszę, ten jedyny raz.
- Chciałeś chyba powiedzieć - ten pierwszy raz.
- Kolejnych nie będzie.
- Chyba raczej - na kolejnych nie dasz się przyłapać?
- Justynko! Ile razy mam cię przepraszać? Nie wiem co jeszcze muszę zrobić, żebyś mi wybaczyła.
- Niektórych rzeczy nie da się wybaczyć.
- Kochanie...
- Chciałeś numer telefonu? Dostałeś go - mówiłam patrząc mu wyzywająco w oczy - Chciałeś żebym została twoją dziewczyną? Zostałam nią. Chciałeś odejść? Pozwoliłam ci.
- Wiem. Tak bardzo przepraszam. Proszę, pozwól mi wrócić.
- Ach tak? Teraz chcesz wrócić? - syknęłam zaciskając dłonie w pięści i przypominając sobie jak zastałam mojego ukochanego posuwającego jakąś blondynę - Wybacz, twoje trzy życzenia zostały spełnione.
- Jusiu...
- Twoje pięć minut dobiegło końca - oznajmiłam drżącymi rękoma otwierając drzwi. Daniel popatrzył jeszcze chwilę na mnie, ale widząc moją minę posłusznie wyszedł z mieszkania. Kiedy już zamknęłam za nim drzwi oparłam się o nie. Co on myślał? Że tak po prostu przyjdzie, przeprosi i od razu rzucę mu się w ramiona? Łzy same zaczęły napływać mi do oczu. Tyle nieprzespanych nocy... Tyle dni spędzonych na płaczu... A on myślał, że tak od razu mu przebaczę? Po tym jak mnie skrzywdził? Jedna łza spłynęła po moim policzku. A za nią podążyły następne. Przypomniałam sobie jak zastałam Daniela z inną. Na samo wspomnienie tego upokorzenia, tego bólu, który odczuwa się gdy walą się wszystkie zbudowane z piasku zamki, poczułam taki żal, że ponownie się rozpłakałam.

   Minął miesiąc. Na początku Daniel jeszcze nie raz mnie przepraszał i chciał wrócić, ale potem już sobie odpuścił. W sumie chyba się z tym pogodziłam. Nie jestem nawet pewna czy naprawdę go kochałam czy było to tylko zauroczenie.
- Gnomiee! - usłyszałam głos przyjaciółki
- Coo? - odkrzyknęłam podchodząc do kabiny
- Słuchaj, bo mam tu dziurę, weź mi zamień, okej? - zza materiału oddzielającego sklep od przebieralni wystawiła rękę z czarną spódniczką
- Ech, no okej - westchnęłam biorąc od niej ubranie
Poszłam w stronę działu ze spódniczkami i zaczęłam szukać identycznej jak ta którą dała mi przyjaciółka. Praktycznie przez ostatni miesiąc to ona mnie pocieszała. Przychodziła ze smutnymi romantycznymi filmami nad którymi potem jedząc słodycze wylewałyśmy łzy. Kazała mi nie siedzieć w domu i ciągle gdzieś mnie wyciągała. A to na spacer, a to na kręgle, a to do kina. Porównywała Daniela do różnych brzydkich, lecz też śmiesznych stworzeń. I co najważniejsze - była cały czas ze mną. Jednym słowem przyjaciółka jakich mało. Prawdziwy skarb.

   W końcu znalazłam tę durną spódniczkę i zadowolona z siebie ruszyłam w stronę przebieralni. Mój entuzjazm natychmiast się zmniejszył, gdy dotarłam na miejsce. Było koło piętnastu kabin, a ja kompletnie zapomniałam w której ona była. Chyba gdzieś na końcu... Zatrzymałam się przy jeden z tylnych i wzięłam głęboki oddech.
- Jula? - wyszeptałam imię przyjaciółki, ale nikt mi nie odpowiedział. Powoli odsunęłam kawałek zasłony i zajrzałam do środka. Zamarłam. Stanęłam jak ten słup soli nie mogąc wykonać żadnego, ani najdrobniejszego ruchu. Nie trudno się domyślić, że wcale nie zobaczyłam tam jej. Moim oczom ukazał się chłopak, który właśnie ściągał koszulkę ukazując tym samym umięśniony tors. Na ten widok nie jednej odebrałoby mowę. A już tym bardziej mi, gdyż nie byłam przyzwyczajona do takich widoków. Kiedy tylko ściągnął ją do końca mogłam w końcu zobaczyć jak wygląda. I tu też stanowczo mnie przymurowało. Jego krótkie włosy w kolorze czarnej czekolady były lekko potargane. Pod nimi można było dostrzec śliczne, brązowe oczy. Chociaż miał chłopięcą twarz to dwa pieprzyki koło nosa sprawiały, że stawał się uroczy. W tym samym momencie podniósł głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Najpierw był nieco zdziwiony, ale po chwili nieśmiało się uśmiechnął. Ja jednak wtedy odzyskałam zdolność ruchu, i chociaż miał czarujący uśmiech szybko się wycofałam. Już miałam zamiar wybiec ze sklepu, ale właśnie wtedy z kabiny obok wyszła Julka.
- O! Tu jesteś! A ja już myślałam, że kosmici cię porwali - pokiwała zrezygnowana głową, a po chwili pociągnęła mnie za rękaw w stronę kabiny - No chodź gnomie! Muszę przymierzyć tą spódniczkę!

   Po założeniu stery ciuchów w końcu zdecydowała się na parę rzeczy i mogłyśmy spokojnie zrobić sobie małą przerwę. Na całe szczęście nie natknęłyśmy się na tego chłopaka. Było mi strasznie wstyd za tamtą sytuację. Wyszłam na podglądaczkę...
- Co ci tak mina zzrzedła? - spytała zaskoczona Julka patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami - Idziemy na sushi! Cały poranek o tym trajkotałaś.
- Nie no... bo... po prostu... - jąkałam się nie wiedzieć czy opowiedzieć jej o tym czy wymyślić jakąś wymówkę
- Ejejej! - zatrzymała się i położyła dłonie na moich barkach, a potem spojrzała mi uważnie w oczy - Co ty mi się tu wykręcasz?! Gadaj co jest na rzeczy!
- Jula... spokojnie... - odepchnęłam ręce przyjaciółki, a potem widząc jej minę cicho zachichotałam - Zaraz ci wszystko opowiem.

   -Że co?! - krzyknęła, a po chwili zaczęła krztusić się kawałkiem sushi. Westchnęłam i klepnęłam ją w plecy.
- Tylko mi się tu nie udław. Wydałam wszystko na nowe ciuchy i nie miałabym ci za co kwiatów na grób kupić. Przyjaciółka popatrzyła na mnie udając powagę, ale po chwili wybuchła śmiechem.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam pochylając się nad moją tacką z jedzeniem
- Serio gapiłaś się na niego jak głupia? - spytała po chwili opanowując śmiech, a ja się zarumieniłam - Nie no, rozumiem cię.
- Serio?
- Noo! Sama bym chciała tak sobie popatrzeć - mimowolnie westchnęła, a ja zachichotałam. Cała Juleczka.
- Ej, czy to nie ten chłopak? - spytała pokazując na kogoś za mną, a ja nawet nie oglądając się wskoczyłam pod stół - Co ty robisz?
- A jak myślisz?!
- Noo... gdybym była chłopakiem myślałabym, że chcesz zrobić mi loda - rozwścieczona kopnęłam ją w kostkę - Auu! A to za co?
- Ukrywam się, downie! Nie zdemaskuj mnie! 





~*~

No i mamy rozdział drugi! 
Janusz jest jak obiecałam? Jest.
Więc cieszcie się i radujcie hahahh xd 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdzial 1 - "Zdrada"


- Justyyyynkooo!
- Już idee! - krzyknęłam stopując film, który aktualnie oglądałam. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Minęłam łazienkę, salon, a później kuchnię. W końcu z oddali zobaczyłam sylwetkę mojej mamy. Pokonałam przedpokój i wyszłam przez otwarte drzwi. Mama stała i śmiała się z taty, który pomagał taksówkarzowi schować ich bagaże. Cóż, nie wychodziło im to najlepiej. Kiedy w końcu jakoś wcisneli te wszystkie walizki popatrzyła na mnie.
- Musimy już jechać... Dasz sobie radę przez te dwa tygodnie? - spytała z nutką niepewności w głosie
- Pewnie! Przecież nie mam pięciu lat - uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam ją
- Nie mogę się przyzwyczaić, że moja córeczka jest już dorosła.
Roześmiałam się. Kilka dni temu skończyłam osiemnaście lat, a ta już rozpacza. Pożegnałam się z rodzicami i patrzyłam jak idą w stronę taksówki.
- I pamiętaj: żadnych imprez! - krzyknął tata otwierając mamie drzwi od auta - Dom ma lśnić jak wrócimy!
- Oczywiście!
Gdy tylko taksówka zniknęła z pola widzenia wróciłam do domu. Był piątkowy wieczór i to wcześnie, bo była dopiero siedemnasta. Postanowiłam się wystroić i zrobić niespodziankę mojemu chłopakowi Danielowi. Byłam z nim od ośmiu miesięcy i naprawdę go kochałam. Pamiętam jak pierwszy raz się spotkaliśmy. Było to kiedy jeszcze pracowałam w kawiarni. Od chwili gdy tylko mnie zobaczył zaczął mnie podrywać. Mówił wiele miłych komplementów, proponował spotkania, prosił o numer telefonu, a ja cały czas mówiłam nie. Ale on się nie poddawał i przychodził codziennie. Zadziwiał mnie swoją wytrwałością. W końcu mu uległam i dostał ten numer telefonu. Podczas spotkania okazało się, że jest naprawdę fajnym facetem, więc oczywiście kontynuowaliśmy naszą znajomość. W końcu poprosił bym została jego dziewczyną. Cóż... Zgodziłam się. Miał dużo zalet, choćby to, że był bardzo troskliwy i kochany. No i nie zapominajmy zaznaczyć iż był też przystojny. Wysoki, zbudowany niczym grecki bóg, o zawadiacko opadających na twarz włosach, idealnie złocistej skórze i lazurowych oczach. Jednym słowem cud natury, na dodatek obdarzony czarującym uśmiechem. Zazdrościła mi go prawie każda dziewczyna. Uśmiechnęłam się pod nosem i szybko wróciłam do pokoju.

   Stanęłam przed lustrem i po raz setny poprawiłam makijaż i fryzurę. Potem przejrzałam się dość krytycznym wzrokiem w lustrze. Ciemnobrązowe włosy, ani proste, ani kręcone, spięłam starym zwyczajem na czubku głowy. Kilka kosmyków opadało mi na twarz, tworząc wrażenie przypadkowego nieładu. Figura niezła, a dzięki lazurowej sukience, którą dzisiaj założyłam wyglądałam jeszcze szczuplej. Najbardziej dumna byłam z talii - idealnie płaski, wręcz wyrzeźbiony brzuch i obwód tak mały, że co poniektórzy obejmowali go obiema dłońmi. Za to co powyżej i poniżej było już bardziej krągłe. Czasem miałam wrażenie, że za bardzo. Dość regularne rysy twarzy, delikatny dołeczek w brodzie i drugi w policzku, widoczny, gdy się uśmiechałam. Zbyt wydatne usta, co do których zawsze miałam wątpliwości, że zdominowały całą twarz. Wiele razy słyszałam dużo miłych komplementów, jednak nie uważam siebie za jakąś przepiękną. Westchnęłam i sięgnełam po torebkę. Wyjęłam z niej telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Było w pół do dziewiętnastej.
- Za jakieś pół godziny powinnam u niego być - mruknęłam pod nosem chowając komórkę do torebki. Szybko zeszłam na dół, bo usłyszałam dźwięk klaksona.

   W końcu dojechaliśmy na miejsce. Zapłaciłam kierowcy, po czym powoli wysiadłam z taksówki. Cóż, nie często nosiłam buty na tak wysokim obcasie. Popatrzyłam w stronę domu Daniela i aż mi szczęka opadła. Wszędzie było pełno ludzi, z okien migały kolorowe światła, a muzyka była niemal ogłuszająca. Wyglądało na całkiem niezłą imprezę. A już miałam nadzieję, że będziemy sami...

   Niepewnie ruszyłam w stronę domu. Na szczęście drzwi były otwarte, więc bez problemu weszłam. Pare facetów od razu mnie zauważyło i co rusz słyszałam różne teksty w moim kierunku. Daniela jakoś nie widziałam, ale za to zobaczyłam mojego przyjaciela ze szkoły. Zawołałam go po imieniu, jednak muzyka była tak głośna, że nic nie usłyszał. Przecisnęłam się przez tłum ludzi i w końcu się do niego dopchałam.
- Marek! - chłopak szybko się odwrócił i teraz staliśmy twarzą w twarz
- Jusia?! - dawno nie widziałam, żeby ktoś był tak zdziwiony
- Nie, Genowefa - mruknęłam sarkastycznie
- Ah, teraz mam pewność, że to ty! - głośno się roześmiał i mnie przytulił
- Widziałeś Daniela?
- Hmm... Niedawno jeszcze się tu kręcił, ale teraz nie mam pojęcia gdzie może być.
Westchnęłam rozczarowana, ale podziękowałam mu. Skierowałam się na drugie piętro. Tutaj nie było za dużo ludzi, a jeśli już to jakieś całujące i obmacujące się pary. Pomyślałam, że być może Daniel poszedł na taras. Często tam był z kolegami, bo wtedy mógł spokojnie zapalić i nie zaczadzać sobie mieszkania. No i owszem - stało tam trochę ludu, ale jego jak na złość nie było. Zrezygnowana zawróciłam i chciałam zejść na dół. Niestety, żeby to zrobić musiałam przejść przez pokój z którego dochodziły dość jednoznacze dźwięki. Westchnęłam i powoli nacisnęłam klamkę. Miałam ochotę szybko przebiec i nie przeszkadzać kochającej się parze, ale gdy tylko otworzyłam drzwi świat runął mi na głowę. Stałam jak zamurowana i jedyne co wydobyło się z moich ust to cichy jęk rozpaczy. Blondynka spojrzała w moją stronę, a po chwili zrobił to i jej kochanek...

   Dziesięć minut później jechałam samochodem Marka, który łaskawie zgodził się mnie odwieźć. Zresztą był naprawdę dobrym kumplem, więc widząc mnie w potrzebie nie wahał się ani chwili. Oparłam głowę o szybę, a łzy powoli spływały po moich policzkach. Po chwili Marek to zauważył i od razu zareagował.
- Ej, Jusia, nie płacz - prawą ręką pogładził mnie po ramieniu - Ten dupek i tak nie był ciebie wart.
Wymusiłam na twarzy coś na kształt uśmiechu, a po chwili sięgnęłam po torebkę. Wyciągnęłam z niej paczkę chusteczek i głośno wysmarkałam nos. Marek zaśmiał się cicho i spojrzał na mnie rozbawiony. Lekko się uśmiechnęłam wycierając mokre od łez policzki.
- To teraz opowiedz jak przyłapałaś go na zdradzie.
- Nie ma tu co opowiadać - mruknęłam niechcąc drążyć tego tematu
- Żartujesz?! - krzyknął roześmiany - Uciekał za tobą w samych majtkach przez salon pełen ludzi!
- No i?
- Kulał!
- Wcześniej mocno oberwał.
- Goniłaś za nim ze strzelbą!
- Akurat była pod ręką.
- Juśka! - tym razem otwarcie się śmiał - Zwariuje przez ciebie!
Westchnęłam. Dobra, może i wyglądało to zabawnie, ale mi nie było do śmiechu.
- Mam ci opowiedzieć? - spytałam ukradkiem wycierając zdradziecką łzę
- Dajesz.
- Nie jest tego za dużo. Przyłapałam go na zdradzie i zaczęłam krzyczeć. Po chwili już stał na nogach i przepraszał, ale nawet tego nie słuchałam tylko od razu dałam mu w pysk. W sumie mówił tylko, że ostatnio nam sie nie układało i odchodzi ode mnie. A potem kiedy się tłumaczył zwalając wszystko na swoją kochankę to ta rozwścieczona przywaliła mu w jaja. Ja tym czasem ze ściany zdjęłam strzelbe, ale ten już zdążył uciec. Więc zaczęłam go gonić, a kiedy gdzieś mi zwiał poszłam do ciebie. Resztę znasz.
- Tak - zachichotał - Poprosiłaś mnie o pozdwózkę
- Co cię tak śmieszy?
- Szkoda, że nie widziałaś jak to komicznie wyglądało, gdy...
- Skończ z tym już! - krzyknęłam, ale po chwili wyobraziłam to sobie w głowie i też cicho zachichotałam

   Tamtego wieczoru nie płakałam. Ledwo co wróciłam poszłam spać. Koszmar zaczął się następnego dnia. I kolejnego. I jeszcze jednego. I następnego....

   Właśnie po raz kolejny łykałam własne łzy szczelnie otulona kołdrą. Rodzice mieli wrócić dopiero za kilka dni, więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby popłakać w samotności. Kolejny raz tęsknie popatrzyłam w stronę telefonu. Nic. Nadal żadnej wiadomości. Minął tydzień, a Daniel nadal się nie odezwał. Nie przyszedł, nie zadzwonił, nie wysłał nawet głupiego smsa. Widać nie zależało mu na mnie.
- A ty głupia idiotko go kochałaś! - odezwał się cichutki głosik w mojej głowie
Sięgnełam po kolejną chusteczkę klnąc w duchu własną głupote. I nagle zamarłam, bo ktoś załomotał do drzwi. Kto to może być? I to o tej porze? Niechętnie podniosłam się z łóżka i podeszłam do drzwi. Z lekkim wahaniem otworzyłam je. Jeśli przed moimi drzwiami stałby diabeł nie byłabym bardziej zaskoczona niż teraz.
- Daniel?! - krzyknęłam patrząc na niego jak na ducha - A co ty tu robisz?!
- Możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym - chciałam zamknąć drzwi, ale przewidział to i szybko wszedł do środka - Wynocha!
- Daj mi chociaż pięć minut - miałam zamiar zaprzeczyć, ale zaczął mówić dalej - a potem możesz mnie wyrzucić.
- Pięć minut. I ani sekundy więcej. 



~*~

I oto mamy pierwszy rozdział! 
Napisz swoją opinię w komentarzu ♥

Następny rozdział niebawem 8))