piątek, 2 października 2015

Rozdzial 12 - "Czasownik"

"- Jesteś piękna, Justynko... - mówiąc to popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich szczerość. Jednak chyba zorientował się, że za dużo powiedział i od razu zmienił ton na żartobliwy - To oczywiste, że za tobą szaleje
Zachichotałam, a Janek uśmiechnął się lekko. Patrzyliśmy tak na siebie nie wiedząc co powiedzieć.
- Mogę cię pocałować? - spytał cicho"


     Otworzyłam szerzej oczy, a na moich policzkach ukazały się rumieńce. Janek widząc, że się nie sprzeciwiam przybliżył swoją twarz do mojej. Pochylił się lekko przekręcając głowę tak, że teraz nasze usta dzieliły już tylko milimetry. Czułam jego oddech na moich policzkach.
- Nie. - odpowiedziałam odpychając go od siebie. Najpierw popatrzył na mnie zdumiony, ale potem zaczął się śmiać.
- Co cię tak bawi? - warknęłam nieoczekiwanie ostro
- Wiesz... - zaczął powstrzymując się od śmiechu
- Spodziewałem się innej odpowiedzi...
- To zamiast zadawać głupie pytania mogłeś po prostu mnie pocałować.
- Nie chciałem wyjść na molestanta, czy co - mruknął puszczając mi oczko, a ja przewróciłam oczami.
- Dobra, to ja już się zbieram... Którędy do wyjścia? - spytał niepewnie
- Chodź, pokażę ci.
Doszliśmy do dużych drzwi. Janek już miał je otworzyć, ale zawahał się. Obrócił się w moją stronę z chytrym uśmieszkiem.
- A buziaka na pożegnanie dostanę?
- Nie.
- A mogę ci dać?
- Nie.
- Nawet w policzek?
Zamyśliłam się. W sumie... Czemu nie?
- Dobra - mruknął widząc moje niezdecydowanie - Nie zadaję głupich pytań.
I w tym momencie pochylił się i lekko pocałował mnie w policzek. Moje źrenice momentalnie się rozszerzyły, a Janek widzą moją reakcję uśmiechnął się. Pożegnał się i powoli otworzył drzwi. Chciałam coś powiedzieć, zatrzymać go, choć jeszcze przez chwilę z nim pobyć. Jednak nim zdążyłam to zrobić, Janek już wyszedł. Zostałam sama, osłupiała na środku holu tępo wpatrując się w drzwi.

     Następnego dnia wstałam dość wcześnie. Westchnęłam patrząc na wyświetlacz telefonu. Zaraz będzie szósta. Szybko się ogarnęłam. Nie cierpiałam tych porannych zajęć. Ogólnie nie przepadałam za szkołą. Szczególnie w poniedziałki. Wtedy musiałam się uporać z nauczycielką, której nie cierpię. Nic do niej nie mam, ale mogłaby przejść na emeryturę. Albo spać ze schodów, czy wyskoczyć przez okno... W sumie w kosmos też mogłaby polecieć. Nawet nie myślałam nad jej samobójstwem, bo na pewno by się nie zabiła. Wymyślałam co rusz nowe sposoby pozbycia się jej idąc powoli w kierunku szkoły. Moje rozmyślania przerwał wesoły głos bruneta.
- Witaj, maleńka - zawiadancko objął mnie ramieniem na co lekko się uśmiechnęłam
- Witaj, Adamie - powiedziałam udając powagę w głosie
- Widzę, że maszerujemy do szkoły? Czy znów na wagarki?
- O wagarach to ty lepiej nic nie mów, bo sam masz więcej opuszczonych godzin ode mnie.
Chłopak roześmiał się. Szliśmy gadając sobie na błahe tematy. Adam to mój przyjaciel. Znamy się już kilka lat, i mamy razem nawet parę zajęć. Między innymi angielski, czy właśnie fizykę z tą głupią babą. Co do wyglądu to muszę stwierdzić, że nie był jakoś dobrze zbudowany, czy powalająco przystojny. Był zwykłym, miłym zielonookim brunetem z powalającym poczuciem humoru. Niby nic, a wystarczyło, żeby połowa dziewczyn w szkole za nim szalała. Właściwie często nazywają go Naruciak. Kiedyś z ciekawości spytałam skąd ta ksywka. Coś tam mi tłumaczył o jakimś serialu, anime, czy czymś tam jeszcze. Nie pamiętam. Dawno to było. Uśmiechnęłam się wpatrując w swoje buty i słuchając Adama.
- ... i wiesz ja mu mówię, że za moich czasów to się w szachy grało, a nie w jakieś piłki nożne - dokończył tym swoim śmiesznym, piskliwym głosikiem.
- To jak tak ciśniesz w tą nogę to może niech cię pan od wf-u na te zawody zapisze?
Aż przystanął ze zdumienia. Tępo się we mnie wpatrywał, a ja z trudem opanowywałam śmiech.
- Czy ciebie bóg opuścił? - spytał zdziwiony, a ja nie mogłam się dłużej powstrzymywać. Parsknęłam śmiechem, ledwo dochodząc z nim do szkoły.

     Było już koło 14. Niedawno skończyła się przerwa i zaczęła się lekcja angielskiego. Lubiłam tą salę w której właśnie byliśmy. Głównie dlatego, że ławki nie były na dwie osoby, tylko na cztery. Usiadłam przy Julce, a obok mnie usiadł Bartek. Popatrzyłam tęsknie na puste miejsce.
- Gdzie Marek? - spytałam kolegę, ale pan od razu mnie uciszył i kazał się rozpakować
- Chory - westchnął Bartek - Ej, Jusix...
- Hmm?
- Uczyłaś się? Bo dzisiaj pan odpytuje.
- Ta, jest nas koło piętnastu, a tylko jedną osobę wybierze. Ale tak, o dziwo, powtórzyłam sobie.
- Super. Ja nie. Jakby mnie wybrał to zgłosisz się za mnie?
Popatrzyłam na niego z miną "chyba cię pojebało" i dokończyłam rozpakowywanie się.
- Pfff, nie to nie - mruknął siadając na miejsce. Pan poprosił do odpowiedzi jakiegoś niskiego chłopaka w okularkach. Widać, że coś tam wiedział, ale nie do końca. Kiedy zaczął pisać zdania na tablicy Jula pokazała mi na telefonie sukienkę, którą sobie kupiła. Była jak najbardziej w moim guście. Czarna, koronkowa i cholernie seksowna.
- Będziesz w niej na imprezie?
- No pewnie! Trzeba wyrwać jakiś przystojniaków - lekko stuknęła o mnie łokciem mrugając okiem. Zachichotałam co zwróciło uwagę nauczyciela.
- Dobrze, a teraz Justyna - na dźwięk swojego imienia szybko odwróciłam głowę w stronę tablicy - nam powie co Adrian napisał źle.
Na szczęście momentalnie dostrzegłam błąd. Był on dość częsty przy przeczeniach. Niby nic, a tak wiele. Odpowiedziałam co wywołało autentyczne zdumienie na twarzy nauczyciela.
- Świetnie, czyli co to jest za część mowy? Zbladłam. Nie miałam pojęcia. Jula coś tam wyszeptała, ale nie zrozumiałam co.
- CZASOWNIK - wysyczał Bartek. Niby szeptem, ale tak głośno by wszycy słyszeli. Włącznie z panem.
- Czasownik - odpowiedziałam szybko, a nauczyciel spojrzał z mordem w oczach w stronę chłopaka.
- Może lepiej by było odpowiadać bez pomocy kolegów?
Zawstydzona poczułam jak moje policzki robią się czerwone.

Zostało już dziesięć minut do końca lekcji. Robiliśmy jakieś zadanie. Adam wygłupiał się z Krystianem, więc pan ich uciszył. Popatrzyłam groźnie w stronę chłopaków. Naruciak zrobił smutną minkę udając niewinnego. Przewróciłam oczami wzdychając i wróciłam do odrabiania zadania. Jednak po chwili znów usłyszałam gadanie chłopaków.
 - Dobra, dość! - krzyknął nauczyciel, a my wszyscy popatrzyliśmy na niego zdziwieni - Wyciągamy karteczki.
Od razu rozległy się pomruki niezadowolenia i gniewne spojrzenia w stronę ławki Krystiana i Adama.
- Przepraszamy, już nie będziemy...
- Trudno, dawałem wam już szanse.
 

 Pytania nie były jakoś mega trudne. Gdy rozległ się dzwonek pan zebrał kartkówki. Po chwili dodał, że jak ktoś chce znać ocenę to niech zostanie, a on sprawdzi. Pełna nadziei stałam w przy ławce, bo wszyscy inni gnieździli się przy biurku nauczyciela.
- Ola, masz trzy - mruknął pan oddając jej kartkówkę.
- Że co?! - krzyknęła patrząc na kartkę papieru - Co ja zrobiłam źle?
Ona była mistrzem angielskiego, najlepsza z całej klasy. Na koniec roku miała szóstkę.
- Skoro Ola ma tróję to ja mam pewnie jedynkę... - mruknął Krystian, a kiedy już pan oddał mu kartkówkę tylko pokiwał głową. Popatrzył na kartkę i westchnął.
- Jusia, jeden - powiedział pan, a mi oczy momentalnie wyszły na wierzch. Z całej grupy zgromadzonej przy nauczycielu tylko Adam obrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie smutno, a ja szybko podeszłam do pana. Niemal wyrwałam mu kartkówkę i wyszłam z klasy. Miałam ochotę się rozpłakać. Zwykle miałam czwórkę na koniec roku, a ta jedna jedynka może wszystko zmienić. Cholera, ostatni rok, trzeba mieć dobre oceny. Inaczej będę wywozić śmieci, a nie pracować w jakiejś dobrze płatnej pracy. Na ten semestr miałam całkiem niezłe oceny. A teraz co? Jedyna. Świetnie. I to wszystko przez tych dwóch idiotów. Czy ten dzień może być gorszy?
- Ooo, kogo ja widze - usłyszałam wesoły głos. Obróciłam się i popatrzyłam prosto w jego oczy. Kpiąco się uśmiechnął i poprawił opadającą blond grzywkę.
- Cześć - mruknęłam niechętnie dochodząc do wniosku, że jednak może.



~*~ 

W końcu jestem! ♥ 
Wybaczcie, rozdział miałam dodać 2 dni temu, 
ale kabelka od telefonu nie mogłam znaleść i przegrać nie mogłam ;-;
Tak średnio mi się rozdział podoba, może jednak Wam przypadnie do gustu. 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Wbijajcie na grupę czytelników, tam są wszystkie nowości:
Grupa <--- *klik*
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

sobota, 26 września 2015

Rozdzial 11 - "Zlodziej"

"Szliśmy tak kilka minut. Nawet prawie zasnęłam. Jednak pomyślałam, że czuję się już lepiej i mogę iść sama. Chciałam to powiedzieć Łukaszowi, ale właśnie w tym momencie stanął.
- O kurr... - wyszeptał, ale nie dokończył być może ze względu na mnie. Uśmiechnęłam się lekko.
- O co chodzi? - wymruczałam próbując otworzyć powieki
- Sama zobacz..."

    Otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam to twarz Łukasza. Widać, że był zszokowany, a jego fryzura zupełnie zniszczona. Ale to nie odejmowało mu uroku. Westchnęłam. Podobał mi się. Nie wiem czemu. Przecież zwykle nie leciałam na takich chłopaków. Nagle poczułam grunt pod nogami. Łukasz delikatnie mnie objął jakby nie pewny czy dobrze się czuję.
- Wszystko ok? - spytał z troską
Najchętniej odpowiedziałabym, że nie. Wtedy by mi pomagał iść, albo znowu niósł na rękach.
- Yhy... - mruknęłam i odwróciłam głowę w stronę ogrodu. Momentalnie otworzyłam szerzej oczy.



~Perspektywa Jasia~

"Lekko uchyliłem powieki i zobaczyłem jak Jusia się obraca mając zamiar odejść. Szybko złapałem ją za rękę.
- Janek? - spytała zaskoczona patrząc w moją stronę - Nie śpisz?
- Już nie... - wyszeptałem przypatrując się jej pełne zaskoczenia oczy. Piękne oczy."

    - Już wszystko w porządku? - powoli podeszła do mnie i położyła rękę na moim czole.
- Tak... Ale...
- Ale?
- Co się właściwie stało? Pamiętam tylko uderzenie w głowę.
Jusia popatrzyła na mnie, a po chwili zaczęła się głośno śmiać.
- No co? - spytałem zmieszany odwracając wzrok
- To... to była moja mama - powiedziała powstrzymując się od śmiechu
- Że co?!
- Myślała, że jesteś złodziejem.
Patrzyłem osłupiale w jej stronę z otwartą buzią. Nie mogłem nic z siebie wykrztusić. To jej matka mnie tak urządziła? Ona ma taki silny cios? - zadawałem samemu sobie pytania chcąc jakoś ułożyć to wszystko w głowie. Smętnie stwierdziłem, że ta kobieta jest silniejsza ode mnie... A może po prostu sprytniejsza?
- Współczuję temu kto się kiedyś do was włamie - mruknąłem masując bolącą głowę, a Jusia znów roześmiała się. Po chwili dołączyłem do niej i oboje śmialiśmy się z mojej sytuacji. I właśnie wtedy drzwi się otworzyły. Do pokoju powoli weszła kobieta. Na oko miała 40 lat. Była bardzo podobna do Jusi. Między nimi znalazłem tylko jedną różnicę. Wzrost. Była troszkę wyższa od córki.
- A co tu się dzieje? - spytała lekko się uśmiechając
- Mamo, Janek się już obudził - oznajmiła Jusia obracając się w jej stronę
- Ooo, to świetnie - kobieta niepewnie podeszła do mnie. Szybko usiadłem i wyciągnąłem rękę w jej stronę.
- Janek.
- Beata - powiedziała ściskając moją dłoń
- Bardzo miło panią poznać
- Wzajemnie... Przepraszam za... - tu lekko się zawahała patrząc na mój bandaż na głowie
- Nic się nie stało - uśmiechnąłem się lekko - Gdybym był w pani sytuacji postąpiłbym podobnie.

    Po krótkiej rozmowie mama Jusi wyszła tłumacząc, że przez najbliższą godzinę nie będzie jej w domu i mamy być grzeczni. Popatrzyłem w stronę dziewczyny i poruszyłem znacząco brwiami.
- Co? - spytała patrząc na mnie jak na wariata
- Mamy być grzeeeeeczni - specjalnie przeciągnąłem ostatnie słowo przybliżając się do niej. I wtedy Jusia wybuchnęła śmiechem.
- Nie tak się zaczyna grę wstępną - mruknąłem zawiedziony, ale ta tylko głośniej się śmiała
Stwierdziłem, że musi być kara za to, że tak się nabija z mych planów. Zacząłem ją łaskotać, aż ta zrobiła się cała czerwona i prosiła mnie żebym przestał.
- O co mnie błagasz?
- Żebyś... prze... przestał... mnie ła... łaskotać - mówiła śmiejąc się
- No ładnie. Ale to ciągle za mało. Lubię sprośne słówka.
- Jasiek!
Przestałem ją łaskotać, ale ta i tak chichotała.
- Co znowu?
- "Lubię sprośne słówka" - powiedziała naśladując mój głos, a ja roześmiałem się



~Perspektywa Jusi~

    Czułam jak od śmiechu boli mnie brzuch i głowa. Jak do oczu napływają łzy. Ja przy tym idiocie mogę umrzeć ze śmiechu! W końcu przestaliśmy. Położyłam się próbując uspokoić oddech.
- Jusia, a ty... - zaczął, ale nagle się zamyślił. Po chwili zrobił się cały czerwony.
- No co chciałeś? - spytałam rozbawiona 
- Ja? Yyyyy...
- A czy widzisz tu kogoś oprócz nas?
- N-no nie. Chciałem spytać, czy... ty... no... wiesz... - jąkał się próbując dobrać odpowiednie słowa
- Nie wiem.
O co mu do jasnej ciasnej chodzi? Trochę dziwnie się zachowuje. Usiadłam na łóżku przyglądając mu się badawczo.
- Czy ty... masz... - zastanawiał się czy mówić dalej.
- Co? - spytałam zaciekawiona
- No... no.... ch-chłopaka? - ostatnie słowo ledwo co powiedział i to jeszcze tak szybko. Ja go interesuje? Hmm... to dziwne... Chwilę zastanawiałam się co mu odpowiedzieć. Na początku myślałam nad "a co cię to obchodzi?", ale nie chciałam być wobec niego chamska. Postanowiłam powiedzieć prawdę.
- Nie.
Chwilę trwaliśmy w ciszy. Halo, może byś w końcu coś powiedział? - karciłam go w myślach. Westchnęłam.
- A czemu pytasz?
- Tak sobie...
I znowu ta niezręczna cisza. Ja mam uwierzyć, że nagle ten zabawny, odważny chłopak zmienił się w nieśmiałego i cichego? Nie ze mną te numery. Popatrzyłam w stronę Jasia i westchnęłam. Cholera. No był przystojny... i miły... i zabawny... i... i tak rozczulająco słodki. Ale jednak było w nim coś czego się obawiałam. Jasiek jakby czytając moje myśli lekko się uśmiechnął.
- A więc... - zaczął powoli się do mnie przysuwając
- A więc? - spytałam bacznie go obserwując
- Jesteś wolna... - mówiąc to podchodził coraz bliżej mnie
- Tak... - potwierdziłam lekko się odsuwając do tyłu
- I mówiłaś...
- ... że?
- Że jestem przystojny...
Z każdym słowem był coraz bliżej mnie. Musiałam co chwilę odsuwać się od niego.
- Nic takiego nie mówiłam
- Nie? - podszedł znacznie bliżej, a ja odruchowo cofnęłam się i poczułam za plecami chłód ściany. Porównanie z myszką złapaną przez ogromnego drapieżnika stało się jak najbardziej słuszne.
- Nie.
- Ale za to mówiłaś, że ci się podobam - powiedział uśmiechając się łobuzersko. Przełknęłam głośno ślinę.
- Może i tak... ale ty nie mówiłeś, że ja się tobie podobam - powiedziałam odważnie chcąc zmusić go do kapitulacji i odsunięcia się ode mnie. Jednak Jaś popatrzył na mnie zaskoczony, ale nie odsunął się na choćby milimetr. Powiedziałabym nawet, że nieznacznie się przybliżył.
- Jesteś piękna, Justynko... - mówiąc to popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich szczerość. Jednak chyba zorientował się, że za dużo powiedział i od razu zmienił ton na żartobliwy - To oczywiste, że za tobą szaleje
Zachichotałam, a Janek uśmiechnął się lekko. Patrzyliśmy tak na siebie nie wiedząc co powiedzieć.
- Mogę cię pocałować? - spytał cicho


~*~ 

Witam! Powracam po długiej przerwie! 
Askowicze już wiedzą co się ze mną działo:
"Wybaczcie, najpierw miałam problemy z netem, potem chorowałam, potem nie miałam czasu (...) teraz będę znowu co 2/3, ewentualnie 4 dni dodawać" 

Mam też małą prośbę. Jeśli podobają ci się te moje wypociny to serdecznie zapraszam do mojej grupy czytelników: Grupa <--- *klik* 
 Każda dodatkowa osoba to uśmiech na mojej twarzy :) 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

niedziela, 6 września 2015

Rozdzial 10 - "Radio"

"Śmialiśmy się, żartowaliśmy, aż nagle usłyszeliśmy sygnały dzwonka. Rafał zmarszczył brwi jakby usilnie się nad czymś zastanawiając. Jednak dźwięk powtórzył się jeszcze dwa razy i w tym momencie go olśniło.
- Szybko! Rzuć suszarkę! Bo porazi cię prąd! - wykrzyknął w stronę Łukasza, ale ten nim to zrobił z góry ze zraszaczy polała się woda..."

    Wszystko widziałam jak w zwolnionym tempie. Nie rozumiałam co się dzieje. Wydawało mi się to tak nie realistyczne, Jak w jakimś filmie. Woda leciała powoli w dół... Rafał krzyczał coś głośno, ale nie rozumiałam co... Łukasz zaczął biec... Poczułam jak pierwsze krople uderzają o moją głowę... Chłopak szybko otworzył drzwi... Kolejne, tym razem o ramiona... Wychylił się i rzucił suszarkę... Już do pasa byłam zmoczona... Przez dużą odległość kabel wyrwał się z kontaktu i poleciał wraz z przedmiotem... Rafał podbiegł do Łukasza i łapiąc go za rękaw oddalił od drzwi... Suszarka, choć już nie podłączona, była nagrzana i przez połączenie z wodą rozległ się trzask... Kątem oka odnotowałam jak chłopaki się przytulają... Po chwili jednak szybko się od siebie odkleili i popatrzyli zmieszani na mnie. Chyba przeszkadzała im moja obecność.
- Pójdę zobaczyć co się dzieje - mruknęłam chcąc wyjść za drzwi, ale Łukasz krzyknął i złapał mnie za rękę odciągając do tyłu. W wyniku gwałtownego szarpnięcia upadłam na podłogę. Syknęłam z bólu. Lekko walnęłam się w głowę, ale nie da się ukryć, że to tyłek bolał mnie najbardziej. Kafelki łazienkowe nie są zbyt miękkie. Chłopak spojrzał na mnie ze skruszoną miną i wyciągnął rękę w moją stronę. Złapałam za nią podciągając się do góry.
- Co ci odwaliło? - spytał Rafał
- Pokażę wam - westchnął kierując się w stronę drzwi - Tylko nie przekraczajcie progu łazienki. Gdy wyjdziecie porazi was prąd.
- Czemu? - lekko wychyliłam głowę rozglądając się po holu
- W wodzie jest podłączone radio. Widocznie spadło z tamtego stolika. Jeśli wyjdziecie to umrzecie. Cała woda pod prądem.
Przełknęłam ślinę. Mogłam zginąć.
- Boże - pisnęłam, a zdradziecka łza popłynęła po moim policzku
- Ej, Kasia.... - Łukasz momentalnie mnie przytulił - Nie płacz, będzie dobrze. Tu jesteśmy bezpieczni. Próg jest wysoki, a poza tym są te kratki, które wchłaniają wodę.
- Ddziękuję - wyjąkałam przez łzy odwzajemniając uścisk - Gdyby nie ty...
- Już dobrze - pogładził mnie uspokajająco po włosach - Jesteś bezpieczna.
- Ekhem - chrząknął znacząco Rafał, a ja momentalnie oderwałam się od chłopaka
- A no tak. Przepraszam. On jest twój.
- Co? - spytał roześmiany, ale lekko zdziwiony
- No bo... ta dziewczyna mówiła, że ten... że jesteście razem...
- Boże, nie - jęknął Łukasz chichocząc cicho - Nie jestem gejem.
- Nie jesteśmy - poprawił go Rafał
- A ten przytulas?
- Too... taki przyjacielski. Ucieszyłem się, że jednak przeżył...
- Potem ci wytłumaczymy wszystko. Na razie musimy się stąd wydostać. Próg progiem, ale w końcu woda się za niego wyleje i porazi nas.
- Radio nie może leżeć tam w nieskończoność. W końcu przez wodę zniszczy się i będzie można normalnie przejść - mruknęłam wycierając mokre policzki
- A skąd wiesz, że radio się zepsuje zanim woda przeleje się za próg? Albo kiedy będzie już można przejść bez możliwości porażenia prądem? - spytał z kpiną w głosie Rafał
- Dobra, wygrałeś. Co robimy, panie różowy? - spytałam odzyskując dobry humor.
Chłopak najpierw popatrzył na mnie, a potem na swoją koszulę. Zacisnął mocno szczękę.
- Idę na zwiady - wysyczał przez zęby
- Jak? Przefruniesz nad wodą z prądem?
- Zapominasz, że jesteśmy na parterze, a tu są okna wychodzące do ogrodu. Łuki, poczekaj tu z Kasią. Będę za 10, albo 15 minut.
- Dobrze.

     Minęło 10 minut. Na luzie czekaliśmy na Rafała. Pomyśleliśmy, że może się nawet spóźnić. Przecież ma dużo do obejrzenia. Więc kiedy minęło 15 minut nie przejeliśmy się. Gadaliśmy normalnie jak gdyby nigdy nic. Postanowiliśmy poczekać jeszcze chwilę. Gdy minęło 20, a później 25 minut zaczeliśmy się przejmować. Po pół godzinie Łukasz zdenerwował się. W sumie ja też. Długo go nie było. Albo się zagapił, albo coś się stało. Już miałam zaproponować poszukiwania, ale spojrzałam w stronę drzwi. Woda się niemal wylewała za próg. Głośno pisnęłam.
- Co się dzieje? - spytał zdziwiony Łukasz, a ja tylko pokazałam palcem na wodę - Na parapet! Szybko!
Wskoczyłam na biedny parapet z takim impetem, że cud, że się nie zawalił. 

- Co teraz? 
- Otwórz okno. Wyjdź do ogrodu i poczekaj. 
- A ty? 
- Ja wyjdę tym drugim - powiedział Łukasz otwierając sąsiednie okno. Poszło mu szybko i sprawnie. Natomiast mi trochę gorzej. Schodząc walnęłam się w mój i tak bolący tyłek. 
- Żyjesz? - spytał roześmiany, a ja pokiwałam głową i rozmasowywałam tylną część ciała 
- Dobra. Rafał poszedł pewnie tam. Z tego co wiem tu chyba jest ślepy zaułek. Jednak pójdę tam dla pewności, a potem cię dogonię, oki? - spytał oczekując odpowiedzi potwierdzającej, ale głowa tak bolała, że zupełnie nie dotarł do mnie sens tych słów. Moje myśli stały się dziwnie splątane i nierzeczywiste. Przymknęłam na chwilę oczy i poczułam ulgę. Tak, tak było dobrze. 
- Kasia, wszystko w porządku? Strasznie pobladłaś. 
Łukasz szybko mnie objął, a ja odruchowo oparłam głowę o jego ramię. I wtedy uniósł mnie w górę, chwytając na ręce. 
- Źle wyglądasz... Może zostaniesz tutaj? 
- Nie - zaprotestowałam słabo. Nie miałam nawet siły, by objąć go za szyję. Z zamkniętymi oczyma, miałam wrażenie jakbym płynęła w powietrzu. 
- Biedne maleństwo - rozczulił się. Za to określenie miałam straszną ochotę mu przyłożyć, ale postanowiłam, że zostawię to na później 
- Coś cię boli? 
- Nie - mruknęłam, ale tak naprawdę bolało mnie całe ciało. 
- Nie wierzę. Wyglądasz fatalnie, choć i tak jesteś śliczna. 
- Nie mogę być śliczna i wyglądać fatalnie - zaprotestowałam niemrawo. 
- Możesz - Łukasz najwyraźniej poweselał 
- Yhym... Czułam się wspaniale. Było tak miło i bezpiecznie... 
- Musimy znaleźć Rafała - oznajmił zdeterminowany. Wymruczałam coś w odpowiedzi. Może sobie robić co chce, byle tylko nadal mnie niósł. 

    Szliśmy tak kilka minut. Nawet prawie zasnęłam. Jednak pomyślałam, że czuję się już lepiej i mogę iść sama. Chciałam to powiedzieć Łukaszowi, ale właśnie w tym momencie stanął. 
- O kurr... - wyszeptał, ale nie dokończył być może ze względu na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. 
- O co chodzi? - wymruczałam próbując otworzyć powieki 
- Sama zobacz...




 ~*~

Wiem, że długo nie dodawałam, całe 4 dni, ale cóż... 
Nie miałam weny. Za to następny rozdział będzie we wtorek :) 
Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 
 

środa, 2 września 2015

Rozdzial 9 - "Meski kolor"

" - O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
  - Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
  - O tym, że są razem.
  - Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
  - Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła"


   - Boże, Kaśka! - krzyknął Rafał patrząc na swoją białą koszulę. Tym razem było też na niej trochę czerwonych kropek. Czyli mieszanina ponczu i mojej śliny.
- To była moja jedyna biała koszula!
Spojrzał na mnie z takim wyrzutem i wściekłością w oczach, że ktoś inny wiałby jak najdalej. Ale nie ja. Wyglądał tak śmiesznie. Jak taki duży, puchaty miś, który się obraził, że zabrano mu słoiczek z miodem. Nawet waga się zgadzała.
- Spierze się - wykrztusiłam powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Wymamrotał coś całkiem niecenzuralnego i sięgnął po serwetkę. Chyba nie wierzył w moje słowa i chciał zetrzeć choć trochę te czerwone krople. Niestety efekt był całkiem inny. Chciał wyciągnąć jedną serwetkę, ale jak wiadomo zawsze wyciąga się więcej. Tak było i w tym przypadku. Wszystkie się wysypały przewracając blaszane pudełko, które walnęło o butelkę. Rafał próbował ją złapać, by się nie przewróciła. Niestety, nie udało mu się to. Butelka poleciała na prawo uderzając o szklaną miskę z ponczem. Naczynie niebezpiecznie się zachwiało. Próbowałam ostrzec mojego przyjaciela, żeby się odsunął. Jednak zanim zrozumiał co się dzieje miska przewróciła się na bok wylewając swoją zawartość na biednego Rafała. Stał teraz cały mokry patrząc na nas zdezorientowany. Jego koszula nasiąkła ponczem i zrobiła się cała różowa. Gdy popatrzył na nią wyglądał jakby miał się rozpłakać. A potem kiedy jeszcze dotknął swoich mokrych włosów i mocno ścisnął próbując je wyżąć nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Chichrałam się tak długo, że z moich oczu poleciały prawdziwe łzy. Rafał patrzył na mnie z mordem w oczach, ale ja się tym nie przejmowałam. Wręcz przeciwnie. Dodatkowo mnie to rozbawiło.
- No i z czego się tak śmiejesz? - wysyczał nie zważając na to, że poncz z jego włosów małymi kropelkami spada na drogie buty.
- Z ciebie - powiedziałam, gdy uspokoiłam się już trochę. Niestety, tak śmiesznie wyglądał, że znowu się roześmiałam.
- Too... ja wam może nie będę już przeszkadzać - mruknęła dziewczyna przypominając o swoim istnieniu. Prawie o niej zapomniałam. Kątem oka zauważyłam jak Łukasz odprowadza ją wzrokiem.
- Wyjaśnicie mi o co tu chodzi? - spytałam bezradnie podnosząc ręce do góry
- NIE! - niemal ryknął Rafał, który cały czas patrzył na mnie z wściekłością
- Czemu?
- Zobacz co zrobiłaś z moją koszulą! - krzyknął pokazując na nią - Jest różowa!
- Jak to mówią: nie samą koszulą żyje człowiek - zadrwiłam
- Ale... Ale...
- O co ci chodzi? Przecież róż to taki męski kolor, Rafałku - chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem - No co?
- Nieee! Ja nie wytrzymam?! Zabierz ją - zwrócił się rozwścieczony do Łukasza, który patrzył na mnie pokładającą się ze śmiechu - Zabierz ją, bo nie odpowiadam za siebie!
- Przesadzasz - oznajmił roześmiany Łukasz
- ŻE CO?! - wrzasnął tak głośno, że wszyscy wokół popatrzyli w naszą stronę
- I okazuj swoją złość ciszej jeśli łaska...
Chyba zabrakło mu słów, bo tylko tępo się mu przyglądał.
- Ja przez Was zwariuje - mruknął w końcu
- Dobra, już damy ci spokój. Rozejm? - spytałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Najpierw popatrzył na nią osłupiale, ale po chwili chytrze się uśmiechnął.
- Rozejm - oznajmił zadowolony podchodząc do mnie. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie uścisnął mi dłoni, tylko rozłożył ręce jakby chciał mnie przytulić. Już miałam uciekać, ale przewidział to i szybko zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Niee - zapiszczałam tylko gdy mokry Rafał przytulił się do mnie. Po chwili poczułam jak wilgoć z jego ubrań przechodzi na moje. W końcu puścił mnie uśmiechając się szeroko. -
 Teraz jesteśmy kwita - powiedział, a po chwili roześmiał się na widok mojej kwaśnej miny.
- Wal się - mruknęłam udając obrażoną i krzyżując ręce na piersi
- Oj, Kasieńko, przecież ty zaczęłaś - cmoknął z przyganą
- To nie ja źle wyjęłam serwetki.
- No i jeszcze może powiedz, że sam się opryskałem ponczem?
- Nie, ale za to ty w dwie minuty stałeś się gejem.
- Jakbyś poczekała aż do ciebie przyjde to nie byłoby tematu.
- Czekałam wystarczająco długo. A ty, miałeś zadzwonić do mnie jak tylko przyjedziesz.
- Mówiłem, że wystąpiły pewne komplikacje i musiałem...
- Och, przestań! - krzyknęłam przerywając mu - Dobrze wiesz jak się czuję wśród tych snobów!
- Dobra, koniec - oznajmił roześmiany Łukasz - Dokończycie kłótnię później. Teraz musicie się wysuszyć.
Przyznaliśmy mu rację. Byliśmy cali mokrzy, a poza tym jeszcze trochę i skoczylibyśmy sobie do gardeł. Łukasz powiedział, że zaprowadzi nas w stronę łazienki. Niepewnie poszliśmy za nim.
- Ja nie wiedziałem, że ty masz taki sokoli wzrok - wyszeptał mi do ucha Rafał
- Coo?
- No bo tu jest pare setek osób, a ty mnie wśród nich wszystkich wypatrzyłaś.
Roześmiałam się.
- Wiesz... to nie było takie trudne.
- Czemu?
- Wyróżniasz się z tłumu. Jesteś dość niski i pulchny - tu popatrzył na mnie z miną groźnego niedzwiadka, któremu mówi się, że jest puszysty - więc wśrod tych wszystkich szczupłych, wysokich przystojniaków wyglądasz jak Frodo, który zgubił drogę do Mordoru.
- Ciekawe porównanie - mruknął, a po chwili wzrócił się do Łukasza - Sam! Poczekaj na nas!
- Dobrze, panie Baggins - powiedział zatrzymując się i odwracając do nas
- A ja? Kim będę? - spytałam, bo uwielbiałam film "Władca Pierścieni"
- Z wyglądu mogłabyś być elfem - uśmiechnął się nieśmiało Łukasz. Poczułam jak się rumienię. To tak jakby mi powiedzieć, że jestem śliczna. Przecież elfy słyną z tego, że są piękne.
- Przestań jej prawić komplementy i mów prawdę - spojrzałam na Rafała pytająco - Mi bardziej z wyglądu i charakteru przypominasz golluma
- No wiesz co! - krzyknęłam oburzona, a ten głośno się roześmiał.

   Kilka minut później byliśmy już we trójkę w łazience. Od razu dostrzegłam ręczniki i szybko chwyciłam dwa z nich. Chciałam jeden podać Rafałowi, ale ten już zaczął się suszyć. Jak widać wybrał metodę inną niż moja. Po prostu włączył suszarkę leżącą gdzieś niedbale. Roześmiałam się, gdy chłopaki zaczeli robić durne miny i pozy. Udawali, że mają długie włosy i na niby je odgarniali.
- Tap madel - powiedziałam głupim głosem naśladując Joanne Krupe
- Jak myślisz? Nadajemy się? Możemy startować? - spytał Rafał
- No macie ten potenszjal
Po chwili Łukasz przejął suszarke i skierował ją na mnie. Zasłoniłam twarz dłońmi, a moje włosy poleciały do tyłu. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, aż nagle usłyszeliśmy sygnały dzwonka. Rafał zmarszczył brwi jakby usilnie się nad czymś zastanawiając. Jednak dźwięk powtórzył się jeszcze dwa razy i w tym momencie go olśniło.
- Szybko! Rzuć suszarkę! Bo porazi cię prąd! - wykrzyknął w stronę Łukasza, ale ten nim to zrobił z góry ze zraszaczy polała się woda...



~*~

Yyy... ten... byłybyście złe, gdybym przez pomyłkę...
całkiem niechcący...
uśmierciła Yoczooka?

Uwaga jeden komentarz to o jedna wiecej szansa iż nie umrze XDD

Przepraszam, że tyle rozdziału nie było, ale przygotowywałam się do szkoły,
wiecie jak to jest :") 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdzial 8 - "Snoby"

"W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci"
 
   Powoli świadomość zaczęła do mnie docierać. Słyszałem jakieś dźwięki, które mówiły o tym co może znajdować się w moim otoczeniu. Szum wiatraka i głosy przekształcone jakby komputerowo. Pewnie z telewizora. Chciałem otworzyć oczy, ale powieki były ciężkie jak z ołowiu. A do tego strasznie bolała mnie głowa. Jakby w mój mózg wbijało się miliard małych igieł. Podniosłem rękę i zacząłem masować czoło. Pomogło. Nadal bolało, ale mniej.

   W końcu przemogłem się i powoli otworzyłem oczy. Wszystko widziałem jak przez mgłę. Znajdowałem się w jakimś pokoju. Był on typowo umeblowany jak dla nastolatki. Szafa, komody, biurko z laptopem i łóżko na którym leżałem ja. Tylko jak się tu znalazłem? - pomyślałem próbując przypomnieć sobie, ale bez skutku. Chciałem wstać, ale momentalnie zakręciło mi się w głowie. Syknąłem z bólu i powoli wróciłem do pozycji leżącej. Gdzie ja jestem? - zadałem kolejne pytanie rozglądając się po przytulnym wnętrzu. Nagle usłyszałem kroki, a drzwi złowrogo zaskrzypiały. Ktoś wchodził do pokoju. Szybko przemknęło mi przez myśl, że mogę udać, że śpię. Przymknąłem oczy i lekko rozchyliłem usta, starając się uspokoić oddech, by był wolniejszy i bardziej miarowy. Usłyszałem odgłos zamykanych drzwi, a po chwili kroki. Stawały się coraz głośniejsze. Wnioskowałem, że ktoś zbliżał się w moją stronę. Nagle poczułem cudny zapach. Jakby... jabłek z cynamonem? Skąd ja go znam? - pomyślałem próbując sobie przypomnieć. I nagle mnie olśniło. Kiedy przytulałem się do Jusi jej włosy tak pachniały. Pewnie używała szamponu o takim zapachu. Zamarłem, gdy poczułem jak jakaś dłoń delikatnie głaszcze mnie po policzku. To było tak rozkosznie przyjemne... Momentalnie poczułem jak się rozluźniam. Nagle nawet głowa mnie już nie bolała. Niestety, po chwili przerwała. Z przekąsem pomyślałem, że chętnie poprosiłbym o więcej. Lekko uchyliłem powieki i zobaczyłem jak Jusia się obraca mając zamiar odejść. Szybko złapałem ją za rękę.
- Janek? - spytała zaskoczona patrząc w moją stronę - Nie śpisz?
- Już nie... - wyszeptałem przypatrując się jej pełne zaskoczenia oczy. Piękne oczy.




~ Perspektywa Kasi ~

    Z uwagą rozglądałam się dookoła, chłonąc całe piękno otoczenia i z melancholią zastanawiając się, czy jednak nie wybrałam zbyt skromnej kreacji. Cóż, byłam tylko w klasycznej czarnej sukience. Po raz setny zastanawiałam się za jakie grzechy zgodziłam się na pójście na tą imprezę charytatywną. No tak. Fundusze z niej idą na dom dziecka. Rafał wiedział czym mnie przekonać. A właśnie. Gdzie on jest? Miał zadzwonić, gdy przyjedzie. W pośpiechu wybrałam jego numer, ale oczywiście nie odbierał. Westchnęłam i rozejrzałam się. Same bogate snoby. Przynajmniej to wywnioskowałam po ubiorze i zachowaniu.

    I wtedy dostrzegłam w oddali mojego przyjaciela. Cóż, wyróżniał się z tłumu. Był dość niski, o lekkiej nadwadze. Okrągła twarz z zawsze szerokim uśmiechem, drobne zęby i wielkie oczy sprawiały urocze wrażenie. Taki jakby misiek. Ale chociaż w garniturze wyglądał szałowo złość miała przewagę nad zachwytem. Strasznie wkurzona szybko ruszyłam w jego kierunku. Stał z kieliszkiem w ręku obok jakiegoś chłopaka i zawzięcie z nim dyskutował. Gdy tylko mnie dostrzegł lekko się uśmiechnął. Jakby wszystko było w porządku! W duchu przyrzekłam sobie, że kiedyś wydrapię mu oczy. Rafał widząc moje wrogie nastawienie schował się za swoim towarzyszem. Stanęłam przed nimi i zmierzyłam wzrokiem mojego przeciwnika. Był szczupły i dość wysoki, bo prawie o głowę wyższy ode mnie. I jeszcze jego gęste, czekoladowe włosy dodawały mu parę centymetrów więcej. Może i nie był w moim typie, ale w tych jego dużych brązowych oczach można było się naprawdę zakochać. I ten powalający uśmiech. Przez to, że tak się na niego zapatrzyłam prawie nie zauważyłam, że Rafał próbuje uciec. Zaledwie kątem oka odnotowałam jak kieruje się między ludzi.
- Ej! Nie tak szybko! - złapałam go za rękaw koszuli
- Kaśka! Miej litość nad zwykłym śmiertelnikiem - jęknął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem na co ja przewróciłam oczami
- Miałeś zadzwonić jak już przyjdziesz - mruknęłam puszczając go - Wiesz jak się czuję wśród tych snobów.
- Wiem, przepraszam. Po prostu wystąpiły pewne... - przerwał i popatrzył w stronę swojego towarzysza
- Hmm?
- Komplikacje... - dokończył i zaczął iść w jego kierunku - Poczekaj, zaraz wracam.
Zdziwiona odwróciłam się patrząc na rozgrywającą się przede mną scenkę. Jakaś dziewczyna podeszła do nich, a już po chwili zawzięcie o czymś rozmawiali. Nagle kobieta zmarszczyła czoło i popatrzyła na nich z niedowierzaniem. Powoli podeszłam do nich chcąc dołączyć się do rozmowy i dowiedzieć się o co chodzi.
- Ty to jeszcze rozumiem, ale... Łukasz, nie spodziewałam się tego po tobie - mruknęła dziewczyna patrząc na wysokiego bruneta
- No widzisz a jednak - powiedział uśmiechając się i obejmując Rafała
- Witam - niepewnie włączyłam się do rozmowy na co mój przyjaciel spojrzał na mnie ze zdziwieniem
- Eee.. Witaj. Kim jesteś? - dziewczyna zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem
- Kasia, przyjaciółka Rafała - wyciągnęłam do niej dłoń, którą niechętnie uścisnęła - O czym rozmawiacie?
- Och, o pewnych sprawach - zaczęła się śmiać jednak ten uśmiech nie docierał do oczu. Z nich można było wyczytać, że najchętniej wymordowałaby nas wszystkich.
- Jakich?
Rafał popatrzył na mnie zmieszany, a jego towarzysz odwrócił wzrok.
- Może chcecie ponczu? - spytał mój przyjaciel odwracając i sięgając po szklanki
- Zmieniasz temat - mruknęła niezadowolna dziewczyna
- Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się lekko i biorąc od Rafała mój poncz - Więc o czym rozmawiacie?
- O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
- Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
- O tym, że są razem.
- Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
- Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła 



~*~ 

Jeśli ktoś nie wie kto to jest Kasia to spokojnie -

nie przegapił nic.
Kasia jest nową postacią i dopiero macie ją poznać! <3

A co do Rafałka i Łukasza mam nadzieję, że rozpoznajecie youtuberów.
I jak myślicie? Są gejami, czy to jakiś żart/przekręt, czy co? 8) 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdzial 7 - "Bolaca noga"

"Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.  
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej"

   Stałam osłupiała nie mogąc wykonać żadnego najdrobniejszego ruchu. W sumie nie pierwszy raz miałam tak w towarzystwie Jasia. Patrzyłam w jego piękne brązowe oczy i ten słodki nosek. Potem przeniosłam wzrok na kuszące usta, które były coraz bliżej mnie. Jednak gdy tylko jego wargi lekko musnęły moje odskoczyłam jak oparzona. Po chwili oczywiście syknęłam z bólu, bo boląca noga dała o sobie znać. Janek momentalnie znalazł się przy mnie. Oparłam się o niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko chcąc ukryć zakłopotanie. Wyglądał naprawdę uroczo.
- I co teraz robimy? - westchnął patrząc na mnie i w stronę reklamówek
- Nie mam pojęcia... Może ty weź siatki, a ja spróbuję jakoś dojść do domu...
- Daleko masz? - spytał niepewnie
- Nieee, do końca tej ulicy, potem w prawo i dwie minutki drogi
- Okej. Dam radę - mruknął łapiąc reklamówki. Miałam spytać o co mu chodzi, ale Janek szybko mnie złapał i podniósł do góry.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam patrząc na niego osłupiała
- Nie drzyj się, zaniosę cię.
Miałam zaprotestować, ale Janek zaczął iść.
- Jestem za ciężka...
- Bzdura! Jesteś leciutka! - powiedział i uśmiechnął się. Po chwili wahania wtuliłam twarz w jego szyję, a wtedy poczułam jak cały się napiął. Uśmiechnęłam się pod nosem w duchu dziękując wszystkim siłom wyższym za to, że się potknęłam.

   - To tutaj? - spytał patrząc na duży, biały dom
- Tak - szepnęłam, a wtedy Jaś powoli postawił mnie na ziemi. Momentalnie się zachwiałam. Chłopak szybko mnie złapał, bo jeszcze sekunda i przewróciłabym się.
- Pomogę ci - westchnął i ruszyliśmy w stronę furtki. Wystukałam kod na domofonie, a po chwili drzwiczki się otworzyły. Powoli weszliśmy do ogródka. Z każdym krokiem coraz bardziej bolała mnie noga, ale nie dałam tego po sobie poznać. I wtedy przypomniałam, że trzeba wejść po schodkach by dotrzeć do drzwi. Zacisnęłam mocno zęby i opierając się na Janku twardo szłam przed siebie. Szybko obliczyłam ile było schodków. Jasna cholera, aż dziewięć! Dobra, Juśka! Dasz radę! Po chwili jednak w to zwątpiłam. Już po pokonaniu pierwszego myślałam, że umrę. Przy drugim pociekły mi łzy, ale na szczęście Janek tego nie zauważył.
- Daj mi chwile - wystękałam, kiedy stanęliśmy na trzecim. Mocno zacisnęłam zęby i próbowałam powstrzymać łzy.
- Jusia? - spytał przerażony Janek odgarniając kosmyk moich włosów i patrząc na moją zapłakaną twarz - Aż tak boli?
- Tttak - wyjęczałam i rozpłakałam się, a wtedy on szybko mnie przytulił
- Ciii - szeptał delikatnie mnie głaszcząc - Chodź, zaniosę cię.
Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a już podnosił mnie do góry i wnosił po schodkach. Sprawnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Gwizdnął z podziwem na widok dużego mieszkania.
- Gdzie teraz?
- Prosto i po prawo do salonu - szepnęłam przez łzy.
Janek poszedł zgodnie z moimi wskazówkami i już po chwili znaleźliśmy się w dużym pomieszczeniu. Delikatnie położył mnie na kanapie.
- A co teraz? - spytał pochylając się nade mną. Czułam jego oddech na moich wargach. Głośno przełknęłam ślinę.
- Ttteraz... - jąkałam patrząc na jego usta i nie mogąc normalnie myśleć. Janek chyba to zauważył, bo lekko się uśmiechnął pokazując białe i proste zęby. Zakłopotana odwróciłam wzrok.
- Nadal boli? - spytał patrząc na moją nogę
- Trochę...
- Pokaż - pochylił się i dotknął mojej stopy. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam.
- Zimno ci? - spytał zatroskany
- Tak...
Janek pochylił się nade mną i mnie przytulił. Byłam nieco zdziwiona, ale nie powiem było miło. Jednak po chwili się ode mnie odsunął, a ja z przekąsem pomyślałam, że najchętniej tuliłabym się tak do niego cały czas.
- Może przyniosę ci koc?
- Ymm... Dobry pomysł...
- Ale gdzie on może być? - spytał roześmiany - Wiesz, twój dom jest jak labirynt.
- Ahh, no tak - mruknęłam zakłopotana - Pójdź na górę do sypialni rodziców i w szafie powinno być ich sporo.
- A to który pokój?
- Pierwszy po prawej.
- Oki! Zaraz wracam!


~ Perspektywa Jasia ~

   Po wejściu na drugie piętro skierowałem się w stronę prawego korytarza.
- Pierwszy pokój.... Pierwszy pokój... - mamrotałem starając się nie zapomnieć. Po chwili znalazłem się przed dużymi, mahoniowymi drzwiami. Lekko je otworzyłem i rozejrzałem się po wnętrzu. Za dużo tu tego nie było. Jedno duże małżeńskie łóżko i dwa stoliki nocne po każdej jego stronie. Naprzeciwko niego stała duża szafa. Z kolei na samym końcu pokoju były dwa, duże okna i drzwi wychodzące na taras. Łóżko o dziwo nie było pościelone, a kołdra układała się w jakiś taki dziwny kształt. Jednak nie przejąłem się tym zbytnio i ruszyłem w stronę szafy. Otworzyłem ją i rozejrzałem się po jej wnętrzu. W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci.


~*~

O dziwo, ten rozdział mi się podoba :) 
Błędów za dużo nie ma, długość odpowiednia, 
a i zakończenie dobre.

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdzial 6 - "Jusia i Wincent"

"Wzrokiem pełnym przerażenia spojrzałam na Janka. A ten co robił? Śmiał się!
- No... Ten teges... Znaczy... - jąkałam się chcąc jakoś to logicznie wytłumaczyć
- Znaczy, że ci się podobam? - spytał uśmiechając się łobuzersko, a ja głośno przełknęłam ślinę nie wiedząc co odpowiedzieć"

    Patrzył na mnie pytająco, ale wciąż lekko się uśmiechał. Ja tymczasem stałam jak ten słup soli zastanawiając się nad jakąś logiczną wymówką. Już miałam coś powiedzieć, gdy nagle Janek zbladł.
- Co się dzie... - nie zdążyłam dokończyć, bo szybko mnie objął i przyciągnął do siebie
- Udawaj moją dziewczynę - wyszeptał mi do ucha
Miałam zapytać co mu odwala, ale wtedy podeszła do nas Oliwka ze swoim nowym chłopakiem. Poczułam jak Janek ściska mnie jeszcze mocniej, a ja żeby dodać mu otuchy pogłaskałam go uspokajająco po plecach.
- Heej! Pamiętasz mnie jeszcze? - spytała roześmiana brunetka
- Jakże bym mógł zapomnieć - mruknął Jaś uśmiechając się sztucznie
- To Michał - wskazała na chłopaka obok niej
- Miło mi poznać - powiedział z uśmiechem i mrugnął do mnie. Momentalnie zmiękły mi kolana, więc całe szczęście, że Janek mnie trzymał. Popatrzyłam na niego. Sztuczny uśmiech zszedł z jego twarzy, dłonie zacisnął w pięści i patrzył dość wyzywająco w stronę Michała. Czyżby był zazdrosny? - pomyślałam uśmiechając się lekko.
- A ty jesteś...? - Oliwka zwróciła się do mnie
- Justyna.
- Piękne imię - dodał Michał, a ja poczułam, że się rumienię.
- To jakaś siostra, kuzynka, czy kto? - spytała patrząc w stronę Jasia
- Niee - zaprzeczył szybko - Jusia to moja dziewczyna.
- Och! Przepraszam - roześmiała się - Po prostu nie wyglądacie na parę. Długo ze sobą jesteście?
- Nieee, dość krótko - mruknął patrząc na mnie, a ja uśmiechnęłam się lekko. W sumie to się zgadza. Jestem jego "dziewczyną" od 2 minut.
- Dlatego jeszcze z tobą jest - podsumowała Oliwka
- Co?
- Poznasz go bardziej i dowiesz się jakim jest draniem. Myślisz, że dlaczego z nim zerwałam?
- A to teraz ty zerwałaś ze mną? - spytał rozzłoszczony - Po tym jak dowiedziałem się, że oprócz mnie masz trzech innych?
- Nie. Po tym jak nie chciałeś mi uwierzyć, że tak nie jest - syknęła
- A niby jak miałem ci uwierzyć skoro na moich oczach całowałaś się z jednym z nich?
Dziewczyna stała bez ruchu. Widać, że ją zamurowało. W końcu otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Janek jej przerwał.
- Dobra nieważne. Chodźmy do kasy - westchnął i ruszył przed siebie. Szybko popędziłam za nim oglądając się za Oliwką i Michałem. Chłopak jednak szedł szybciej niż myślałam, bo między nami była dość spora odległość.
- Janek... - szepnęłam, bo nie chciałam, żeby ktoś z dwójki za nami to usłyszał. Tylko ten musiał oczywiście mnie olewać.
- Janek - powtórzyłam tym razem nieco głośniej - Janek!
Nic. Nawet nie zwolnił. Odpuściłabym sobie, gdyby nie fakt, że trzymał MÓJ koszyk.
- Janek! - krzyknęłam rozzłoszczona, a ten w końcu się odwrócił.
- Po co wydzierasz się jak idiotka?

    Po zapłaceniu z dość słabymi humorami wyszliśmy ze sklepu. Przed nami było mnóstwo stoisk z różnymi rzeczami. Ledwo co szłam, bo byłam obwieszona siatkami. Janek co chwilę proponował, żebym mu je oddała, ale ja byłam twarda - nie będę go przecież wykorzystywać. Przechodziliśmy między tymi stoiskami i nagle poczułam jakiś straszny smród. Popatrzyłam w stronę skąd dochodził. Jakaś stara budka. Widać, że najlepsze lata miała za sobą.
- Paniusia się tak przygląda - mruknął jakiś mężczyzna w środku - Proszę bliżej, można obejrzeć.
- Eeee... Nie, dziękuję...
- Ale sprzedaję najlepsze śledzie w całej okolicy! Najświeższe ryby tylko u Wincenta! - chwalił się patrząc na mnie wzrokiem pełnym nadziei - I to bardzo tanio!
- Tak, to naprawdę miłe, ale...
- Odwal się od niej, ty stary pryku! - krzyknęła jakaś pani z budki naprzeciwko - Nie widzisz, że ona nie chce twoich śmierdzących śledzi?
- Sama jesteś śmierdząca! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!
- Będę się wtrącać, gdzie mi się podoba!
- Jusia... chodźmy stąd - szepnął Janek
- Jusia? - spytała nagle ożywiona kobieta
- Tak - potwierdziłam zdziwiona - To moje imię.
- Och! Jesteś moją imienniczką! Dla wszystkich Justynek skarpety 10% taniej!
Jasiek zaczął chichotać, więc szturchnęłam go w ramię.
- Niee, dziękuję, ale nie potrzebuję nowych - mruknęłam siląc się na uśmiech

    W końcu jakoś udało nam się wymknąć spod czujnego oka sprzedawczyni skarpet i handlarza śledzi.
- Wincent i Jusia - zaczął rozweselony Jasiek - Ładnie to brzmi. Powinnaś znaleść sobie jakiegoś Wincenta.
- Tak, tak, oczywiście - burknęłam udając obrażoną, ale samej zbierało mi się na śmiech. Po chwili już razem się śmialiśmy i wymyślaliśmy jakieś głupie historie. Byłam tak zajęta rozmową z nim, że nie zauważyłam krawężnika i runęłam na ziemię.
- Juśka? - krzyknął pochylając się nade mną - Nic ci nie jest?
- Spokojnie. Żyję...
Chłopak pomógł mi wstać, co zresztą nie było takie łatwe. Prawa noga bolała jak cholera.
- O boże - jęknęłam patrząc na leżące na asfalcie siatki. Większość produktów było wysypanych i potłuczonych, albo rozbitych. Z tego co widziałam przynajmniej połowa rzeczy nie nadawała się już do użytku.
- Czekaj, ja to pozbieram - powiedział Jasiek i szybko zaczął pakować wszystko do siatek. Chciałam mu pomóc, więc pochyliłam się, ale zapomniałam o bolącej nodze. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Strasznie bolało.
- Janek... - szepnęłam czując, że już długo nie dam rady tak stać. Chłopak widząc co się dzieje szybko zareagował. Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej.


~*~

Miałam dodać o 20, ale jestem gapa i zapomniałam xd
Przepraszam xd 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: