piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdzial 8 - "Snoby"

"W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci"
 
   Powoli świadomość zaczęła do mnie docierać. Słyszałem jakieś dźwięki, które mówiły o tym co może znajdować się w moim otoczeniu. Szum wiatraka i głosy przekształcone jakby komputerowo. Pewnie z telewizora. Chciałem otworzyć oczy, ale powieki były ciężkie jak z ołowiu. A do tego strasznie bolała mnie głowa. Jakby w mój mózg wbijało się miliard małych igieł. Podniosłem rękę i zacząłem masować czoło. Pomogło. Nadal bolało, ale mniej.

   W końcu przemogłem się i powoli otworzyłem oczy. Wszystko widziałem jak przez mgłę. Znajdowałem się w jakimś pokoju. Był on typowo umeblowany jak dla nastolatki. Szafa, komody, biurko z laptopem i łóżko na którym leżałem ja. Tylko jak się tu znalazłem? - pomyślałem próbując przypomnieć sobie, ale bez skutku. Chciałem wstać, ale momentalnie zakręciło mi się w głowie. Syknąłem z bólu i powoli wróciłem do pozycji leżącej. Gdzie ja jestem? - zadałem kolejne pytanie rozglądając się po przytulnym wnętrzu. Nagle usłyszałem kroki, a drzwi złowrogo zaskrzypiały. Ktoś wchodził do pokoju. Szybko przemknęło mi przez myśl, że mogę udać, że śpię. Przymknąłem oczy i lekko rozchyliłem usta, starając się uspokoić oddech, by był wolniejszy i bardziej miarowy. Usłyszałem odgłos zamykanych drzwi, a po chwili kroki. Stawały się coraz głośniejsze. Wnioskowałem, że ktoś zbliżał się w moją stronę. Nagle poczułem cudny zapach. Jakby... jabłek z cynamonem? Skąd ja go znam? - pomyślałem próbując sobie przypomnieć. I nagle mnie olśniło. Kiedy przytulałem się do Jusi jej włosy tak pachniały. Pewnie używała szamponu o takim zapachu. Zamarłem, gdy poczułem jak jakaś dłoń delikatnie głaszcze mnie po policzku. To było tak rozkosznie przyjemne... Momentalnie poczułem jak się rozluźniam. Nagle nawet głowa mnie już nie bolała. Niestety, po chwili przerwała. Z przekąsem pomyślałem, że chętnie poprosiłbym o więcej. Lekko uchyliłem powieki i zobaczyłem jak Jusia się obraca mając zamiar odejść. Szybko złapałem ją za rękę.
- Janek? - spytała zaskoczona patrząc w moją stronę - Nie śpisz?
- Już nie... - wyszeptałem przypatrując się jej pełne zaskoczenia oczy. Piękne oczy.




~ Perspektywa Kasi ~

    Z uwagą rozglądałam się dookoła, chłonąc całe piękno otoczenia i z melancholią zastanawiając się, czy jednak nie wybrałam zbyt skromnej kreacji. Cóż, byłam tylko w klasycznej czarnej sukience. Po raz setny zastanawiałam się za jakie grzechy zgodziłam się na pójście na tą imprezę charytatywną. No tak. Fundusze z niej idą na dom dziecka. Rafał wiedział czym mnie przekonać. A właśnie. Gdzie on jest? Miał zadzwonić, gdy przyjedzie. W pośpiechu wybrałam jego numer, ale oczywiście nie odbierał. Westchnęłam i rozejrzałam się. Same bogate snoby. Przynajmniej to wywnioskowałam po ubiorze i zachowaniu.

    I wtedy dostrzegłam w oddali mojego przyjaciela. Cóż, wyróżniał się z tłumu. Był dość niski, o lekkiej nadwadze. Okrągła twarz z zawsze szerokim uśmiechem, drobne zęby i wielkie oczy sprawiały urocze wrażenie. Taki jakby misiek. Ale chociaż w garniturze wyglądał szałowo złość miała przewagę nad zachwytem. Strasznie wkurzona szybko ruszyłam w jego kierunku. Stał z kieliszkiem w ręku obok jakiegoś chłopaka i zawzięcie z nim dyskutował. Gdy tylko mnie dostrzegł lekko się uśmiechnął. Jakby wszystko było w porządku! W duchu przyrzekłam sobie, że kiedyś wydrapię mu oczy. Rafał widząc moje wrogie nastawienie schował się za swoim towarzyszem. Stanęłam przed nimi i zmierzyłam wzrokiem mojego przeciwnika. Był szczupły i dość wysoki, bo prawie o głowę wyższy ode mnie. I jeszcze jego gęste, czekoladowe włosy dodawały mu parę centymetrów więcej. Może i nie był w moim typie, ale w tych jego dużych brązowych oczach można było się naprawdę zakochać. I ten powalający uśmiech. Przez to, że tak się na niego zapatrzyłam prawie nie zauważyłam, że Rafał próbuje uciec. Zaledwie kątem oka odnotowałam jak kieruje się między ludzi.
- Ej! Nie tak szybko! - złapałam go za rękaw koszuli
- Kaśka! Miej litość nad zwykłym śmiertelnikiem - jęknął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem na co ja przewróciłam oczami
- Miałeś zadzwonić jak już przyjdziesz - mruknęłam puszczając go - Wiesz jak się czuję wśród tych snobów.
- Wiem, przepraszam. Po prostu wystąpiły pewne... - przerwał i popatrzył w stronę swojego towarzysza
- Hmm?
- Komplikacje... - dokończył i zaczął iść w jego kierunku - Poczekaj, zaraz wracam.
Zdziwiona odwróciłam się patrząc na rozgrywającą się przede mną scenkę. Jakaś dziewczyna podeszła do nich, a już po chwili zawzięcie o czymś rozmawiali. Nagle kobieta zmarszczyła czoło i popatrzyła na nich z niedowierzaniem. Powoli podeszłam do nich chcąc dołączyć się do rozmowy i dowiedzieć się o co chodzi.
- Ty to jeszcze rozumiem, ale... Łukasz, nie spodziewałam się tego po tobie - mruknęła dziewczyna patrząc na wysokiego bruneta
- No widzisz a jednak - powiedział uśmiechając się i obejmując Rafała
- Witam - niepewnie włączyłam się do rozmowy na co mój przyjaciel spojrzał na mnie ze zdziwieniem
- Eee.. Witaj. Kim jesteś? - dziewczyna zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem
- Kasia, przyjaciółka Rafała - wyciągnęłam do niej dłoń, którą niechętnie uścisnęła - O czym rozmawiacie?
- Och, o pewnych sprawach - zaczęła się śmiać jednak ten uśmiech nie docierał do oczu. Z nich można było wyczytać, że najchętniej wymordowałaby nas wszystkich.
- Jakich?
Rafał popatrzył na mnie zmieszany, a jego towarzysz odwrócił wzrok.
- Może chcecie ponczu? - spytał mój przyjaciel odwracając i sięgając po szklanki
- Zmieniasz temat - mruknęła niezadowolna dziewczyna
- Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się lekko i biorąc od Rafała mój poncz - Więc o czym rozmawiacie?
- O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
- Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
- O tym, że są razem.
- Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
- Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła 



~*~ 

Jeśli ktoś nie wie kto to jest Kasia to spokojnie -

nie przegapił nic.
Kasia jest nową postacią i dopiero macie ją poznać! <3

A co do Rafałka i Łukasza mam nadzieję, że rozpoznajecie youtuberów.
I jak myślicie? Są gejami, czy to jakiś żart/przekręt, czy co? 8) 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdzial 7 - "Bolaca noga"

"Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.  
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej"

   Stałam osłupiała nie mogąc wykonać żadnego najdrobniejszego ruchu. W sumie nie pierwszy raz miałam tak w towarzystwie Jasia. Patrzyłam w jego piękne brązowe oczy i ten słodki nosek. Potem przeniosłam wzrok na kuszące usta, które były coraz bliżej mnie. Jednak gdy tylko jego wargi lekko musnęły moje odskoczyłam jak oparzona. Po chwili oczywiście syknęłam z bólu, bo boląca noga dała o sobie znać. Janek momentalnie znalazł się przy mnie. Oparłam się o niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko chcąc ukryć zakłopotanie. Wyglądał naprawdę uroczo.
- I co teraz robimy? - westchnął patrząc na mnie i w stronę reklamówek
- Nie mam pojęcia... Może ty weź siatki, a ja spróbuję jakoś dojść do domu...
- Daleko masz? - spytał niepewnie
- Nieee, do końca tej ulicy, potem w prawo i dwie minutki drogi
- Okej. Dam radę - mruknął łapiąc reklamówki. Miałam spytać o co mu chodzi, ale Janek szybko mnie złapał i podniósł do góry.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam patrząc na niego osłupiała
- Nie drzyj się, zaniosę cię.
Miałam zaprotestować, ale Janek zaczął iść.
- Jestem za ciężka...
- Bzdura! Jesteś leciutka! - powiedział i uśmiechnął się. Po chwili wahania wtuliłam twarz w jego szyję, a wtedy poczułam jak cały się napiął. Uśmiechnęłam się pod nosem w duchu dziękując wszystkim siłom wyższym za to, że się potknęłam.

   - To tutaj? - spytał patrząc na duży, biały dom
- Tak - szepnęłam, a wtedy Jaś powoli postawił mnie na ziemi. Momentalnie się zachwiałam. Chłopak szybko mnie złapał, bo jeszcze sekunda i przewróciłabym się.
- Pomogę ci - westchnął i ruszyliśmy w stronę furtki. Wystukałam kod na domofonie, a po chwili drzwiczki się otworzyły. Powoli weszliśmy do ogródka. Z każdym krokiem coraz bardziej bolała mnie noga, ale nie dałam tego po sobie poznać. I wtedy przypomniałam, że trzeba wejść po schodkach by dotrzeć do drzwi. Zacisnęłam mocno zęby i opierając się na Janku twardo szłam przed siebie. Szybko obliczyłam ile było schodków. Jasna cholera, aż dziewięć! Dobra, Juśka! Dasz radę! Po chwili jednak w to zwątpiłam. Już po pokonaniu pierwszego myślałam, że umrę. Przy drugim pociekły mi łzy, ale na szczęście Janek tego nie zauważył.
- Daj mi chwile - wystękałam, kiedy stanęliśmy na trzecim. Mocno zacisnęłam zęby i próbowałam powstrzymać łzy.
- Jusia? - spytał przerażony Janek odgarniając kosmyk moich włosów i patrząc na moją zapłakaną twarz - Aż tak boli?
- Tttak - wyjęczałam i rozpłakałam się, a wtedy on szybko mnie przytulił
- Ciii - szeptał delikatnie mnie głaszcząc - Chodź, zaniosę cię.
Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a już podnosił mnie do góry i wnosił po schodkach. Sprawnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Gwizdnął z podziwem na widok dużego mieszkania.
- Gdzie teraz?
- Prosto i po prawo do salonu - szepnęłam przez łzy.
Janek poszedł zgodnie z moimi wskazówkami i już po chwili znaleźliśmy się w dużym pomieszczeniu. Delikatnie położył mnie na kanapie.
- A co teraz? - spytał pochylając się nade mną. Czułam jego oddech na moich wargach. Głośno przełknęłam ślinę.
- Ttteraz... - jąkałam patrząc na jego usta i nie mogąc normalnie myśleć. Janek chyba to zauważył, bo lekko się uśmiechnął pokazując białe i proste zęby. Zakłopotana odwróciłam wzrok.
- Nadal boli? - spytał patrząc na moją nogę
- Trochę...
- Pokaż - pochylił się i dotknął mojej stopy. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam.
- Zimno ci? - spytał zatroskany
- Tak...
Janek pochylił się nade mną i mnie przytulił. Byłam nieco zdziwiona, ale nie powiem było miło. Jednak po chwili się ode mnie odsunął, a ja z przekąsem pomyślałam, że najchętniej tuliłabym się tak do niego cały czas.
- Może przyniosę ci koc?
- Ymm... Dobry pomysł...
- Ale gdzie on może być? - spytał roześmiany - Wiesz, twój dom jest jak labirynt.
- Ahh, no tak - mruknęłam zakłopotana - Pójdź na górę do sypialni rodziców i w szafie powinno być ich sporo.
- A to który pokój?
- Pierwszy po prawej.
- Oki! Zaraz wracam!


~ Perspektywa Jasia ~

   Po wejściu na drugie piętro skierowałem się w stronę prawego korytarza.
- Pierwszy pokój.... Pierwszy pokój... - mamrotałem starając się nie zapomnieć. Po chwili znalazłem się przed dużymi, mahoniowymi drzwiami. Lekko je otworzyłem i rozejrzałem się po wnętrzu. Za dużo tu tego nie było. Jedno duże małżeńskie łóżko i dwa stoliki nocne po każdej jego stronie. Naprzeciwko niego stała duża szafa. Z kolei na samym końcu pokoju były dwa, duże okna i drzwi wychodzące na taras. Łóżko o dziwo nie było pościelone, a kołdra układała się w jakiś taki dziwny kształt. Jednak nie przejąłem się tym zbytnio i ruszyłem w stronę szafy. Otworzyłem ją i rozejrzałem się po jej wnętrzu. W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci.


~*~

O dziwo, ten rozdział mi się podoba :) 
Błędów za dużo nie ma, długość odpowiednia, 
a i zakończenie dobre.

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdzial 6 - "Jusia i Wincent"

"Wzrokiem pełnym przerażenia spojrzałam na Janka. A ten co robił? Śmiał się!
- No... Ten teges... Znaczy... - jąkałam się chcąc jakoś to logicznie wytłumaczyć
- Znaczy, że ci się podobam? - spytał uśmiechając się łobuzersko, a ja głośno przełknęłam ślinę nie wiedząc co odpowiedzieć"

    Patrzył na mnie pytająco, ale wciąż lekko się uśmiechał. Ja tymczasem stałam jak ten słup soli zastanawiając się nad jakąś logiczną wymówką. Już miałam coś powiedzieć, gdy nagle Janek zbladł.
- Co się dzie... - nie zdążyłam dokończyć, bo szybko mnie objął i przyciągnął do siebie
- Udawaj moją dziewczynę - wyszeptał mi do ucha
Miałam zapytać co mu odwala, ale wtedy podeszła do nas Oliwka ze swoim nowym chłopakiem. Poczułam jak Janek ściska mnie jeszcze mocniej, a ja żeby dodać mu otuchy pogłaskałam go uspokajająco po plecach.
- Heej! Pamiętasz mnie jeszcze? - spytała roześmiana brunetka
- Jakże bym mógł zapomnieć - mruknął Jaś uśmiechając się sztucznie
- To Michał - wskazała na chłopaka obok niej
- Miło mi poznać - powiedział z uśmiechem i mrugnął do mnie. Momentalnie zmiękły mi kolana, więc całe szczęście, że Janek mnie trzymał. Popatrzyłam na niego. Sztuczny uśmiech zszedł z jego twarzy, dłonie zacisnął w pięści i patrzył dość wyzywająco w stronę Michała. Czyżby był zazdrosny? - pomyślałam uśmiechając się lekko.
- A ty jesteś...? - Oliwka zwróciła się do mnie
- Justyna.
- Piękne imię - dodał Michał, a ja poczułam, że się rumienię.
- To jakaś siostra, kuzynka, czy kto? - spytała patrząc w stronę Jasia
- Niee - zaprzeczył szybko - Jusia to moja dziewczyna.
- Och! Przepraszam - roześmiała się - Po prostu nie wyglądacie na parę. Długo ze sobą jesteście?
- Nieee, dość krótko - mruknął patrząc na mnie, a ja uśmiechnęłam się lekko. W sumie to się zgadza. Jestem jego "dziewczyną" od 2 minut.
- Dlatego jeszcze z tobą jest - podsumowała Oliwka
- Co?
- Poznasz go bardziej i dowiesz się jakim jest draniem. Myślisz, że dlaczego z nim zerwałam?
- A to teraz ty zerwałaś ze mną? - spytał rozzłoszczony - Po tym jak dowiedziałem się, że oprócz mnie masz trzech innych?
- Nie. Po tym jak nie chciałeś mi uwierzyć, że tak nie jest - syknęła
- A niby jak miałem ci uwierzyć skoro na moich oczach całowałaś się z jednym z nich?
Dziewczyna stała bez ruchu. Widać, że ją zamurowało. W końcu otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Janek jej przerwał.
- Dobra nieważne. Chodźmy do kasy - westchnął i ruszył przed siebie. Szybko popędziłam za nim oglądając się za Oliwką i Michałem. Chłopak jednak szedł szybciej niż myślałam, bo między nami była dość spora odległość.
- Janek... - szepnęłam, bo nie chciałam, żeby ktoś z dwójki za nami to usłyszał. Tylko ten musiał oczywiście mnie olewać.
- Janek - powtórzyłam tym razem nieco głośniej - Janek!
Nic. Nawet nie zwolnił. Odpuściłabym sobie, gdyby nie fakt, że trzymał MÓJ koszyk.
- Janek! - krzyknęłam rozzłoszczona, a ten w końcu się odwrócił.
- Po co wydzierasz się jak idiotka?

    Po zapłaceniu z dość słabymi humorami wyszliśmy ze sklepu. Przed nami było mnóstwo stoisk z różnymi rzeczami. Ledwo co szłam, bo byłam obwieszona siatkami. Janek co chwilę proponował, żebym mu je oddała, ale ja byłam twarda - nie będę go przecież wykorzystywać. Przechodziliśmy między tymi stoiskami i nagle poczułam jakiś straszny smród. Popatrzyłam w stronę skąd dochodził. Jakaś stara budka. Widać, że najlepsze lata miała za sobą.
- Paniusia się tak przygląda - mruknął jakiś mężczyzna w środku - Proszę bliżej, można obejrzeć.
- Eeee... Nie, dziękuję...
- Ale sprzedaję najlepsze śledzie w całej okolicy! Najświeższe ryby tylko u Wincenta! - chwalił się patrząc na mnie wzrokiem pełnym nadziei - I to bardzo tanio!
- Tak, to naprawdę miłe, ale...
- Odwal się od niej, ty stary pryku! - krzyknęła jakaś pani z budki naprzeciwko - Nie widzisz, że ona nie chce twoich śmierdzących śledzi?
- Sama jesteś śmierdząca! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!
- Będę się wtrącać, gdzie mi się podoba!
- Jusia... chodźmy stąd - szepnął Janek
- Jusia? - spytała nagle ożywiona kobieta
- Tak - potwierdziłam zdziwiona - To moje imię.
- Och! Jesteś moją imienniczką! Dla wszystkich Justynek skarpety 10% taniej!
Jasiek zaczął chichotać, więc szturchnęłam go w ramię.
- Niee, dziękuję, ale nie potrzebuję nowych - mruknęłam siląc się na uśmiech

    W końcu jakoś udało nam się wymknąć spod czujnego oka sprzedawczyni skarpet i handlarza śledzi.
- Wincent i Jusia - zaczął rozweselony Jasiek - Ładnie to brzmi. Powinnaś znaleść sobie jakiegoś Wincenta.
- Tak, tak, oczywiście - burknęłam udając obrażoną, ale samej zbierało mi się na śmiech. Po chwili już razem się śmialiśmy i wymyślaliśmy jakieś głupie historie. Byłam tak zajęta rozmową z nim, że nie zauważyłam krawężnika i runęłam na ziemię.
- Juśka? - krzyknął pochylając się nade mną - Nic ci nie jest?
- Spokojnie. Żyję...
Chłopak pomógł mi wstać, co zresztą nie było takie łatwe. Prawa noga bolała jak cholera.
- O boże - jęknęłam patrząc na leżące na asfalcie siatki. Większość produktów było wysypanych i potłuczonych, albo rozbitych. Z tego co widziałam przynajmniej połowa rzeczy nie nadawała się już do użytku.
- Czekaj, ja to pozbieram - powiedział Jasiek i szybko zaczął pakować wszystko do siatek. Chciałam mu pomóc, więc pochyliłam się, ale zapomniałam o bolącej nodze. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Strasznie bolało.
- Janek... - szepnęłam czując, że już długo nie dam rady tak stać. Chłopak widząc co się dzieje szybko zareagował. Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej.


~*~

Miałam dodać o 20, ale jestem gapa i zapomniałam xd
Przepraszam xd 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdzial 5 - "Dekold"

"- To niby kto?
- Mówiłem, że jej nie znam...
- Gadaj, bo nie ręczę za siebie!
- Ehh - westchnął patrząc znów w jej kierunku - To moja ex."


- Skoro ex to czemu się ukrywasz?
- Patrz kto z nią jest - mruknął cały czas patrząc w jej kierunku. Przyjrzałam się i rzeczywiście! Ktoś tam stał. Jakiś facet... nie widziałam twarzy, bo akurat się od nas odwrócił plecami i pocałował ją w policzek.
- No i co?
- Widziałaś jak wygląda? - jęknął zrozpaczony - Oliwka momentalnie pozbierała się po naszym rozstaniu i już ma nowego chłopaka...
- Oliwka? - wyszeptałam powtarzając jak echo. Coś nieprzyjemnie zakuło mnie w sercu. Mówi o niej zdrobniale... Czyli chyba nadal coś do niej czuje...
- Tak ma na imię.
- Yhym... - wymruczałam znów patrząc w jej kierunku i wtedy mnie zamurowało. Zobaczyłam jej towarzysza. Jasna cholera, jaki przystojniak!
- Jusia? - spytał zmieszany Janek, a ja momentalnie przypomniałam sobie o jego istnieniu
- Tak? - odpowiedziałam nieodrywając wzroku od chłopaka Oliwki
- ...

   Dopiero po chwili zorientowałam się, że Janek nie stoi już obok mnie. Szybko poszukałam go wzrokiem i zobaczyłam jak siedzi przy paczkach z napojami.

- Ej, co się stało? - spytałam pochylając się nad nim, a ten popatrzył na mnie smutno
- Widzisz? Nawet ty wolisz się na niego gapić niż spędzać czas ze mną. Nic dziwnego, że Oliwka ze mną zerwała.
Poczułam się dziwnie. Rzeczywiście dość głupio postąpiłam. Dobra, spodobał mi się tamten chłopak, no i co z tego? Wygląd to mało, bardzo mało. Przecież Daniel też był przystojny. Westchnęłam.
- Przepraszam, głupio zrobiłam - spuściłam pokornie głowę, a ten złapał mnie za podbródek i podniósł moją głowę do góry.
- No dobrze. Wybaczam ci. Zwłaszcza dlatego, że masz na sobie taki seksowny stanik - wyszeptał schrypniętym głosem
- Co?! Skąd ty... - przerwałam, gdy spojrzałam w dół. Ach, tak. Zapomniałam. Koszulka, którą miałam na sobie była za duża i miała spory dekold. Więc, gdy byłam pochylona widział praktycznie cały mój stanik.
- Och! - jęknęłam czując jak się rumienię, ale Jaś nieoczekiwanie zaczął się śmiać.
- Nie ma się czego wstydzić - stwierdził rozbawiony - To był wspaniały widok.
- Możliwe - mruknęłam odruchowo poprawiając tą cholerną bluzkę
- No zasłaniaj się, zasłaniaj. Podejrzewam, że gdybyś była w tej samej sytuacji z tym nowym chłopakiem Oliwki to...
- Oj, skończ już! - krzyknęłam rozzłoszczona - Przepraszam no! Gapiłam się na niego, bo był przystojny!
- To rzeczywiście świetne wytłumaczenie... - mruknął przewracając oczami
- No co? Ja tak już mam i tego nie zmienie!
- Ale co masz?
- No, że jak ktoś mi się spodoba to zapominam o całym świecie. Wtedy wgapiam się tylko w tą jedną osobę i dopiero po chwili odzyskuję zdolność... ruchu... - dokończyłam niewiedząc czy dobrze robię, że mu to mówię. W sumie powiedziałam to z rozpędu.
- Serio? - spytał rozbawiony
- Serio! Na przykład z tobą tak miałam!
Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedziałam. Wzrokiem pełnym przerażenia spojrzałam na Janka. A ten co robił? Śmiał się!
- No... Ten teges... Znaczy... - jąkałam się chcąc jakoś to logicznie wytłumaczyć
- Znaczy, że ci się podobam? - spytał uśmiechając się łobuzersko, a ja głośno przełknęłam ślinę nie wiedząc co odpowiedzieć.



~*~ 

Tym razem chyba końcowka dobra 8) 
Ale za to rozdział krótki xd 
Cóż, szczerze nie podoba mi się to co napisalam, 
ale może Wam przypadnie do gustu.

Co do innych youtuberów jak mówiłam planuje dać Yoczooka i Kiśla. 
Ale to dopiero za kilka rozdziałów.  
Chciałam zrobić tak, żebyście najpierw poznali lepiej pierwszą parę, a potem lepiej drugą. Jak narazie poznajecie Justynkę i Jasia <3

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdzial 4 - "Zrzeda"

"Dopiero, gdy już stałam na nogach spojrzałam na jego twarz. Jasna cholera! To ten chłopak ze sklepu! Moje przerażenie było chyba wręcz namacalne, bo zaczął się cicho śmiać.
- Cześć, podglądaczko - mruknął puszczając do mnie oko, a ja pomyślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemie"


   Schyliłam się i zaczęłam jak najszybciej chować wszystko do koszyka. Chłopak troszkę się zmieszał i zaczął mi w tym pomagać. Widząc to od razu wyobraziłam sobie typową scenę z jakiegoś durnego romansidła. Jak chcemy wziąć tę samą rzecz jednocześnie i nasze ręce się stykają. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Cóż za absurdalny pomysł! Jednak chłopak widząc mój uśmiech odwzajemnił go. Pomógł mi wpakować ostatnie rzeczy do koszyka, a potem oboje podnieśliśmy się z ziemi.
- Janek - powiedział po chwili i wyciągnął do mnie rękę
- Jusia - mruknęłam niechętnie ściskając jego dłoń - A teraz wybacz, śpieszę się.
- A gdzie, podglądaczko?
Ghhh! Miałam autentyczną ochotę walnąć go w ten zakuty łeb!
- Wiesz, musze dzisiaj podejrzeć jeszcze parę osób - odburknęłam z kpiną w głosie
- Ach, więc widzę, że nie jestem jedyny? - zaśmiał się cicho
- Nie.
- A szkoda.
Odwróciłam się do niego plecami i ruszyłam przed siebie. Jak najszybciej chciałam dojść do kas. A mąka? Cóż... Może matka bez niej przeżyje. Ewentualnie sama pójdzie i sobie kupi.
- Ej, zaczekaj! - stanęłam jak wryta w miejscu nie wiedząc czy stawić mu czoła czy jak najszybciej się ewakuować. Jednak Janek podbiegł do mnie i wziął mój koszyk - Pomogę ci.
- Poradziłabym sobie sama - mruknęłam
- Ale z ciebie zrzęda!
Otworzyłam szeroko oczy i usta. Że co?!
- Aha. Dzięki - warknęłam wyrywając mu koszyk i kierując się w stronę kas. Zrzęda! Fajnie! Jak miło!
- Ej, Juśka! - krzyknął podbiegając do mnie.
- Powiem ci szczerze, że umiesz prawić komplementy.
- Ale...
- Każda dziewczyna chciałaby zostać tak nazwana przez przystojnego chłopaka!
- Jestem przystojny? - ożywił się nagle, a ja walnęłam się ręką w czoło
- Mówiłam ogólnie, kretynie.
Zaczął się cicho śmiać na co ja przewróciłam oczami.
- Dobra, muszę iść...
- Żartowałem z tą zrzędą - mruknął przeczesując lewą ręką swoje gęste włosy
- Wiesz, że to jeszcze nic? - spojrzał na mnie pytająco - Gorzej jak mówisz "podglądaczko"
- To już nie będę tak mówił, podglądaczko - lekko się uśmiechnął, a ja walnęłam go w ramię i odsunęłam się udając obrażoną.

- Wybierasz mąke krupczatke czy mąke krupczatke? - spytał Janek patrząc w moim kierunku
- Hmm... Nie wiem. Trudny wybór.
- Ja bym wziął mąke krupczatke
- To wezmę mąke krupczatke... Albo nie! Czekaj! Jednak mąke krupczatke - powiedziałam roześmiana, a Jaś podał mi produkt
- To już wszystko z twojej listy, podglądaczko? - słysząc to przezwisko popatrzyłam na niego groźnie - No co?
- Nazywaj mnie jak chcesz byle nie tak - mruknęłam podnosząc koszyk z ziemi
- Może być "zrzęda"?
- Tak.
- Kurde...
- Co?
- Musze wymyślić jakieś przezwisko przy którym znów będziesz się tak słodko złościć.
Roześmiałam się, ale po chwili dotarł do mnie sens tych słów.
- Słodko? - spytałam zaskoczona
- Słodko. - potwierdził uśmiechając się

   Szliśmy w kierunku kas, kiedy nagle Jasiek się zatrzymał i szybko skręcił w dział pieczywa. Chciałam zareagować oburzeniem i wytłumaczyć temu głupkowi, że kasy są w przeciwną stronę. Jednak nie zdążyłam, bo złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- Co ty ro...
- Ciii - wyszeptał przykładając palec do ust. Przez chwilę byłam cicho, ale potem zaczęło mnie to wkurzać. Spojrzałam na Jasia, ale ten był zajęty oglądaniem czegoś innego. Popatrzyłam w stronę gdzie się gapił i zauważyłam śliczną brunetkę. Wyglądała niczym modelka z magazynu.
- Kto to jest? - wyszeptałam patrząc na Jaśka
- Kto? - spytał niewinnie
- Ty dobrze wiesz kto. Ta brunetka koło kas.
- Nie znam...
- Gapisz się na nią od kilku minut.
- Bo jest ładna.
- Yhy, to to ja wiem. Twoja dziewczyna?
Przez chwilę milczał jakby się wahał, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Tak, czy nie?
- Nie.
- To niby kto?
- Mówiłem, że jej nie znam...
- Gadaj, bo nie ręczę za siebie!
- Ehh - westchnął patrząc znów w jej kierunku - To moja ex.



~*~

Wiem, że końcówka taka nie najlepsza, ale cóż...
Może mi wybaczycie ;)

Dziękuję za te wszystkie komentarze, 
to naprawdę motywuje! <3 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdzial 3 - "Zakupy"

"- Ej, czy to nie ten chłopak? - spytała pokazując na kogoś za mną, a ja nawet nie oglądając się wskoczyłam pod stół - Co ty robisz?
 - A jak myślisz?!
 - Noo... gdybym była chłopakiem myślałabym, że chcesz zrobić mi loda - rozwścieczona kopnęłam ją w kostkę - Auu! A to za co?
 - Ukrywam się, downie! Nie zdemaskuj mnie!"


- Dobra, dobra... Siedź cicho! Idzie tu!
Po chwili usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła. Obróciłam głowę i zobaczyłam buty oraz nogawki spodni. Odsunęłam się od nich jak najdalej tym samym musząc mieć przed samym nosem nogi Julki.
- Przepraszam tu jest zajęte - mruknęła przyjaciółka, ale chłopak niezrażony tym i tak usiadł
- Wiem, zaraz zwolnię. Poczekam tylko na dziewczynę, która tu z tobą siedziała - usłyszałam głęboki, męski głos
- A po co? - zapytała kpiąco
- Powiedzmy, że musimy sobie coś wyjaśnić.
- Hmm... Nie wiem, kiedy wróci. Możesz powiedzieć, a ja jej przekażę.
- Niee, to sprawa osobista.
- Znasz ją?
- Tak, jestem jej kolegą.
Blefował? Po co?
- Oh, naprawdę? Od kiedy znasz Ju...
- Justynę? - spytał przerywając jej
I skąd on zna moje imię?!
- Ze szkoły.
Zaraz... ten głos...
- Chodzimy razem do klasy - dodał po chwili
... jest bardzo podobny do...
- Aa tak. Coś mi o tobie mówiła. Przypomnij mi jak ci na imię?
- Marek.
Cicho jęknęłam i wplotłam dłoń we włosy. Jaka ze mnie idiotka! Popatrzyłam w stronę jego nóg. No tak! Tamten chłopak miał zupełnie inne spodnie i buty!
- A wy skąd się znacie?
- Jesteśmy przyjaciółkami - prychnęła przerzucając nogę na nogę i tym samym prawie wykolając mi oko - Od dobrych czterech lat. Znałyśmy się ju...
- Gdzie poszła Jusia? - zapytał Marek przerywając jej po raz kolejny
- Nie mogę ci powiedzieć. Tooo...
- ...ściśle tajne? - spytał rozbawiony
- Dokładnie.
- Dobrze, poczekam tu na nią.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę i zastanawiałam się jak wyjść z tej sytuacji bez szwanku.
- Za ile mniej więcej wróci? - spytał wyjmując komórkę z kieszeni spodni. Niestety, chyba nie złapał jej zbyt mocno, bo wyślizgnęła mu się upadając z hukiem na ziemie. Westchnął i schylił się, żeby ją podnieść. Z bijącym sercem patrzyłam jak po omacku dotyka podłogi szukając tego przeklętego telefonu. Po kilku sekundach zamiast komórki dotknął mój but. Wstrzymałam oddech i z napięciem oczekiwałam co teraz zrobi. Nieco zdziwiony najpierw go pomacał, a kiedy nie mógł domyślić co to jest schylił się, żeby zobaczyć.
- Juśka?! - krzyknął, gdy zajrzał pod stół - A co ty tutaj robisz?!

   Obudził mnie ten durny budzik. Serio, tego kto wymyślił to cholerstwo powinno się powiesić. Albo jeszcze gorzej. Nastawiać mu budzik co 5 minut. Najlepiej taki jak mój - mega głośny z denerwującym dzwonieniem. Niechętnie wstałam i poczłapałam w kierunku łazienki. Myjąc zęby cały czas myślałam o wczorajszej sytuacji. Podglądaczka jest ze mnie rewelacyjna. I jeszcze jak się chowałam pod stołem, żeby... niee, to pozostawmy bez komentarza. I tak potem musiałam znosić śmiechy tej dwójki. Westchnęłam odkładając szczoteczkę na miejsce. Najchętniej przeleżałabym w łóżku cały dzień. Niestety, los chciał widocznie inaczej, bo zaburczało mi w brzuchu. Z markotną miną skierowałam się w stronę kuchni. Niechętnie otworzyłam lodówkę przeglądając jej zawartość. Szukałam czegoś co mogę zjeść od razu, bo nie chciało mi się robić żadnego śniadania. I jak na złość nikt nie mógł go zrobić za mnie. Mama pewnie nadal spała, a tata już dawno pojechał do pracy. Już miałam się załamać i zacząć głodować, gdy między masłem, a jogurtami dostrzegłam kawałek ciasta.
- Jestem na skraju rozpaczy, więc chyba mogę zjeść coś słodkiego - mruknęłam wyciągając je z lodówki.

   Siedziałam przed telewizorem jedząc ostatki ciasta. Akurat leciał jakiś durny program, który zbytnio mnie nie interesował. Nie wiedziałam nawet jak się nazywa. Ale ponieważ nie miałam nic innego do roboty nadal bezmyślnie wgapiałam się w telewizor. Po kilku minutach usłyszałam kroki. Ktoś schodził po schodach. Nie przejęłam się tym zbytnio, gdyż zapewne była to mama. I nie myliłam się. Po chwili moja rodzicielka pojawiła się przede mną zasłaniając mi telewizor.
- Cześć, leniuchu.
- Witaj, śpiochu - mruknęłam robiąc jej miejsce na kanapie - Siadaj.
- Dzieku... - przerwała, gdy zobaczyła co jem - Czy to jest MÓJ kawałek ciasta?
- Yyy... Nieee... no skąd...

   Jak nie trudno się domyślić zostałam brutalnie zmuszona do kupna nowego. Podczas, gdy mama szukała portmonetki ja poszłam się ubrać. Wybrałam moją ulubioną tunikę i pasujące do niej czarne legginsy. Szybko się umyłam i przebrałam w przygotowane wcześniej rzeczy. Potem wystarczył lekki makijaż i byłam gotowa. Popatrzyłam w lustro i powiem szczerze, że wyglądałam świetnie. Zadowolona ze swojego wyglądu zeszłam na dół. Ledwo co zdążyłam wejść do kuchni, a już matka dała mi do ręki jakiś papierek z banknotem w środku.
- Daję ci pieniądze i listę zakupów.
- Jak to "listę"? - zapytałam zdziwiona patrząc na kartkę, którą miałam w ręce - Miałam ci tylko to ciasto kupić.
- No tak, ale zauważyłam, że w lodówce brakuje też paru rzeczy...
- Ale to zajmie dużo czasu - jęknęłam rozwijając papier i patrząc na te wszystkie produkty
- Tym lepiej. Następnym razem się zastanowisz zanim zjesz coś mojego.

   Popatrzyłam kolejny raz na listę i rzeczy w koszyku. Okej, chyba wszystko jest... A nie. Jeszcze mąka. I to nie byle jaka. Pfff, ale ta mamuśka ma wymagania. Dla mnie to jedno i to samo. Westchnęłam wkładając listę do kieszeni. Okej, czas na wielkie poszukiwania. Potem już tylko do kas i do domciu. Niechętnie ruszyłam do przodu zastanawiając się gdzie do cholery może być tu mąka. Niestety, przez moje rozmyślania nie zauważyłam wychodzącego zza zakrętu chłopaka. Zderzenie było nieuniknione. Nawet dokładnie nie wiem co się stało. W każdym razie siedziałam na zimnej podłodze, a obok mnie leżały porozrzucane rzeczy z koszyka.
- Boże, przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział chłopak pochylając się i podając mi dłoń - Nic ci nie jest?
- Nie, nie - mruknęłam łapiąc go za rękę i wstając. Dopiero, gdy już stałam na nogach spojrzałam na jego twarz. Jasna cholera! To ten chłopak z przebieralni! Moje przerażenie było chyba wręcz namacalne, bo zaczął się cicho śmiać.
- Cześć, podglądaczko - mruknął puszczając do mnie oko, a ja pomyślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemie.



~*~

W końcu jest wyczekiwany rozdział 3! 
I jak? Podoba Wam się? 8))

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 



środa, 12 sierpnia 2015

Rozdzial 2 - "Spodniczka"

"- Możemy porozmawiać?
  - Nie mamy o czym - chciałam zamknąć drzwi, ale przewidział to i szybko wszedł do środka - Wynocha!
  - Daj mi chociaż pięć minut - miałam zamiar zaprzeczyć, ale zaczął mówić dalej - a potem możesz mnie wyrzucić.
  - Pięć minut. I ani sekundy więcej"


- Kochanie...
- Nie mów do mnie kochanie!!!
- Przepraszam, byłem... - zawahał się i spojrzał na mnie - jestem idiotą.
- To to ja wiem - mruknęłam krzyżując ręce na piersi
- Kocham cię...
- Szkoda, że ja ciebie już nie.
- Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim wylądowałeś w łóżku z tą zdzirą
- Kochanie, wiem że źle zrobiłem. Ale wybacz mi proszę, ten jedyny raz.
- Chciałeś chyba powiedzieć - ten pierwszy raz.
- Kolejnych nie będzie.
- Chyba raczej - na kolejnych nie dasz się przyłapać?
- Justynko! Ile razy mam cię przepraszać? Nie wiem co jeszcze muszę zrobić, żebyś mi wybaczyła.
- Niektórych rzeczy nie da się wybaczyć.
- Kochanie...
- Chciałeś numer telefonu? Dostałeś go - mówiłam patrząc mu wyzywająco w oczy - Chciałeś żebym została twoją dziewczyną? Zostałam nią. Chciałeś odejść? Pozwoliłam ci.
- Wiem. Tak bardzo przepraszam. Proszę, pozwól mi wrócić.
- Ach tak? Teraz chcesz wrócić? - syknęłam zaciskając dłonie w pięści i przypominając sobie jak zastałam mojego ukochanego posuwającego jakąś blondynę - Wybacz, twoje trzy życzenia zostały spełnione.
- Jusiu...
- Twoje pięć minut dobiegło końca - oznajmiłam drżącymi rękoma otwierając drzwi. Daniel popatrzył jeszcze chwilę na mnie, ale widząc moją minę posłusznie wyszedł z mieszkania. Kiedy już zamknęłam za nim drzwi oparłam się o nie. Co on myślał? Że tak po prostu przyjdzie, przeprosi i od razu rzucę mu się w ramiona? Łzy same zaczęły napływać mi do oczu. Tyle nieprzespanych nocy... Tyle dni spędzonych na płaczu... A on myślał, że tak od razu mu przebaczę? Po tym jak mnie skrzywdził? Jedna łza spłynęła po moim policzku. A za nią podążyły następne. Przypomniałam sobie jak zastałam Daniela z inną. Na samo wspomnienie tego upokorzenia, tego bólu, który odczuwa się gdy walą się wszystkie zbudowane z piasku zamki, poczułam taki żal, że ponownie się rozpłakałam.

   Minął miesiąc. Na początku Daniel jeszcze nie raz mnie przepraszał i chciał wrócić, ale potem już sobie odpuścił. W sumie chyba się z tym pogodziłam. Nie jestem nawet pewna czy naprawdę go kochałam czy było to tylko zauroczenie.
- Gnomiee! - usłyszałam głos przyjaciółki
- Coo? - odkrzyknęłam podchodząc do kabiny
- Słuchaj, bo mam tu dziurę, weź mi zamień, okej? - zza materiału oddzielającego sklep od przebieralni wystawiła rękę z czarną spódniczką
- Ech, no okej - westchnęłam biorąc od niej ubranie
Poszłam w stronę działu ze spódniczkami i zaczęłam szukać identycznej jak ta którą dała mi przyjaciółka. Praktycznie przez ostatni miesiąc to ona mnie pocieszała. Przychodziła ze smutnymi romantycznymi filmami nad którymi potem jedząc słodycze wylewałyśmy łzy. Kazała mi nie siedzieć w domu i ciągle gdzieś mnie wyciągała. A to na spacer, a to na kręgle, a to do kina. Porównywała Daniela do różnych brzydkich, lecz też śmiesznych stworzeń. I co najważniejsze - była cały czas ze mną. Jednym słowem przyjaciółka jakich mało. Prawdziwy skarb.

   W końcu znalazłam tę durną spódniczkę i zadowolona z siebie ruszyłam w stronę przebieralni. Mój entuzjazm natychmiast się zmniejszył, gdy dotarłam na miejsce. Było koło piętnastu kabin, a ja kompletnie zapomniałam w której ona była. Chyba gdzieś na końcu... Zatrzymałam się przy jeden z tylnych i wzięłam głęboki oddech.
- Jula? - wyszeptałam imię przyjaciółki, ale nikt mi nie odpowiedział. Powoli odsunęłam kawałek zasłony i zajrzałam do środka. Zamarłam. Stanęłam jak ten słup soli nie mogąc wykonać żadnego, ani najdrobniejszego ruchu. Nie trudno się domyślić, że wcale nie zobaczyłam tam jej. Moim oczom ukazał się chłopak, który właśnie ściągał koszulkę ukazując tym samym umięśniony tors. Na ten widok nie jednej odebrałoby mowę. A już tym bardziej mi, gdyż nie byłam przyzwyczajona do takich widoków. Kiedy tylko ściągnął ją do końca mogłam w końcu zobaczyć jak wygląda. I tu też stanowczo mnie przymurowało. Jego krótkie włosy w kolorze czarnej czekolady były lekko potargane. Pod nimi można było dostrzec śliczne, brązowe oczy. Chociaż miał chłopięcą twarz to dwa pieprzyki koło nosa sprawiały, że stawał się uroczy. W tym samym momencie podniósł głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Najpierw był nieco zdziwiony, ale po chwili nieśmiało się uśmiechnął. Ja jednak wtedy odzyskałam zdolność ruchu, i chociaż miał czarujący uśmiech szybko się wycofałam. Już miałam zamiar wybiec ze sklepu, ale właśnie wtedy z kabiny obok wyszła Julka.
- O! Tu jesteś! A ja już myślałam, że kosmici cię porwali - pokiwała zrezygnowana głową, a po chwili pociągnęła mnie za rękaw w stronę kabiny - No chodź gnomie! Muszę przymierzyć tą spódniczkę!

   Po założeniu stery ciuchów w końcu zdecydowała się na parę rzeczy i mogłyśmy spokojnie zrobić sobie małą przerwę. Na całe szczęście nie natknęłyśmy się na tego chłopaka. Było mi strasznie wstyd za tamtą sytuację. Wyszłam na podglądaczkę...
- Co ci tak mina zzrzedła? - spytała zaskoczona Julka patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami - Idziemy na sushi! Cały poranek o tym trajkotałaś.
- Nie no... bo... po prostu... - jąkałam się nie wiedzieć czy opowiedzieć jej o tym czy wymyślić jakąś wymówkę
- Ejejej! - zatrzymała się i położyła dłonie na moich barkach, a potem spojrzała mi uważnie w oczy - Co ty mi się tu wykręcasz?! Gadaj co jest na rzeczy!
- Jula... spokojnie... - odepchnęłam ręce przyjaciółki, a potem widząc jej minę cicho zachichotałam - Zaraz ci wszystko opowiem.

   -Że co?! - krzyknęła, a po chwili zaczęła krztusić się kawałkiem sushi. Westchnęłam i klepnęłam ją w plecy.
- Tylko mi się tu nie udław. Wydałam wszystko na nowe ciuchy i nie miałabym ci za co kwiatów na grób kupić. Przyjaciółka popatrzyła na mnie udając powagę, ale po chwili wybuchła śmiechem.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam pochylając się nad moją tacką z jedzeniem
- Serio gapiłaś się na niego jak głupia? - spytała po chwili opanowując śmiech, a ja się zarumieniłam - Nie no, rozumiem cię.
- Serio?
- Noo! Sama bym chciała tak sobie popatrzeć - mimowolnie westchnęła, a ja zachichotałam. Cała Juleczka.
- Ej, czy to nie ten chłopak? - spytała pokazując na kogoś za mną, a ja nawet nie oglądając się wskoczyłam pod stół - Co ty robisz?
- A jak myślisz?!
- Noo... gdybym była chłopakiem myślałabym, że chcesz zrobić mi loda - rozwścieczona kopnęłam ją w kostkę - Auu! A to za co?
- Ukrywam się, downie! Nie zdemaskuj mnie! 





~*~

No i mamy rozdział drugi! 
Janusz jest jak obiecałam? Jest.
Więc cieszcie się i radujcie hahahh xd 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdzial 1 - "Zdrada"


- Justyyyynkooo!
- Już idee! - krzyknęłam stopując film, który aktualnie oglądałam. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Minęłam łazienkę, salon, a później kuchnię. W końcu z oddali zobaczyłam sylwetkę mojej mamy. Pokonałam przedpokój i wyszłam przez otwarte drzwi. Mama stała i śmiała się z taty, który pomagał taksówkarzowi schować ich bagaże. Cóż, nie wychodziło im to najlepiej. Kiedy w końcu jakoś wcisneli te wszystkie walizki popatrzyła na mnie.
- Musimy już jechać... Dasz sobie radę przez te dwa tygodnie? - spytała z nutką niepewności w głosie
- Pewnie! Przecież nie mam pięciu lat - uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam ją
- Nie mogę się przyzwyczaić, że moja córeczka jest już dorosła.
Roześmiałam się. Kilka dni temu skończyłam osiemnaście lat, a ta już rozpacza. Pożegnałam się z rodzicami i patrzyłam jak idą w stronę taksówki.
- I pamiętaj: żadnych imprez! - krzyknął tata otwierając mamie drzwi od auta - Dom ma lśnić jak wrócimy!
- Oczywiście!
Gdy tylko taksówka zniknęła z pola widzenia wróciłam do domu. Był piątkowy wieczór i to wcześnie, bo była dopiero siedemnasta. Postanowiłam się wystroić i zrobić niespodziankę mojemu chłopakowi Danielowi. Byłam z nim od ośmiu miesięcy i naprawdę go kochałam. Pamiętam jak pierwszy raz się spotkaliśmy. Było to kiedy jeszcze pracowałam w kawiarni. Od chwili gdy tylko mnie zobaczył zaczął mnie podrywać. Mówił wiele miłych komplementów, proponował spotkania, prosił o numer telefonu, a ja cały czas mówiłam nie. Ale on się nie poddawał i przychodził codziennie. Zadziwiał mnie swoją wytrwałością. W końcu mu uległam i dostał ten numer telefonu. Podczas spotkania okazało się, że jest naprawdę fajnym facetem, więc oczywiście kontynuowaliśmy naszą znajomość. W końcu poprosił bym została jego dziewczyną. Cóż... Zgodziłam się. Miał dużo zalet, choćby to, że był bardzo troskliwy i kochany. No i nie zapominajmy zaznaczyć iż był też przystojny. Wysoki, zbudowany niczym grecki bóg, o zawadiacko opadających na twarz włosach, idealnie złocistej skórze i lazurowych oczach. Jednym słowem cud natury, na dodatek obdarzony czarującym uśmiechem. Zazdrościła mi go prawie każda dziewczyna. Uśmiechnęłam się pod nosem i szybko wróciłam do pokoju.

   Stanęłam przed lustrem i po raz setny poprawiłam makijaż i fryzurę. Potem przejrzałam się dość krytycznym wzrokiem w lustrze. Ciemnobrązowe włosy, ani proste, ani kręcone, spięłam starym zwyczajem na czubku głowy. Kilka kosmyków opadało mi na twarz, tworząc wrażenie przypadkowego nieładu. Figura niezła, a dzięki lazurowej sukience, którą dzisiaj założyłam wyglądałam jeszcze szczuplej. Najbardziej dumna byłam z talii - idealnie płaski, wręcz wyrzeźbiony brzuch i obwód tak mały, że co poniektórzy obejmowali go obiema dłońmi. Za to co powyżej i poniżej było już bardziej krągłe. Czasem miałam wrażenie, że za bardzo. Dość regularne rysy twarzy, delikatny dołeczek w brodzie i drugi w policzku, widoczny, gdy się uśmiechałam. Zbyt wydatne usta, co do których zawsze miałam wątpliwości, że zdominowały całą twarz. Wiele razy słyszałam dużo miłych komplementów, jednak nie uważam siebie za jakąś przepiękną. Westchnęłam i sięgnełam po torebkę. Wyjęłam z niej telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Było w pół do dziewiętnastej.
- Za jakieś pół godziny powinnam u niego być - mruknęłam pod nosem chowając komórkę do torebki. Szybko zeszłam na dół, bo usłyszałam dźwięk klaksona.

   W końcu dojechaliśmy na miejsce. Zapłaciłam kierowcy, po czym powoli wysiadłam z taksówki. Cóż, nie często nosiłam buty na tak wysokim obcasie. Popatrzyłam w stronę domu Daniela i aż mi szczęka opadła. Wszędzie było pełno ludzi, z okien migały kolorowe światła, a muzyka była niemal ogłuszająca. Wyglądało na całkiem niezłą imprezę. A już miałam nadzieję, że będziemy sami...

   Niepewnie ruszyłam w stronę domu. Na szczęście drzwi były otwarte, więc bez problemu weszłam. Pare facetów od razu mnie zauważyło i co rusz słyszałam różne teksty w moim kierunku. Daniela jakoś nie widziałam, ale za to zobaczyłam mojego przyjaciela ze szkoły. Zawołałam go po imieniu, jednak muzyka była tak głośna, że nic nie usłyszał. Przecisnęłam się przez tłum ludzi i w końcu się do niego dopchałam.
- Marek! - chłopak szybko się odwrócił i teraz staliśmy twarzą w twarz
- Jusia?! - dawno nie widziałam, żeby ktoś był tak zdziwiony
- Nie, Genowefa - mruknęłam sarkastycznie
- Ah, teraz mam pewność, że to ty! - głośno się roześmiał i mnie przytulił
- Widziałeś Daniela?
- Hmm... Niedawno jeszcze się tu kręcił, ale teraz nie mam pojęcia gdzie może być.
Westchnęłam rozczarowana, ale podziękowałam mu. Skierowałam się na drugie piętro. Tutaj nie było za dużo ludzi, a jeśli już to jakieś całujące i obmacujące się pary. Pomyślałam, że być może Daniel poszedł na taras. Często tam był z kolegami, bo wtedy mógł spokojnie zapalić i nie zaczadzać sobie mieszkania. No i owszem - stało tam trochę ludu, ale jego jak na złość nie było. Zrezygnowana zawróciłam i chciałam zejść na dół. Niestety, żeby to zrobić musiałam przejść przez pokój z którego dochodziły dość jednoznacze dźwięki. Westchnęłam i powoli nacisnęłam klamkę. Miałam ochotę szybko przebiec i nie przeszkadzać kochającej się parze, ale gdy tylko otworzyłam drzwi świat runął mi na głowę. Stałam jak zamurowana i jedyne co wydobyło się z moich ust to cichy jęk rozpaczy. Blondynka spojrzała w moją stronę, a po chwili zrobił to i jej kochanek...

   Dziesięć minut później jechałam samochodem Marka, który łaskawie zgodził się mnie odwieźć. Zresztą był naprawdę dobrym kumplem, więc widząc mnie w potrzebie nie wahał się ani chwili. Oparłam głowę o szybę, a łzy powoli spływały po moich policzkach. Po chwili Marek to zauważył i od razu zareagował.
- Ej, Jusia, nie płacz - prawą ręką pogładził mnie po ramieniu - Ten dupek i tak nie był ciebie wart.
Wymusiłam na twarzy coś na kształt uśmiechu, a po chwili sięgnęłam po torebkę. Wyciągnęłam z niej paczkę chusteczek i głośno wysmarkałam nos. Marek zaśmiał się cicho i spojrzał na mnie rozbawiony. Lekko się uśmiechnęłam wycierając mokre od łez policzki.
- To teraz opowiedz jak przyłapałaś go na zdradzie.
- Nie ma tu co opowiadać - mruknęłam niechcąc drążyć tego tematu
- Żartujesz?! - krzyknął roześmiany - Uciekał za tobą w samych majtkach przez salon pełen ludzi!
- No i?
- Kulał!
- Wcześniej mocno oberwał.
- Goniłaś za nim ze strzelbą!
- Akurat była pod ręką.
- Juśka! - tym razem otwarcie się śmiał - Zwariuje przez ciebie!
Westchnęłam. Dobra, może i wyglądało to zabawnie, ale mi nie było do śmiechu.
- Mam ci opowiedzieć? - spytałam ukradkiem wycierając zdradziecką łzę
- Dajesz.
- Nie jest tego za dużo. Przyłapałam go na zdradzie i zaczęłam krzyczeć. Po chwili już stał na nogach i przepraszał, ale nawet tego nie słuchałam tylko od razu dałam mu w pysk. W sumie mówił tylko, że ostatnio nam sie nie układało i odchodzi ode mnie. A potem kiedy się tłumaczył zwalając wszystko na swoją kochankę to ta rozwścieczona przywaliła mu w jaja. Ja tym czasem ze ściany zdjęłam strzelbe, ale ten już zdążył uciec. Więc zaczęłam go gonić, a kiedy gdzieś mi zwiał poszłam do ciebie. Resztę znasz.
- Tak - zachichotał - Poprosiłaś mnie o pozdwózkę
- Co cię tak śmieszy?
- Szkoda, że nie widziałaś jak to komicznie wyglądało, gdy...
- Skończ z tym już! - krzyknęłam, ale po chwili wyobraziłam to sobie w głowie i też cicho zachichotałam

   Tamtego wieczoru nie płakałam. Ledwo co wróciłam poszłam spać. Koszmar zaczął się następnego dnia. I kolejnego. I jeszcze jednego. I następnego....

   Właśnie po raz kolejny łykałam własne łzy szczelnie otulona kołdrą. Rodzice mieli wrócić dopiero za kilka dni, więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby popłakać w samotności. Kolejny raz tęsknie popatrzyłam w stronę telefonu. Nic. Nadal żadnej wiadomości. Minął tydzień, a Daniel nadal się nie odezwał. Nie przyszedł, nie zadzwonił, nie wysłał nawet głupiego smsa. Widać nie zależało mu na mnie.
- A ty głupia idiotko go kochałaś! - odezwał się cichutki głosik w mojej głowie
Sięgnełam po kolejną chusteczkę klnąc w duchu własną głupote. I nagle zamarłam, bo ktoś załomotał do drzwi. Kto to może być? I to o tej porze? Niechętnie podniosłam się z łóżka i podeszłam do drzwi. Z lekkim wahaniem otworzyłam je. Jeśli przed moimi drzwiami stałby diabeł nie byłabym bardziej zaskoczona niż teraz.
- Daniel?! - krzyknęłam patrząc na niego jak na ducha - A co ty tu robisz?!
- Możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym - chciałam zamknąć drzwi, ale przewidział to i szybko wszedł do środka - Wynocha!
- Daj mi chociaż pięć minut - miałam zamiar zaprzeczyć, ale zaczął mówić dalej - a potem możesz mnie wyrzucić.
- Pięć minut. I ani sekundy więcej. 



~*~

I oto mamy pierwszy rozdział! 
Napisz swoją opinię w komentarzu ♥

Następny rozdział niebawem 8))