środa, 2 września 2015

Rozdzial 9 - "Meski kolor"

" - O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
  - Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
  - O tym, że są razem.
  - Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
  - Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła"


   - Boże, Kaśka! - krzyknął Rafał patrząc na swoją białą koszulę. Tym razem było też na niej trochę czerwonych kropek. Czyli mieszanina ponczu i mojej śliny.
- To była moja jedyna biała koszula!
Spojrzał na mnie z takim wyrzutem i wściekłością w oczach, że ktoś inny wiałby jak najdalej. Ale nie ja. Wyglądał tak śmiesznie. Jak taki duży, puchaty miś, który się obraził, że zabrano mu słoiczek z miodem. Nawet waga się zgadzała.
- Spierze się - wykrztusiłam powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Wymamrotał coś całkiem niecenzuralnego i sięgnął po serwetkę. Chyba nie wierzył w moje słowa i chciał zetrzeć choć trochę te czerwone krople. Niestety efekt był całkiem inny. Chciał wyciągnąć jedną serwetkę, ale jak wiadomo zawsze wyciąga się więcej. Tak było i w tym przypadku. Wszystkie się wysypały przewracając blaszane pudełko, które walnęło o butelkę. Rafał próbował ją złapać, by się nie przewróciła. Niestety, nie udało mu się to. Butelka poleciała na prawo uderzając o szklaną miskę z ponczem. Naczynie niebezpiecznie się zachwiało. Próbowałam ostrzec mojego przyjaciela, żeby się odsunął. Jednak zanim zrozumiał co się dzieje miska przewróciła się na bok wylewając swoją zawartość na biednego Rafała. Stał teraz cały mokry patrząc na nas zdezorientowany. Jego koszula nasiąkła ponczem i zrobiła się cała różowa. Gdy popatrzył na nią wyglądał jakby miał się rozpłakać. A potem kiedy jeszcze dotknął swoich mokrych włosów i mocno ścisnął próbując je wyżąć nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Chichrałam się tak długo, że z moich oczu poleciały prawdziwe łzy. Rafał patrzył na mnie z mordem w oczach, ale ja się tym nie przejmowałam. Wręcz przeciwnie. Dodatkowo mnie to rozbawiło.
- No i z czego się tak śmiejesz? - wysyczał nie zważając na to, że poncz z jego włosów małymi kropelkami spada na drogie buty.
- Z ciebie - powiedziałam, gdy uspokoiłam się już trochę. Niestety, tak śmiesznie wyglądał, że znowu się roześmiałam.
- Too... ja wam może nie będę już przeszkadzać - mruknęła dziewczyna przypominając o swoim istnieniu. Prawie o niej zapomniałam. Kątem oka zauważyłam jak Łukasz odprowadza ją wzrokiem.
- Wyjaśnicie mi o co tu chodzi? - spytałam bezradnie podnosząc ręce do góry
- NIE! - niemal ryknął Rafał, który cały czas patrzył na mnie z wściekłością
- Czemu?
- Zobacz co zrobiłaś z moją koszulą! - krzyknął pokazując na nią - Jest różowa!
- Jak to mówią: nie samą koszulą żyje człowiek - zadrwiłam
- Ale... Ale...
- O co ci chodzi? Przecież róż to taki męski kolor, Rafałku - chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem - No co?
- Nieee! Ja nie wytrzymam?! Zabierz ją - zwrócił się rozwścieczony do Łukasza, który patrzył na mnie pokładającą się ze śmiechu - Zabierz ją, bo nie odpowiadam za siebie!
- Przesadzasz - oznajmił roześmiany Łukasz
- ŻE CO?! - wrzasnął tak głośno, że wszyscy wokół popatrzyli w naszą stronę
- I okazuj swoją złość ciszej jeśli łaska...
Chyba zabrakło mu słów, bo tylko tępo się mu przyglądał.
- Ja przez Was zwariuje - mruknął w końcu
- Dobra, już damy ci spokój. Rozejm? - spytałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Najpierw popatrzył na nią osłupiale, ale po chwili chytrze się uśmiechnął.
- Rozejm - oznajmił zadowolony podchodząc do mnie. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie uścisnął mi dłoni, tylko rozłożył ręce jakby chciał mnie przytulić. Już miałam uciekać, ale przewidział to i szybko zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Niee - zapiszczałam tylko gdy mokry Rafał przytulił się do mnie. Po chwili poczułam jak wilgoć z jego ubrań przechodzi na moje. W końcu puścił mnie uśmiechając się szeroko. -
 Teraz jesteśmy kwita - powiedział, a po chwili roześmiał się na widok mojej kwaśnej miny.
- Wal się - mruknęłam udając obrażoną i krzyżując ręce na piersi
- Oj, Kasieńko, przecież ty zaczęłaś - cmoknął z przyganą
- To nie ja źle wyjęłam serwetki.
- No i jeszcze może powiedz, że sam się opryskałem ponczem?
- Nie, ale za to ty w dwie minuty stałeś się gejem.
- Jakbyś poczekała aż do ciebie przyjde to nie byłoby tematu.
- Czekałam wystarczająco długo. A ty, miałeś zadzwonić do mnie jak tylko przyjedziesz.
- Mówiłem, że wystąpiły pewne komplikacje i musiałem...
- Och, przestań! - krzyknęłam przerywając mu - Dobrze wiesz jak się czuję wśród tych snobów!
- Dobra, koniec - oznajmił roześmiany Łukasz - Dokończycie kłótnię później. Teraz musicie się wysuszyć.
Przyznaliśmy mu rację. Byliśmy cali mokrzy, a poza tym jeszcze trochę i skoczylibyśmy sobie do gardeł. Łukasz powiedział, że zaprowadzi nas w stronę łazienki. Niepewnie poszliśmy za nim.
- Ja nie wiedziałem, że ty masz taki sokoli wzrok - wyszeptał mi do ucha Rafał
- Coo?
- No bo tu jest pare setek osób, a ty mnie wśród nich wszystkich wypatrzyłaś.
Roześmiałam się.
- Wiesz... to nie było takie trudne.
- Czemu?
- Wyróżniasz się z tłumu. Jesteś dość niski i pulchny - tu popatrzył na mnie z miną groźnego niedzwiadka, któremu mówi się, że jest puszysty - więc wśrod tych wszystkich szczupłych, wysokich przystojniaków wyglądasz jak Frodo, który zgubił drogę do Mordoru.
- Ciekawe porównanie - mruknął, a po chwili wzrócił się do Łukasza - Sam! Poczekaj na nas!
- Dobrze, panie Baggins - powiedział zatrzymując się i odwracając do nas
- A ja? Kim będę? - spytałam, bo uwielbiałam film "Władca Pierścieni"
- Z wyglądu mogłabyś być elfem - uśmiechnął się nieśmiało Łukasz. Poczułam jak się rumienię. To tak jakby mi powiedzieć, że jestem śliczna. Przecież elfy słyną z tego, że są piękne.
- Przestań jej prawić komplementy i mów prawdę - spojrzałam na Rafała pytająco - Mi bardziej z wyglądu i charakteru przypominasz golluma
- No wiesz co! - krzyknęłam oburzona, a ten głośno się roześmiał.

   Kilka minut później byliśmy już we trójkę w łazience. Od razu dostrzegłam ręczniki i szybko chwyciłam dwa z nich. Chciałam jeden podać Rafałowi, ale ten już zaczął się suszyć. Jak widać wybrał metodę inną niż moja. Po prostu włączył suszarkę leżącą gdzieś niedbale. Roześmiałam się, gdy chłopaki zaczeli robić durne miny i pozy. Udawali, że mają długie włosy i na niby je odgarniali.
- Tap madel - powiedziałam głupim głosem naśladując Joanne Krupe
- Jak myślisz? Nadajemy się? Możemy startować? - spytał Rafał
- No macie ten potenszjal
Po chwili Łukasz przejął suszarke i skierował ją na mnie. Zasłoniłam twarz dłońmi, a moje włosy poleciały do tyłu. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, aż nagle usłyszeliśmy sygnały dzwonka. Rafał zmarszczył brwi jakby usilnie się nad czymś zastanawiając. Jednak dźwięk powtórzył się jeszcze dwa razy i w tym momencie go olśniło.
- Szybko! Rzuć suszarkę! Bo porazi cię prąd! - wykrzyknął w stronę Łukasza, ale ten nim to zrobił z góry ze zraszaczy polała się woda...



~*~

Yyy... ten... byłybyście złe, gdybym przez pomyłkę...
całkiem niechcący...
uśmierciła Yoczooka?

Uwaga jeden komentarz to o jedna wiecej szansa iż nie umrze XDD

Przepraszam, że tyle rozdziału nie było, ale przygotowywałam się do szkoły,
wiecie jak to jest :") 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdzial 8 - "Snoby"

"W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci"
 
   Powoli świadomość zaczęła do mnie docierać. Słyszałem jakieś dźwięki, które mówiły o tym co może znajdować się w moim otoczeniu. Szum wiatraka i głosy przekształcone jakby komputerowo. Pewnie z telewizora. Chciałem otworzyć oczy, ale powieki były ciężkie jak z ołowiu. A do tego strasznie bolała mnie głowa. Jakby w mój mózg wbijało się miliard małych igieł. Podniosłem rękę i zacząłem masować czoło. Pomogło. Nadal bolało, ale mniej.

   W końcu przemogłem się i powoli otworzyłem oczy. Wszystko widziałem jak przez mgłę. Znajdowałem się w jakimś pokoju. Był on typowo umeblowany jak dla nastolatki. Szafa, komody, biurko z laptopem i łóżko na którym leżałem ja. Tylko jak się tu znalazłem? - pomyślałem próbując przypomnieć sobie, ale bez skutku. Chciałem wstać, ale momentalnie zakręciło mi się w głowie. Syknąłem z bólu i powoli wróciłem do pozycji leżącej. Gdzie ja jestem? - zadałem kolejne pytanie rozglądając się po przytulnym wnętrzu. Nagle usłyszałem kroki, a drzwi złowrogo zaskrzypiały. Ktoś wchodził do pokoju. Szybko przemknęło mi przez myśl, że mogę udać, że śpię. Przymknąłem oczy i lekko rozchyliłem usta, starając się uspokoić oddech, by był wolniejszy i bardziej miarowy. Usłyszałem odgłos zamykanych drzwi, a po chwili kroki. Stawały się coraz głośniejsze. Wnioskowałem, że ktoś zbliżał się w moją stronę. Nagle poczułem cudny zapach. Jakby... jabłek z cynamonem? Skąd ja go znam? - pomyślałem próbując sobie przypomnieć. I nagle mnie olśniło. Kiedy przytulałem się do Jusi jej włosy tak pachniały. Pewnie używała szamponu o takim zapachu. Zamarłem, gdy poczułem jak jakaś dłoń delikatnie głaszcze mnie po policzku. To było tak rozkosznie przyjemne... Momentalnie poczułem jak się rozluźniam. Nagle nawet głowa mnie już nie bolała. Niestety, po chwili przerwała. Z przekąsem pomyślałem, że chętnie poprosiłbym o więcej. Lekko uchyliłem powieki i zobaczyłem jak Jusia się obraca mając zamiar odejść. Szybko złapałem ją za rękę.
- Janek? - spytała zaskoczona patrząc w moją stronę - Nie śpisz?
- Już nie... - wyszeptałem przypatrując się jej pełne zaskoczenia oczy. Piękne oczy.




~ Perspektywa Kasi ~

    Z uwagą rozglądałam się dookoła, chłonąc całe piękno otoczenia i z melancholią zastanawiając się, czy jednak nie wybrałam zbyt skromnej kreacji. Cóż, byłam tylko w klasycznej czarnej sukience. Po raz setny zastanawiałam się za jakie grzechy zgodziłam się na pójście na tą imprezę charytatywną. No tak. Fundusze z niej idą na dom dziecka. Rafał wiedział czym mnie przekonać. A właśnie. Gdzie on jest? Miał zadzwonić, gdy przyjedzie. W pośpiechu wybrałam jego numer, ale oczywiście nie odbierał. Westchnęłam i rozejrzałam się. Same bogate snoby. Przynajmniej to wywnioskowałam po ubiorze i zachowaniu.

    I wtedy dostrzegłam w oddali mojego przyjaciela. Cóż, wyróżniał się z tłumu. Był dość niski, o lekkiej nadwadze. Okrągła twarz z zawsze szerokim uśmiechem, drobne zęby i wielkie oczy sprawiały urocze wrażenie. Taki jakby misiek. Ale chociaż w garniturze wyglądał szałowo złość miała przewagę nad zachwytem. Strasznie wkurzona szybko ruszyłam w jego kierunku. Stał z kieliszkiem w ręku obok jakiegoś chłopaka i zawzięcie z nim dyskutował. Gdy tylko mnie dostrzegł lekko się uśmiechnął. Jakby wszystko było w porządku! W duchu przyrzekłam sobie, że kiedyś wydrapię mu oczy. Rafał widząc moje wrogie nastawienie schował się za swoim towarzyszem. Stanęłam przed nimi i zmierzyłam wzrokiem mojego przeciwnika. Był szczupły i dość wysoki, bo prawie o głowę wyższy ode mnie. I jeszcze jego gęste, czekoladowe włosy dodawały mu parę centymetrów więcej. Może i nie był w moim typie, ale w tych jego dużych brązowych oczach można było się naprawdę zakochać. I ten powalający uśmiech. Przez to, że tak się na niego zapatrzyłam prawie nie zauważyłam, że Rafał próbuje uciec. Zaledwie kątem oka odnotowałam jak kieruje się między ludzi.
- Ej! Nie tak szybko! - złapałam go za rękaw koszuli
- Kaśka! Miej litość nad zwykłym śmiertelnikiem - jęknął patrząc na mnie błagalnym wzrokiem na co ja przewróciłam oczami
- Miałeś zadzwonić jak już przyjdziesz - mruknęłam puszczając go - Wiesz jak się czuję wśród tych snobów.
- Wiem, przepraszam. Po prostu wystąpiły pewne... - przerwał i popatrzył w stronę swojego towarzysza
- Hmm?
- Komplikacje... - dokończył i zaczął iść w jego kierunku - Poczekaj, zaraz wracam.
Zdziwiona odwróciłam się patrząc na rozgrywającą się przede mną scenkę. Jakaś dziewczyna podeszła do nich, a już po chwili zawzięcie o czymś rozmawiali. Nagle kobieta zmarszczyła czoło i popatrzyła na nich z niedowierzaniem. Powoli podeszłam do nich chcąc dołączyć się do rozmowy i dowiedzieć się o co chodzi.
- Ty to jeszcze rozumiem, ale... Łukasz, nie spodziewałam się tego po tobie - mruknęła dziewczyna patrząc na wysokiego bruneta
- No widzisz a jednak - powiedział uśmiechając się i obejmując Rafała
- Witam - niepewnie włączyłam się do rozmowy na co mój przyjaciel spojrzał na mnie ze zdziwieniem
- Eee.. Witaj. Kim jesteś? - dziewczyna zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem
- Kasia, przyjaciółka Rafała - wyciągnęłam do niej dłoń, którą niechętnie uścisnęła - O czym rozmawiacie?
- Och, o pewnych sprawach - zaczęła się śmiać jednak ten uśmiech nie docierał do oczu. Z nich można było wyczytać, że najchętniej wymordowałaby nas wszystkich.
- Jakich?
Rafał popatrzył na mnie zmieszany, a jego towarzysz odwrócił wzrok.
- Może chcecie ponczu? - spytał mój przyjaciel odwracając i sięgając po szklanki
- Zmieniasz temat - mruknęła niezadowolna dziewczyna
- Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się lekko i biorąc od Rafała mój poncz - Więc o czym rozmawiacie?
- O ich... związku - wykrztusiła dziewczyna
- Związku? - zmarszczyłam brwi nic nie rozumiejąc
- O tym, że są razem.
- Ale kto? - spytałam biorąc łyk napoju
- Rafał i Łukasz - momentalnie wyplułam poncz opryskując wszystkich dookoła 



~*~ 

Jeśli ktoś nie wie kto to jest Kasia to spokojnie -

nie przegapił nic.
Kasia jest nową postacią i dopiero macie ją poznać! <3

A co do Rafałka i Łukasza mam nadzieję, że rozpoznajecie youtuberów.
I jak myślicie? Są gejami, czy to jakiś żart/przekręt, czy co? 8) 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdzial 7 - "Bolaca noga"

"Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.  
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej"

   Stałam osłupiała nie mogąc wykonać żadnego najdrobniejszego ruchu. W sumie nie pierwszy raz miałam tak w towarzystwie Jasia. Patrzyłam w jego piękne brązowe oczy i ten słodki nosek. Potem przeniosłam wzrok na kuszące usta, które były coraz bliżej mnie. Jednak gdy tylko jego wargi lekko musnęły moje odskoczyłam jak oparzona. Po chwili oczywiście syknęłam z bólu, bo boląca noga dała o sobie znać. Janek momentalnie znalazł się przy mnie. Oparłam się o niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko chcąc ukryć zakłopotanie. Wyglądał naprawdę uroczo.
- I co teraz robimy? - westchnął patrząc na mnie i w stronę reklamówek
- Nie mam pojęcia... Może ty weź siatki, a ja spróbuję jakoś dojść do domu...
- Daleko masz? - spytał niepewnie
- Nieee, do końca tej ulicy, potem w prawo i dwie minutki drogi
- Okej. Dam radę - mruknął łapiąc reklamówki. Miałam spytać o co mu chodzi, ale Janek szybko mnie złapał i podniósł do góry.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam patrząc na niego osłupiała
- Nie drzyj się, zaniosę cię.
Miałam zaprotestować, ale Janek zaczął iść.
- Jestem za ciężka...
- Bzdura! Jesteś leciutka! - powiedział i uśmiechnął się. Po chwili wahania wtuliłam twarz w jego szyję, a wtedy poczułam jak cały się napiął. Uśmiechnęłam się pod nosem w duchu dziękując wszystkim siłom wyższym za to, że się potknęłam.

   - To tutaj? - spytał patrząc na duży, biały dom
- Tak - szepnęłam, a wtedy Jaś powoli postawił mnie na ziemi. Momentalnie się zachwiałam. Chłopak szybko mnie złapał, bo jeszcze sekunda i przewróciłabym się.
- Pomogę ci - westchnął i ruszyliśmy w stronę furtki. Wystukałam kod na domofonie, a po chwili drzwiczki się otworzyły. Powoli weszliśmy do ogródka. Z każdym krokiem coraz bardziej bolała mnie noga, ale nie dałam tego po sobie poznać. I wtedy przypomniałam, że trzeba wejść po schodkach by dotrzeć do drzwi. Zacisnęłam mocno zęby i opierając się na Janku twardo szłam przed siebie. Szybko obliczyłam ile było schodków. Jasna cholera, aż dziewięć! Dobra, Juśka! Dasz radę! Po chwili jednak w to zwątpiłam. Już po pokonaniu pierwszego myślałam, że umrę. Przy drugim pociekły mi łzy, ale na szczęście Janek tego nie zauważył.
- Daj mi chwile - wystękałam, kiedy stanęliśmy na trzecim. Mocno zacisnęłam zęby i próbowałam powstrzymać łzy.
- Jusia? - spytał przerażony Janek odgarniając kosmyk moich włosów i patrząc na moją zapłakaną twarz - Aż tak boli?
- Tttak - wyjęczałam i rozpłakałam się, a wtedy on szybko mnie przytulił
- Ciii - szeptał delikatnie mnie głaszcząc - Chodź, zaniosę cię.
Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a już podnosił mnie do góry i wnosił po schodkach. Sprawnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Gwizdnął z podziwem na widok dużego mieszkania.
- Gdzie teraz?
- Prosto i po prawo do salonu - szepnęłam przez łzy.
Janek poszedł zgodnie z moimi wskazówkami i już po chwili znaleźliśmy się w dużym pomieszczeniu. Delikatnie położył mnie na kanapie.
- A co teraz? - spytał pochylając się nade mną. Czułam jego oddech na moich wargach. Głośno przełknęłam ślinę.
- Ttteraz... - jąkałam patrząc na jego usta i nie mogąc normalnie myśleć. Janek chyba to zauważył, bo lekko się uśmiechnął pokazując białe i proste zęby. Zakłopotana odwróciłam wzrok.
- Nadal boli? - spytał patrząc na moją nogę
- Trochę...
- Pokaż - pochylił się i dotknął mojej stopy. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam.
- Zimno ci? - spytał zatroskany
- Tak...
Janek pochylił się nade mną i mnie przytulił. Byłam nieco zdziwiona, ale nie powiem było miło. Jednak po chwili się ode mnie odsunął, a ja z przekąsem pomyślałam, że najchętniej tuliłabym się tak do niego cały czas.
- Może przyniosę ci koc?
- Ymm... Dobry pomysł...
- Ale gdzie on może być? - spytał roześmiany - Wiesz, twój dom jest jak labirynt.
- Ahh, no tak - mruknęłam zakłopotana - Pójdź na górę do sypialni rodziców i w szafie powinno być ich sporo.
- A to który pokój?
- Pierwszy po prawej.
- Oki! Zaraz wracam!


~ Perspektywa Jasia ~

   Po wejściu na drugie piętro skierowałem się w stronę prawego korytarza.
- Pierwszy pokój.... Pierwszy pokój... - mamrotałem starając się nie zapomnieć. Po chwili znalazłem się przed dużymi, mahoniowymi drzwiami. Lekko je otworzyłem i rozejrzałem się po wnętrzu. Za dużo tu tego nie było. Jedno duże małżeńskie łóżko i dwa stoliki nocne po każdej jego stronie. Naprzeciwko niego stała duża szafa. Z kolei na samym końcu pokoju były dwa, duże okna i drzwi wychodzące na taras. Łóżko o dziwo nie było pościelone, a kołdra układała się w jakiś taki dziwny kształt. Jednak nie przejąłem się tym zbytnio i ruszyłem w stronę szafy. Otworzyłem ją i rozejrzałem się po jej wnętrzu. W końcu znalazłem ten przeklęty koc. Już miałem go wyciągnąć, kiedy usłyszałem głośny krzyk. Chciałem się odwrócić, ale wtedy poczułem mocny cios w tył głowy. Lekko się zachwiałem, a wszystko przede mną rozmazało się. Ostatnie co zobaczyłem zanim runąłem na ziemie to sylwetka jakiejś postaci.


~*~

O dziwo, ten rozdział mi się podoba :) 
Błędów za dużo nie ma, długość odpowiednia, 
a i zakończenie dobre.

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdzial 6 - "Jusia i Wincent"

"Wzrokiem pełnym przerażenia spojrzałam na Janka. A ten co robił? Śmiał się!
- No... Ten teges... Znaczy... - jąkałam się chcąc jakoś to logicznie wytłumaczyć
- Znaczy, że ci się podobam? - spytał uśmiechając się łobuzersko, a ja głośno przełknęłam ślinę nie wiedząc co odpowiedzieć"

    Patrzył na mnie pytająco, ale wciąż lekko się uśmiechał. Ja tymczasem stałam jak ten słup soli zastanawiając się nad jakąś logiczną wymówką. Już miałam coś powiedzieć, gdy nagle Janek zbladł.
- Co się dzie... - nie zdążyłam dokończyć, bo szybko mnie objął i przyciągnął do siebie
- Udawaj moją dziewczynę - wyszeptał mi do ucha
Miałam zapytać co mu odwala, ale wtedy podeszła do nas Oliwka ze swoim nowym chłopakiem. Poczułam jak Janek ściska mnie jeszcze mocniej, a ja żeby dodać mu otuchy pogłaskałam go uspokajająco po plecach.
- Heej! Pamiętasz mnie jeszcze? - spytała roześmiana brunetka
- Jakże bym mógł zapomnieć - mruknął Jaś uśmiechając się sztucznie
- To Michał - wskazała na chłopaka obok niej
- Miło mi poznać - powiedział z uśmiechem i mrugnął do mnie. Momentalnie zmiękły mi kolana, więc całe szczęście, że Janek mnie trzymał. Popatrzyłam na niego. Sztuczny uśmiech zszedł z jego twarzy, dłonie zacisnął w pięści i patrzył dość wyzywająco w stronę Michała. Czyżby był zazdrosny? - pomyślałam uśmiechając się lekko.
- A ty jesteś...? - Oliwka zwróciła się do mnie
- Justyna.
- Piękne imię - dodał Michał, a ja poczułam, że się rumienię.
- To jakaś siostra, kuzynka, czy kto? - spytała patrząc w stronę Jasia
- Niee - zaprzeczył szybko - Jusia to moja dziewczyna.
- Och! Przepraszam - roześmiała się - Po prostu nie wyglądacie na parę. Długo ze sobą jesteście?
- Nieee, dość krótko - mruknął patrząc na mnie, a ja uśmiechnęłam się lekko. W sumie to się zgadza. Jestem jego "dziewczyną" od 2 minut.
- Dlatego jeszcze z tobą jest - podsumowała Oliwka
- Co?
- Poznasz go bardziej i dowiesz się jakim jest draniem. Myślisz, że dlaczego z nim zerwałam?
- A to teraz ty zerwałaś ze mną? - spytał rozzłoszczony - Po tym jak dowiedziałem się, że oprócz mnie masz trzech innych?
- Nie. Po tym jak nie chciałeś mi uwierzyć, że tak nie jest - syknęła
- A niby jak miałem ci uwierzyć skoro na moich oczach całowałaś się z jednym z nich?
Dziewczyna stała bez ruchu. Widać, że ją zamurowało. W końcu otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Janek jej przerwał.
- Dobra nieważne. Chodźmy do kasy - westchnął i ruszył przed siebie. Szybko popędziłam za nim oglądając się za Oliwką i Michałem. Chłopak jednak szedł szybciej niż myślałam, bo między nami była dość spora odległość.
- Janek... - szepnęłam, bo nie chciałam, żeby ktoś z dwójki za nami to usłyszał. Tylko ten musiał oczywiście mnie olewać.
- Janek - powtórzyłam tym razem nieco głośniej - Janek!
Nic. Nawet nie zwolnił. Odpuściłabym sobie, gdyby nie fakt, że trzymał MÓJ koszyk.
- Janek! - krzyknęłam rozzłoszczona, a ten w końcu się odwrócił.
- Po co wydzierasz się jak idiotka?

    Po zapłaceniu z dość słabymi humorami wyszliśmy ze sklepu. Przed nami było mnóstwo stoisk z różnymi rzeczami. Ledwo co szłam, bo byłam obwieszona siatkami. Janek co chwilę proponował, żebym mu je oddała, ale ja byłam twarda - nie będę go przecież wykorzystywać. Przechodziliśmy między tymi stoiskami i nagle poczułam jakiś straszny smród. Popatrzyłam w stronę skąd dochodził. Jakaś stara budka. Widać, że najlepsze lata miała za sobą.
- Paniusia się tak przygląda - mruknął jakiś mężczyzna w środku - Proszę bliżej, można obejrzeć.
- Eeee... Nie, dziękuję...
- Ale sprzedaję najlepsze śledzie w całej okolicy! Najświeższe ryby tylko u Wincenta! - chwalił się patrząc na mnie wzrokiem pełnym nadziei - I to bardzo tanio!
- Tak, to naprawdę miłe, ale...
- Odwal się od niej, ty stary pryku! - krzyknęła jakaś pani z budki naprzeciwko - Nie widzisz, że ona nie chce twoich śmierdzących śledzi?
- Sama jesteś śmierdząca! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!
- Będę się wtrącać, gdzie mi się podoba!
- Jusia... chodźmy stąd - szepnął Janek
- Jusia? - spytała nagle ożywiona kobieta
- Tak - potwierdziłam zdziwiona - To moje imię.
- Och! Jesteś moją imienniczką! Dla wszystkich Justynek skarpety 10% taniej!
Jasiek zaczął chichotać, więc szturchnęłam go w ramię.
- Niee, dziękuję, ale nie potrzebuję nowych - mruknęłam siląc się na uśmiech

    W końcu jakoś udało nam się wymknąć spod czujnego oka sprzedawczyni skarpet i handlarza śledzi.
- Wincent i Jusia - zaczął rozweselony Jasiek - Ładnie to brzmi. Powinnaś znaleść sobie jakiegoś Wincenta.
- Tak, tak, oczywiście - burknęłam udając obrażoną, ale samej zbierało mi się na śmiech. Po chwili już razem się śmialiśmy i wymyślaliśmy jakieś głupie historie. Byłam tak zajęta rozmową z nim, że nie zauważyłam krawężnika i runęłam na ziemię.
- Juśka? - krzyknął pochylając się nade mną - Nic ci nie jest?
- Spokojnie. Żyję...
Chłopak pomógł mi wstać, co zresztą nie było takie łatwe. Prawa noga bolała jak cholera.
- O boże - jęknęłam patrząc na leżące na asfalcie siatki. Większość produktów było wysypanych i potłuczonych, albo rozbitych. Z tego co widziałam przynajmniej połowa rzeczy nie nadawała się już do użytku.
- Czekaj, ja to pozbieram - powiedział Jasiek i szybko zaczął pakować wszystko do siatek. Chciałam mu pomóc, więc pochyliłam się, ale zapomniałam o bolącej nodze. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Strasznie bolało.
- Janek... - szepnęłam czując, że już długo nie dam rady tak stać. Chłopak widząc co się dzieje szybko zareagował. Wstał, objął mnie, a moją jedną rękę zarzucił sobie za głowę.
- Dziękuję - pisnęłam czując jak się rumienię
- Nie ma sprawy - mruknął i uśmiechnął się tak, że nie jednej odebrałoby mowę. A ja nie byłam tu wyjątkiem. Patrzyłam w te jego piękne brązowe oczy jak zahipnotyzowana. Jasiek zacisnął usta w wąską kreskę. Wyglądał jakby się nad czymś silnie zastanawiał. Jednak po chwili wahania zaczął przybliżać swoją twarz do mojej.


~*~

Miałam dodać o 20, ale jestem gapa i zapomniałam xd
Przepraszam xd 

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdzial 5 - "Dekold"

"- To niby kto?
- Mówiłem, że jej nie znam...
- Gadaj, bo nie ręczę za siebie!
- Ehh - westchnął patrząc znów w jej kierunku - To moja ex."


- Skoro ex to czemu się ukrywasz?
- Patrz kto z nią jest - mruknął cały czas patrząc w jej kierunku. Przyjrzałam się i rzeczywiście! Ktoś tam stał. Jakiś facet... nie widziałam twarzy, bo akurat się od nas odwrócił plecami i pocałował ją w policzek.
- No i co?
- Widziałaś jak wygląda? - jęknął zrozpaczony - Oliwka momentalnie pozbierała się po naszym rozstaniu i już ma nowego chłopaka...
- Oliwka? - wyszeptałam powtarzając jak echo. Coś nieprzyjemnie zakuło mnie w sercu. Mówi o niej zdrobniale... Czyli chyba nadal coś do niej czuje...
- Tak ma na imię.
- Yhym... - wymruczałam znów patrząc w jej kierunku i wtedy mnie zamurowało. Zobaczyłam jej towarzysza. Jasna cholera, jaki przystojniak!
- Jusia? - spytał zmieszany Janek, a ja momentalnie przypomniałam sobie o jego istnieniu
- Tak? - odpowiedziałam nieodrywając wzroku od chłopaka Oliwki
- ...

   Dopiero po chwili zorientowałam się, że Janek nie stoi już obok mnie. Szybko poszukałam go wzrokiem i zobaczyłam jak siedzi przy paczkach z napojami.

- Ej, co się stało? - spytałam pochylając się nad nim, a ten popatrzył na mnie smutno
- Widzisz? Nawet ty wolisz się na niego gapić niż spędzać czas ze mną. Nic dziwnego, że Oliwka ze mną zerwała.
Poczułam się dziwnie. Rzeczywiście dość głupio postąpiłam. Dobra, spodobał mi się tamten chłopak, no i co z tego? Wygląd to mało, bardzo mało. Przecież Daniel też był przystojny. Westchnęłam.
- Przepraszam, głupio zrobiłam - spuściłam pokornie głowę, a ten złapał mnie za podbródek i podniósł moją głowę do góry.
- No dobrze. Wybaczam ci. Zwłaszcza dlatego, że masz na sobie taki seksowny stanik - wyszeptał schrypniętym głosem
- Co?! Skąd ty... - przerwałam, gdy spojrzałam w dół. Ach, tak. Zapomniałam. Koszulka, którą miałam na sobie była za duża i miała spory dekold. Więc, gdy byłam pochylona widział praktycznie cały mój stanik.
- Och! - jęknęłam czując jak się rumienię, ale Jaś nieoczekiwanie zaczął się śmiać.
- Nie ma się czego wstydzić - stwierdził rozbawiony - To był wspaniały widok.
- Możliwe - mruknęłam odruchowo poprawiając tą cholerną bluzkę
- No zasłaniaj się, zasłaniaj. Podejrzewam, że gdybyś była w tej samej sytuacji z tym nowym chłopakiem Oliwki to...
- Oj, skończ już! - krzyknęłam rozzłoszczona - Przepraszam no! Gapiłam się na niego, bo był przystojny!
- To rzeczywiście świetne wytłumaczenie... - mruknął przewracając oczami
- No co? Ja tak już mam i tego nie zmienie!
- Ale co masz?
- No, że jak ktoś mi się spodoba to zapominam o całym świecie. Wtedy wgapiam się tylko w tą jedną osobę i dopiero po chwili odzyskuję zdolność... ruchu... - dokończyłam niewiedząc czy dobrze robię, że mu to mówię. W sumie powiedziałam to z rozpędu.
- Serio? - spytał rozbawiony
- Serio! Na przykład z tobą tak miałam!
Dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedziałam. Wzrokiem pełnym przerażenia spojrzałam na Janka. A ten co robił? Śmiał się!
- No... Ten teges... Znaczy... - jąkałam się chcąc jakoś to logicznie wytłumaczyć
- Znaczy, że ci się podobam? - spytał uśmiechając się łobuzersko, a ja głośno przełknęłam ślinę nie wiedząc co odpowiedzieć.



~*~ 

Tym razem chyba końcowka dobra 8) 
Ale za to rozdział krótki xd 
Cóż, szczerze nie podoba mi się to co napisalam, 
ale może Wam przypadnie do gustu.

Co do innych youtuberów jak mówiłam planuje dać Yoczooka i Kiśla. 
Ale to dopiero za kilka rozdziałów.  
Chciałam zrobić tak, żebyście najpierw poznali lepiej pierwszą parę, a potem lepiej drugą. Jak narazie poznajecie Justynkę i Jasia <3

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdzial 4 - "Zrzeda"

"Dopiero, gdy już stałam na nogach spojrzałam na jego twarz. Jasna cholera! To ten chłopak ze sklepu! Moje przerażenie było chyba wręcz namacalne, bo zaczął się cicho śmiać.
- Cześć, podglądaczko - mruknął puszczając do mnie oko, a ja pomyślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemie"


   Schyliłam się i zaczęłam jak najszybciej chować wszystko do koszyka. Chłopak troszkę się zmieszał i zaczął mi w tym pomagać. Widząc to od razu wyobraziłam sobie typową scenę z jakiegoś durnego romansidła. Jak chcemy wziąć tę samą rzecz jednocześnie i nasze ręce się stykają. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Cóż za absurdalny pomysł! Jednak chłopak widząc mój uśmiech odwzajemnił go. Pomógł mi wpakować ostatnie rzeczy do koszyka, a potem oboje podnieśliśmy się z ziemi.
- Janek - powiedział po chwili i wyciągnął do mnie rękę
- Jusia - mruknęłam niechętnie ściskając jego dłoń - A teraz wybacz, śpieszę się.
- A gdzie, podglądaczko?
Ghhh! Miałam autentyczną ochotę walnąć go w ten zakuty łeb!
- Wiesz, musze dzisiaj podejrzeć jeszcze parę osób - odburknęłam z kpiną w głosie
- Ach, więc widzę, że nie jestem jedyny? - zaśmiał się cicho
- Nie.
- A szkoda.
Odwróciłam się do niego plecami i ruszyłam przed siebie. Jak najszybciej chciałam dojść do kas. A mąka? Cóż... Może matka bez niej przeżyje. Ewentualnie sama pójdzie i sobie kupi.
- Ej, zaczekaj! - stanęłam jak wryta w miejscu nie wiedząc czy stawić mu czoła czy jak najszybciej się ewakuować. Jednak Janek podbiegł do mnie i wziął mój koszyk - Pomogę ci.
- Poradziłabym sobie sama - mruknęłam
- Ale z ciebie zrzęda!
Otworzyłam szeroko oczy i usta. Że co?!
- Aha. Dzięki - warknęłam wyrywając mu koszyk i kierując się w stronę kas. Zrzęda! Fajnie! Jak miło!
- Ej, Juśka! - krzyknął podbiegając do mnie.
- Powiem ci szczerze, że umiesz prawić komplementy.
- Ale...
- Każda dziewczyna chciałaby zostać tak nazwana przez przystojnego chłopaka!
- Jestem przystojny? - ożywił się nagle, a ja walnęłam się ręką w czoło
- Mówiłam ogólnie, kretynie.
Zaczął się cicho śmiać na co ja przewróciłam oczami.
- Dobra, muszę iść...
- Żartowałem z tą zrzędą - mruknął przeczesując lewą ręką swoje gęste włosy
- Wiesz, że to jeszcze nic? - spojrzał na mnie pytająco - Gorzej jak mówisz "podglądaczko"
- To już nie będę tak mówił, podglądaczko - lekko się uśmiechnął, a ja walnęłam go w ramię i odsunęłam się udając obrażoną.

- Wybierasz mąke krupczatke czy mąke krupczatke? - spytał Janek patrząc w moim kierunku
- Hmm... Nie wiem. Trudny wybór.
- Ja bym wziął mąke krupczatke
- To wezmę mąke krupczatke... Albo nie! Czekaj! Jednak mąke krupczatke - powiedziałam roześmiana, a Jaś podał mi produkt
- To już wszystko z twojej listy, podglądaczko? - słysząc to przezwisko popatrzyłam na niego groźnie - No co?
- Nazywaj mnie jak chcesz byle nie tak - mruknęłam podnosząc koszyk z ziemi
- Może być "zrzęda"?
- Tak.
- Kurde...
- Co?
- Musze wymyślić jakieś przezwisko przy którym znów będziesz się tak słodko złościć.
Roześmiałam się, ale po chwili dotarł do mnie sens tych słów.
- Słodko? - spytałam zaskoczona
- Słodko. - potwierdził uśmiechając się

   Szliśmy w kierunku kas, kiedy nagle Jasiek się zatrzymał i szybko skręcił w dział pieczywa. Chciałam zareagować oburzeniem i wytłumaczyć temu głupkowi, że kasy są w przeciwną stronę. Jednak nie zdążyłam, bo złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- Co ty ro...
- Ciii - wyszeptał przykładając palec do ust. Przez chwilę byłam cicho, ale potem zaczęło mnie to wkurzać. Spojrzałam na Jasia, ale ten był zajęty oglądaniem czegoś innego. Popatrzyłam w stronę gdzie się gapił i zauważyłam śliczną brunetkę. Wyglądała niczym modelka z magazynu.
- Kto to jest? - wyszeptałam patrząc na Jaśka
- Kto? - spytał niewinnie
- Ty dobrze wiesz kto. Ta brunetka koło kas.
- Nie znam...
- Gapisz się na nią od kilku minut.
- Bo jest ładna.
- Yhy, to to ja wiem. Twoja dziewczyna?
Przez chwilę milczał jakby się wahał, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Tak, czy nie?
- Nie.
- To niby kto?
- Mówiłem, że jej nie znam...
- Gadaj, bo nie ręczę za siebie!
- Ehh - westchnął patrząc znów w jej kierunku - To moja ex.



~*~

Wiem, że końcówka taka nie najlepsza, ale cóż...
Może mi wybaczycie ;)

Dziękuję za te wszystkie komentarze, 
to naprawdę motywuje! <3 


Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: 

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdzial 3 - "Zakupy"

"- Ej, czy to nie ten chłopak? - spytała pokazując na kogoś za mną, a ja nawet nie oglądając się wskoczyłam pod stół - Co ty robisz?
 - A jak myślisz?!
 - Noo... gdybym była chłopakiem myślałabym, że chcesz zrobić mi loda - rozwścieczona kopnęłam ją w kostkę - Auu! A to za co?
 - Ukrywam się, downie! Nie zdemaskuj mnie!"


- Dobra, dobra... Siedź cicho! Idzie tu!
Po chwili usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła. Obróciłam głowę i zobaczyłam buty oraz nogawki spodni. Odsunęłam się od nich jak najdalej tym samym musząc mieć przed samym nosem nogi Julki.
- Przepraszam tu jest zajęte - mruknęła przyjaciółka, ale chłopak niezrażony tym i tak usiadł
- Wiem, zaraz zwolnię. Poczekam tylko na dziewczynę, która tu z tobą siedziała - usłyszałam głęboki, męski głos
- A po co? - zapytała kpiąco
- Powiedzmy, że musimy sobie coś wyjaśnić.
- Hmm... Nie wiem, kiedy wróci. Możesz powiedzieć, a ja jej przekażę.
- Niee, to sprawa osobista.
- Znasz ją?
- Tak, jestem jej kolegą.
Blefował? Po co?
- Oh, naprawdę? Od kiedy znasz Ju...
- Justynę? - spytał przerywając jej
I skąd on zna moje imię?!
- Ze szkoły.
Zaraz... ten głos...
- Chodzimy razem do klasy - dodał po chwili
... jest bardzo podobny do...
- Aa tak. Coś mi o tobie mówiła. Przypomnij mi jak ci na imię?
- Marek.
Cicho jęknęłam i wplotłam dłoń we włosy. Jaka ze mnie idiotka! Popatrzyłam w stronę jego nóg. No tak! Tamten chłopak miał zupełnie inne spodnie i buty!
- A wy skąd się znacie?
- Jesteśmy przyjaciółkami - prychnęła przerzucając nogę na nogę i tym samym prawie wykolając mi oko - Od dobrych czterech lat. Znałyśmy się ju...
- Gdzie poszła Jusia? - zapytał Marek przerywając jej po raz kolejny
- Nie mogę ci powiedzieć. Tooo...
- ...ściśle tajne? - spytał rozbawiony
- Dokładnie.
- Dobrze, poczekam tu na nią.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę i zastanawiałam się jak wyjść z tej sytuacji bez szwanku.
- Za ile mniej więcej wróci? - spytał wyjmując komórkę z kieszeni spodni. Niestety, chyba nie złapał jej zbyt mocno, bo wyślizgnęła mu się upadając z hukiem na ziemie. Westchnął i schylił się, żeby ją podnieść. Z bijącym sercem patrzyłam jak po omacku dotyka podłogi szukając tego przeklętego telefonu. Po kilku sekundach zamiast komórki dotknął mój but. Wstrzymałam oddech i z napięciem oczekiwałam co teraz zrobi. Nieco zdziwiony najpierw go pomacał, a kiedy nie mógł domyślić co to jest schylił się, żeby zobaczyć.
- Juśka?! - krzyknął, gdy zajrzał pod stół - A co ty tutaj robisz?!

   Obudził mnie ten durny budzik. Serio, tego kto wymyślił to cholerstwo powinno się powiesić. Albo jeszcze gorzej. Nastawiać mu budzik co 5 minut. Najlepiej taki jak mój - mega głośny z denerwującym dzwonieniem. Niechętnie wstałam i poczłapałam w kierunku łazienki. Myjąc zęby cały czas myślałam o wczorajszej sytuacji. Podglądaczka jest ze mnie rewelacyjna. I jeszcze jak się chowałam pod stołem, żeby... niee, to pozostawmy bez komentarza. I tak potem musiałam znosić śmiechy tej dwójki. Westchnęłam odkładając szczoteczkę na miejsce. Najchętniej przeleżałabym w łóżku cały dzień. Niestety, los chciał widocznie inaczej, bo zaburczało mi w brzuchu. Z markotną miną skierowałam się w stronę kuchni. Niechętnie otworzyłam lodówkę przeglądając jej zawartość. Szukałam czegoś co mogę zjeść od razu, bo nie chciało mi się robić żadnego śniadania. I jak na złość nikt nie mógł go zrobić za mnie. Mama pewnie nadal spała, a tata już dawno pojechał do pracy. Już miałam się załamać i zacząć głodować, gdy między masłem, a jogurtami dostrzegłam kawałek ciasta.
- Jestem na skraju rozpaczy, więc chyba mogę zjeść coś słodkiego - mruknęłam wyciągając je z lodówki.

   Siedziałam przed telewizorem jedząc ostatki ciasta. Akurat leciał jakiś durny program, który zbytnio mnie nie interesował. Nie wiedziałam nawet jak się nazywa. Ale ponieważ nie miałam nic innego do roboty nadal bezmyślnie wgapiałam się w telewizor. Po kilku minutach usłyszałam kroki. Ktoś schodził po schodach. Nie przejęłam się tym zbytnio, gdyż zapewne była to mama. I nie myliłam się. Po chwili moja rodzicielka pojawiła się przede mną zasłaniając mi telewizor.
- Cześć, leniuchu.
- Witaj, śpiochu - mruknęłam robiąc jej miejsce na kanapie - Siadaj.
- Dzieku... - przerwała, gdy zobaczyła co jem - Czy to jest MÓJ kawałek ciasta?
- Yyy... Nieee... no skąd...

   Jak nie trudno się domyślić zostałam brutalnie zmuszona do kupna nowego. Podczas, gdy mama szukała portmonetki ja poszłam się ubrać. Wybrałam moją ulubioną tunikę i pasujące do niej czarne legginsy. Szybko się umyłam i przebrałam w przygotowane wcześniej rzeczy. Potem wystarczył lekki makijaż i byłam gotowa. Popatrzyłam w lustro i powiem szczerze, że wyglądałam świetnie. Zadowolona ze swojego wyglądu zeszłam na dół. Ledwo co zdążyłam wejść do kuchni, a już matka dała mi do ręki jakiś papierek z banknotem w środku.
- Daję ci pieniądze i listę zakupów.
- Jak to "listę"? - zapytałam zdziwiona patrząc na kartkę, którą miałam w ręce - Miałam ci tylko to ciasto kupić.
- No tak, ale zauważyłam, że w lodówce brakuje też paru rzeczy...
- Ale to zajmie dużo czasu - jęknęłam rozwijając papier i patrząc na te wszystkie produkty
- Tym lepiej. Następnym razem się zastanowisz zanim zjesz coś mojego.

   Popatrzyłam kolejny raz na listę i rzeczy w koszyku. Okej, chyba wszystko jest... A nie. Jeszcze mąka. I to nie byle jaka. Pfff, ale ta mamuśka ma wymagania. Dla mnie to jedno i to samo. Westchnęłam wkładając listę do kieszeni. Okej, czas na wielkie poszukiwania. Potem już tylko do kas i do domciu. Niechętnie ruszyłam do przodu zastanawiając się gdzie do cholery może być tu mąka. Niestety, przez moje rozmyślania nie zauważyłam wychodzącego zza zakrętu chłopaka. Zderzenie było nieuniknione. Nawet dokładnie nie wiem co się stało. W każdym razie siedziałam na zimnej podłodze, a obok mnie leżały porozrzucane rzeczy z koszyka.
- Boże, przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział chłopak pochylając się i podając mi dłoń - Nic ci nie jest?
- Nie, nie - mruknęłam łapiąc go za rękę i wstając. Dopiero, gdy już stałam na nogach spojrzałam na jego twarz. Jasna cholera! To ten chłopak z przebieralni! Moje przerażenie było chyba wręcz namacalne, bo zaczął się cicho śmiać.
- Cześć, podglądaczko - mruknął puszczając do mnie oko, a ja pomyślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemie.



~*~

W końcu jest wyczekiwany rozdział 3! 
I jak? Podoba Wam się? 8))

Nie zapomnij wyrazić swoją opinię w komentarzu! ♥
Zapraszam na mojego aska, gdzie możecie zadawać pytania o blogu: