sobota, 26 września 2015

Rozdzial 11 - "Zlodziej"

"Szliśmy tak kilka minut. Nawet prawie zasnęłam. Jednak pomyślałam, że czuję się już lepiej i mogę iść sama. Chciałam to powiedzieć Łukaszowi, ale właśnie w tym momencie stanął.
- O kurr... - wyszeptał, ale nie dokończył być może ze względu na mnie. Uśmiechnęłam się lekko.
- O co chodzi? - wymruczałam próbując otworzyć powieki
- Sama zobacz..."

    Otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam to twarz Łukasza. Widać, że był zszokowany, a jego fryzura zupełnie zniszczona. Ale to nie odejmowało mu uroku. Westchnęłam. Podobał mi się. Nie wiem czemu. Przecież zwykle nie leciałam na takich chłopaków. Nagle poczułam grunt pod nogami. Łukasz delikatnie mnie objął jakby nie pewny czy dobrze się czuję.
- Wszystko ok? - spytał z troską
Najchętniej odpowiedziałabym, że nie. Wtedy by mi pomagał iść, albo znowu niósł na rękach.
- Yhy... - mruknęłam i odwróciłam głowę w stronę ogrodu. Momentalnie otworzyłam szerzej oczy.



~Perspektywa Jasia~

"Lekko uchyliłem powieki i zobaczyłem jak Jusia się obraca mając zamiar odejść. Szybko złapałem ją za rękę.
- Janek? - spytała zaskoczona patrząc w moją stronę - Nie śpisz?
- Już nie... - wyszeptałem przypatrując się jej pełne zaskoczenia oczy. Piękne oczy."

    - Już wszystko w porządku? - powoli podeszła do mnie i położyła rękę na moim czole.
- Tak... Ale...
- Ale?
- Co się właściwie stało? Pamiętam tylko uderzenie w głowę.
Jusia popatrzyła na mnie, a po chwili zaczęła się głośno śmiać.
- No co? - spytałem zmieszany odwracając wzrok
- To... to była moja mama - powiedziała powstrzymując się od śmiechu
- Że co?!
- Myślała, że jesteś złodziejem.
Patrzyłem osłupiale w jej stronę z otwartą buzią. Nie mogłem nic z siebie wykrztusić. To jej matka mnie tak urządziła? Ona ma taki silny cios? - zadawałem samemu sobie pytania chcąc jakoś ułożyć to wszystko w głowie. Smętnie stwierdziłem, że ta kobieta jest silniejsza ode mnie... A może po prostu sprytniejsza?
- Współczuję temu kto się kiedyś do was włamie - mruknąłem masując bolącą głowę, a Jusia znów roześmiała się. Po chwili dołączyłem do niej i oboje śmialiśmy się z mojej sytuacji. I właśnie wtedy drzwi się otworzyły. Do pokoju powoli weszła kobieta. Na oko miała 40 lat. Była bardzo podobna do Jusi. Między nimi znalazłem tylko jedną różnicę. Wzrost. Była troszkę wyższa od córki.
- A co tu się dzieje? - spytała lekko się uśmiechając
- Mamo, Janek się już obudził - oznajmiła Jusia obracając się w jej stronę
- Ooo, to świetnie - kobieta niepewnie podeszła do mnie. Szybko usiadłem i wyciągnąłem rękę w jej stronę.
- Janek.
- Beata - powiedziała ściskając moją dłoń
- Bardzo miło panią poznać
- Wzajemnie... Przepraszam za... - tu lekko się zawahała patrząc na mój bandaż na głowie
- Nic się nie stało - uśmiechnąłem się lekko - Gdybym był w pani sytuacji postąpiłbym podobnie.

    Po krótkiej rozmowie mama Jusi wyszła tłumacząc, że przez najbliższą godzinę nie będzie jej w domu i mamy być grzeczni. Popatrzyłem w stronę dziewczyny i poruszyłem znacząco brwiami.
- Co? - spytała patrząc na mnie jak na wariata
- Mamy być grzeeeeeczni - specjalnie przeciągnąłem ostatnie słowo przybliżając się do niej. I wtedy Jusia wybuchnęła śmiechem.
- Nie tak się zaczyna grę wstępną - mruknąłem zawiedziony, ale ta tylko głośniej się śmiała
Stwierdziłem, że musi być kara za to, że tak się nabija z mych planów. Zacząłem ją łaskotać, aż ta zrobiła się cała czerwona i prosiła mnie żebym przestał.
- O co mnie błagasz?
- Żebyś... prze... przestał... mnie ła... łaskotać - mówiła śmiejąc się
- No ładnie. Ale to ciągle za mało. Lubię sprośne słówka.
- Jasiek!
Przestałem ją łaskotać, ale ta i tak chichotała.
- Co znowu?
- "Lubię sprośne słówka" - powiedziała naśladując mój głos, a ja roześmiałem się



~Perspektywa Jusi~

    Czułam jak od śmiechu boli mnie brzuch i głowa. Jak do oczu napływają łzy. Ja przy tym idiocie mogę umrzeć ze śmiechu! W końcu przestaliśmy. Położyłam się próbując uspokoić oddech.
- Jusia, a ty... - zaczął, ale nagle się zamyślił. Po chwili zrobił się cały czerwony.
- No co chciałeś? - spytałam rozbawiona 
- Ja? Yyyyy...
- A czy widzisz tu kogoś oprócz nas?
- N-no nie. Chciałem spytać, czy... ty... no... wiesz... - jąkał się próbując dobrać odpowiednie słowa
- Nie wiem.
O co mu do jasnej ciasnej chodzi? Trochę dziwnie się zachowuje. Usiadłam na łóżku przyglądając mu się badawczo.
- Czy ty... masz... - zastanawiał się czy mówić dalej.
- Co? - spytałam zaciekawiona
- No... no.... ch-chłopaka? - ostatnie słowo ledwo co powiedział i to jeszcze tak szybko. Ja go interesuje? Hmm... to dziwne... Chwilę zastanawiałam się co mu odpowiedzieć. Na początku myślałam nad "a co cię to obchodzi?", ale nie chciałam być wobec niego chamska. Postanowiłam powiedzieć prawdę.
- Nie.
Chwilę trwaliśmy w ciszy. Halo, może byś w końcu coś powiedział? - karciłam go w myślach. Westchnęłam.
- A czemu pytasz?
- Tak sobie...
I znowu ta niezręczna cisza. Ja mam uwierzyć, że nagle ten zabawny, odważny chłopak zmienił się w nieśmiałego i cichego? Nie ze mną te numery. Popatrzyłam w stronę Jasia i westchnęłam. Cholera. No był przystojny... i miły... i zabawny... i... i tak rozczulająco słodki. Ale jednak było w nim coś czego się obawiałam. Jasiek jakby czytając moje myśli lekko się uśmiechnął.
- A więc... - zaczął powoli się do mnie przysuwając
- A więc? - spytałam bacznie go obserwując
- Jesteś wolna... - mówiąc to podchodził coraz bliżej mnie
- Tak... - potwierdziłam lekko się odsuwając do tyłu
- I mówiłaś...
- ... że?
- Że jestem przystojny...
Z każdym słowem był coraz bliżej mnie. Musiałam co chwilę odsuwać się od niego.
- Nic takiego nie mówiłam
- Nie? - podszedł znacznie bliżej, a ja odruchowo cofnęłam się i poczułam za plecami chłód ściany. Porównanie z myszką złapaną przez ogromnego drapieżnika stało się jak najbardziej słuszne.
- Nie.
- Ale za to mówiłaś, że ci się podobam - powiedział uśmiechając się łobuzersko. Przełknęłam głośno ślinę.
- Może i tak... ale ty nie mówiłeś, że ja się tobie podobam - powiedziałam odważnie chcąc zmusić go do kapitulacji i odsunięcia się ode mnie. Jednak Jaś popatrzył na mnie zaskoczony, ale nie odsunął się na choćby milimetr. Powiedziałabym nawet, że nieznacznie się przybliżył.
- Jesteś piękna, Justynko... - mówiąc to popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich szczerość. Jednak chyba zorientował się, że za dużo powiedział i od razu zmienił ton na żartobliwy - To oczywiste, że za tobą szaleje
Zachichotałam, a Janek uśmiechnął się lekko. Patrzyliśmy tak na siebie nie wiedząc co powiedzieć.
- Mogę cię pocałować? - spytał cicho


~*~ 

Witam! Powracam po długiej przerwie! 
Askowicze już wiedzą co się ze mną działo:
"Wybaczcie, najpierw miałam problemy z netem, potem chorowałam, potem nie miałam czasu (...) teraz będę znowu co 2/3, ewentualnie 4 dni dodawać" 

Mam też małą prośbę. Jeśli podobają ci się te moje wypociny to serdecznie zapraszam do mojej grupy czytelników: Grupa <--- *klik* 
 Każda dodatkowa osoba to uśmiech na mojej twarzy :) 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

niedziela, 6 września 2015

Rozdzial 10 - "Radio"

"Śmialiśmy się, żartowaliśmy, aż nagle usłyszeliśmy sygnały dzwonka. Rafał zmarszczył brwi jakby usilnie się nad czymś zastanawiając. Jednak dźwięk powtórzył się jeszcze dwa razy i w tym momencie go olśniło.
- Szybko! Rzuć suszarkę! Bo porazi cię prąd! - wykrzyknął w stronę Łukasza, ale ten nim to zrobił z góry ze zraszaczy polała się woda..."

    Wszystko widziałam jak w zwolnionym tempie. Nie rozumiałam co się dzieje. Wydawało mi się to tak nie realistyczne, Jak w jakimś filmie. Woda leciała powoli w dół... Rafał krzyczał coś głośno, ale nie rozumiałam co... Łukasz zaczął biec... Poczułam jak pierwsze krople uderzają o moją głowę... Chłopak szybko otworzył drzwi... Kolejne, tym razem o ramiona... Wychylił się i rzucił suszarkę... Już do pasa byłam zmoczona... Przez dużą odległość kabel wyrwał się z kontaktu i poleciał wraz z przedmiotem... Rafał podbiegł do Łukasza i łapiąc go za rękaw oddalił od drzwi... Suszarka, choć już nie podłączona, była nagrzana i przez połączenie z wodą rozległ się trzask... Kątem oka odnotowałam jak chłopaki się przytulają... Po chwili jednak szybko się od siebie odkleili i popatrzyli zmieszani na mnie. Chyba przeszkadzała im moja obecność.
- Pójdę zobaczyć co się dzieje - mruknęłam chcąc wyjść za drzwi, ale Łukasz krzyknął i złapał mnie za rękę odciągając do tyłu. W wyniku gwałtownego szarpnięcia upadłam na podłogę. Syknęłam z bólu. Lekko walnęłam się w głowę, ale nie da się ukryć, że to tyłek bolał mnie najbardziej. Kafelki łazienkowe nie są zbyt miękkie. Chłopak spojrzał na mnie ze skruszoną miną i wyciągnął rękę w moją stronę. Złapałam za nią podciągając się do góry.
- Co ci odwaliło? - spytał Rafał
- Pokażę wam - westchnął kierując się w stronę drzwi - Tylko nie przekraczajcie progu łazienki. Gdy wyjdziecie porazi was prąd.
- Czemu? - lekko wychyliłam głowę rozglądając się po holu
- W wodzie jest podłączone radio. Widocznie spadło z tamtego stolika. Jeśli wyjdziecie to umrzecie. Cała woda pod prądem.
Przełknęłam ślinę. Mogłam zginąć.
- Boże - pisnęłam, a zdradziecka łza popłynęła po moim policzku
- Ej, Kasia.... - Łukasz momentalnie mnie przytulił - Nie płacz, będzie dobrze. Tu jesteśmy bezpieczni. Próg jest wysoki, a poza tym są te kratki, które wchłaniają wodę.
- Ddziękuję - wyjąkałam przez łzy odwzajemniając uścisk - Gdyby nie ty...
- Już dobrze - pogładził mnie uspokajająco po włosach - Jesteś bezpieczna.
- Ekhem - chrząknął znacząco Rafał, a ja momentalnie oderwałam się od chłopaka
- A no tak. Przepraszam. On jest twój.
- Co? - spytał roześmiany, ale lekko zdziwiony
- No bo... ta dziewczyna mówiła, że ten... że jesteście razem...
- Boże, nie - jęknął Łukasz chichocząc cicho - Nie jestem gejem.
- Nie jesteśmy - poprawił go Rafał
- A ten przytulas?
- Too... taki przyjacielski. Ucieszyłem się, że jednak przeżył...
- Potem ci wytłumaczymy wszystko. Na razie musimy się stąd wydostać. Próg progiem, ale w końcu woda się za niego wyleje i porazi nas.
- Radio nie może leżeć tam w nieskończoność. W końcu przez wodę zniszczy się i będzie można normalnie przejść - mruknęłam wycierając mokre policzki
- A skąd wiesz, że radio się zepsuje zanim woda przeleje się za próg? Albo kiedy będzie już można przejść bez możliwości porażenia prądem? - spytał z kpiną w głosie Rafał
- Dobra, wygrałeś. Co robimy, panie różowy? - spytałam odzyskując dobry humor.
Chłopak najpierw popatrzył na mnie, a potem na swoją koszulę. Zacisnął mocno szczękę.
- Idę na zwiady - wysyczał przez zęby
- Jak? Przefruniesz nad wodą z prądem?
- Zapominasz, że jesteśmy na parterze, a tu są okna wychodzące do ogrodu. Łuki, poczekaj tu z Kasią. Będę za 10, albo 15 minut.
- Dobrze.

     Minęło 10 minut. Na luzie czekaliśmy na Rafała. Pomyśleliśmy, że może się nawet spóźnić. Przecież ma dużo do obejrzenia. Więc kiedy minęło 15 minut nie przejeliśmy się. Gadaliśmy normalnie jak gdyby nigdy nic. Postanowiliśmy poczekać jeszcze chwilę. Gdy minęło 20, a później 25 minut zaczeliśmy się przejmować. Po pół godzinie Łukasz zdenerwował się. W sumie ja też. Długo go nie było. Albo się zagapił, albo coś się stało. Już miałam zaproponować poszukiwania, ale spojrzałam w stronę drzwi. Woda się niemal wylewała za próg. Głośno pisnęłam.
- Co się dzieje? - spytał zdziwiony Łukasz, a ja tylko pokazałam palcem na wodę - Na parapet! Szybko!
Wskoczyłam na biedny parapet z takim impetem, że cud, że się nie zawalił. 

- Co teraz? 
- Otwórz okno. Wyjdź do ogrodu i poczekaj. 
- A ty? 
- Ja wyjdę tym drugim - powiedział Łukasz otwierając sąsiednie okno. Poszło mu szybko i sprawnie. Natomiast mi trochę gorzej. Schodząc walnęłam się w mój i tak bolący tyłek. 
- Żyjesz? - spytał roześmiany, a ja pokiwałam głową i rozmasowywałam tylną część ciała 
- Dobra. Rafał poszedł pewnie tam. Z tego co wiem tu chyba jest ślepy zaułek. Jednak pójdę tam dla pewności, a potem cię dogonię, oki? - spytał oczekując odpowiedzi potwierdzającej, ale głowa tak bolała, że zupełnie nie dotarł do mnie sens tych słów. Moje myśli stały się dziwnie splątane i nierzeczywiste. Przymknęłam na chwilę oczy i poczułam ulgę. Tak, tak było dobrze. 
- Kasia, wszystko w porządku? Strasznie pobladłaś. 
Łukasz szybko mnie objął, a ja odruchowo oparłam głowę o jego ramię. I wtedy uniósł mnie w górę, chwytając na ręce. 
- Źle wyglądasz... Może zostaniesz tutaj? 
- Nie - zaprotestowałam słabo. Nie miałam nawet siły, by objąć go za szyję. Z zamkniętymi oczyma, miałam wrażenie jakbym płynęła w powietrzu. 
- Biedne maleństwo - rozczulił się. Za to określenie miałam straszną ochotę mu przyłożyć, ale postanowiłam, że zostawię to na później 
- Coś cię boli? 
- Nie - mruknęłam, ale tak naprawdę bolało mnie całe ciało. 
- Nie wierzę. Wyglądasz fatalnie, choć i tak jesteś śliczna. 
- Nie mogę być śliczna i wyglądać fatalnie - zaprotestowałam niemrawo. 
- Możesz - Łukasz najwyraźniej poweselał 
- Yhym... Czułam się wspaniale. Było tak miło i bezpiecznie... 
- Musimy znaleźć Rafała - oznajmił zdeterminowany. Wymruczałam coś w odpowiedzi. Może sobie robić co chce, byle tylko nadal mnie niósł. 

    Szliśmy tak kilka minut. Nawet prawie zasnęłam. Jednak pomyślałam, że czuję się już lepiej i mogę iść sama. Chciałam to powiedzieć Łukaszowi, ale właśnie w tym momencie stanął. 
- O kurr... - wyszeptał, ale nie dokończył być może ze względu na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. 
- O co chodzi? - wymruczałam próbując otworzyć powieki 
- Sama zobacz...




 ~*~

Wiem, że długo nie dodawałam, całe 4 dni, ale cóż... 
Nie miałam weny. Za to następny rozdział będzie we wtorek :) 
Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 
 

środa, 2 września 2015

Rozdzial 9 - "Meski kolor"

" - O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
  - Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
  - O tym, że są razem.
  - Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
  - Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła"


   - Boże, Kaśka! - krzyknął Rafał patrząc na swoją białą koszulę. Tym razem było też na niej trochę czerwonych kropek. Czyli mieszanina ponczu i mojej śliny.
- To była moja jedyna biała koszula!
Spojrzał na mnie z takim wyrzutem i wściekłością w oczach, że ktoś inny wiałby jak najdalej. Ale nie ja. Wyglądał tak śmiesznie. Jak taki duży, puchaty miś, który się obraził, że zabrano mu słoiczek z miodem. Nawet waga się zgadzała.
- Spierze się - wykrztusiłam powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Wymamrotał coś całkiem niecenzuralnego i sięgnął po serwetkę. Chyba nie wierzył w moje słowa i chciał zetrzeć choć trochę te czerwone krople. Niestety efekt był całkiem inny. Chciał wyciągnąć jedną serwetkę, ale jak wiadomo zawsze wyciąga się więcej. Tak było i w tym przypadku. Wszystkie się wysypały przewracając blaszane pudełko, które walnęło o butelkę. Rafał próbował ją złapać, by się nie przewróciła. Niestety, nie udało mu się to. Butelka poleciała na prawo uderzając o szklaną miskę z ponczem. Naczynie niebezpiecznie się zachwiało. Próbowałam ostrzec mojego przyjaciela, żeby się odsunął. Jednak zanim zrozumiał co się dzieje miska przewróciła się na bok wylewając swoją zawartość na biednego Rafała. Stał teraz cały mokry patrząc na nas zdezorientowany. Jego koszula nasiąkła ponczem i zrobiła się cała różowa. Gdy popatrzył na nią wyglądał jakby miał się rozpłakać. A potem kiedy jeszcze dotknął swoich mokrych włosów i mocno ścisnął próbując je wyżąć nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Chichrałam się tak długo, że z moich oczu poleciały prawdziwe łzy. Rafał patrzył na mnie z mordem w oczach, ale ja się tym nie przejmowałam. Wręcz przeciwnie. Dodatkowo mnie to rozbawiło.
- No i z czego się tak śmiejesz? - wysyczał nie zważając na to, że poncz z jego włosów małymi kropelkami spada na drogie buty.
- Z ciebie - powiedziałam, gdy uspokoiłam się już trochę. Niestety, tak śmiesznie wyglądał, że znowu się roześmiałam.
- Too... ja wam może nie będę już przeszkadzać - mruknęła dziewczyna przypominając o swoim istnieniu. Prawie o niej zapomniałam. Kątem oka zauważyłam jak Łukasz odprowadza ją wzrokiem.
- Wyjaśnicie mi o co tu chodzi? - spytałam bezradnie podnosząc ręce do góry
- NIE! - niemal ryknął Rafał, który cały czas patrzył na mnie z wściekłością
- Czemu?
- Zobacz co zrobiłaś z moją koszulą! - krzyknął pokazując na nią - Jest różowa!
- Jak to mówią: nie samą koszulą żyje człowiek - zadrwiłam
- Ale... Ale...
- O co ci chodzi? Przecież róż to taki męski kolor, Rafałku - chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem - No co?
- Nieee! Ja nie wytrzymam?! Zabierz ją - zwrócił się rozwścieczony do Łukasza, który patrzył na mnie pokładającą się ze śmiechu - Zabierz ją, bo nie odpowiadam za siebie!
- Przesadzasz - oznajmił roześmiany Łukasz
- ŻE CO?! - wrzasnął tak głośno, że wszyscy wokół popatrzyli w naszą stronę
- I okazuj swoją złość ciszej jeśli łaska...
Chyba zabrakło mu słów, bo tylko tępo się mu przyglądał.
- Ja przez Was zwariuje - mruknął w końcu
- Dobra, już damy ci spokój. Rozejm? - spytałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Najpierw popatrzył na nią osłupiale, ale po chwili chytrze się uśmiechnął.
- Rozejm - oznajmił zadowolony podchodząc do mnie. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie uścisnął mi dłoni, tylko rozłożył ręce jakby chciał mnie przytulić. Już miałam uciekać, ale przewidział to i szybko zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Niee - zapiszczałam tylko gdy mokry Rafał przytulił się do mnie. Po chwili poczułam jak wilgoć z jego ubrań przechodzi na moje. W końcu puścił mnie uśmiechając się szeroko. -
 Teraz jesteśmy kwita - powiedział, a po chwili roześmiał się na widok mojej kwaśnej miny.
- Wal się - mruknęłam udając obrażoną i krzyżując ręce na piersi
- Oj, Kasieńko, przecież ty zaczęłaś - cmoknął z przyganą
- To nie ja źle wyjęłam serwetki.
- No i jeszcze może powiedz, że sam się opryskałem ponczem?
- Nie, ale za to ty w dwie minuty stałeś się gejem.
- Jakbyś poczekała aż do ciebie przyjde to nie byłoby tematu.
- Czekałam wystarczająco długo. A ty, miałeś zadzwonić do mnie jak tylko przyjedziesz.
- Mówiłem, że wystąpiły pewne komplikacje i musiałem...
- Och, przestań! - krzyknęłam przerywając mu - Dobrze wiesz jak się czuję wśród tych snobów!
- Dobra, koniec - oznajmił roześmiany Łukasz - Dokończycie kłótnię później. Teraz musicie się wysuszyć.
Przyznaliśmy mu rację. Byliśmy cali mokrzy, a poza tym jeszcze trochę i skoczylibyśmy sobie do gardeł. Łukasz powiedział, że zaprowadzi nas w stronę łazienki. Niepewnie poszliśmy za nim.
- Ja nie wiedziałem, że ty masz taki sokoli wzrok - wyszeptał mi do ucha Rafał
- Coo?
- No bo tu jest pare setek osób, a ty mnie wśród nich wszystkich wypatrzyłaś.
Roześmiałam się.
- Wiesz... to nie było takie trudne.
- Czemu?
- Wyróżniasz się z tłumu. Jesteś dość niski i pulchny - tu popatrzył na mnie z miną groźnego niedzwiadka, któremu mówi się, że jest puszysty - więc wśrod tych wszystkich szczupłych, wysokich przystojniaków wyglądasz jak Frodo, który zgubił drogę do Mordoru.
- Ciekawe porównanie - mruknął, a po chwili wzrócił się do Łukasza - Sam! Poczekaj na nas!
- Dobrze, panie Baggins - powiedział zatrzymując się i odwracając do nas
- A ja? Kim będę? - spytałam, bo uwielbiałam film "Władca Pierścieni"
- Z wyglądu mogłabyś być elfem - uśmiechnął się nieśmiało Łukasz. Poczułam jak się rumienię. To tak jakby mi powiedzieć, że jestem śliczna. Przecież elfy słyną z tego, że są piękne.
- Przestań jej prawić komplementy i mów prawdę - spojrzałam na Rafała pytająco - Mi bardziej z wyglądu i charakteru przypominasz golluma
- No wiesz co! - krzyknęłam oburzona, a ten głośno się roześmiał.

   Kilka minut później byliśmy już we trójkę w łazience. Od razu dostrzegłam ręczniki i szybko chwyciłam dwa z nich. Chciałam jeden podać Rafałowi, ale ten już zaczął się suszyć. Jak widać wybrał metodę inną niż moja. Po prostu włączył suszarkę leżącą gdzieś niedbale. Roześmiałam się, gdy chłopaki zaczeli robić durne miny i pozy. Udawali, że mają długie włosy i na niby je odgarniali.
- Tap madel - powiedziałam głupim głosem naśladując Joanne Krupe
- Jak myślisz? Nadajemy się? Możemy startować? - spytał Rafał
- No macie ten potenszjal
Po chwili Łukasz przejął suszarke i skierował ją na mnie. Zasłoniłam twarz dłońmi, a moje włosy poleciały do tyłu. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, aż nagle usłyszeliśmy sygnały dzwonka. Rafał zmarszczył brwi jakby usilnie się nad czymś zastanawiając. Jednak dźwięk powtórzył się jeszcze dwa razy i w tym momencie go olśniło.
- Szybko! Rzuć suszarkę! Bo porazi cię prąd! - wykrzyknął w stronę Łukasza, ale ten nim to zrobił z góry ze zraszaczy polała się woda...



~*~

Yyy... ten... byłybyście złe, gdybym przez pomyłkę...
całkiem niechcący...
uśmierciła Yoczooka?

Uwaga jeden komentarz to o jedna wiecej szansa iż nie umrze XDD

Przepraszam, że tyle rozdziału nie było, ale przygotowywałam się do szkoły,
wiecie jak to jest :") 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: